Dlaczego w chińskich restauracjach jemy dania, których nie ma w Chinach

Dlaczego w chińskich restauracjach jemy dania, których nie ma w Chinach

Prawdopodobnie zamawiałeś to dziesiątki razy: chrupiące kawałki mięsa w słodko-kwaśnym sosie lub kultowe babi pangang. Szokująca prawda jest taka, że ponad 80% dań serwowanych w popularnych „chińczykach” to kulinarne fantazje, których próżno szukać na stołach w Pekinie czy Szanghaju. Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy zagłębiłem się w historię takich miejsc jak legendarna restauracja Lotus w Sint-Oedenrode czy Golden House.

Sekret babi pangang, czyli kulinarny kamuflaż

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego idąc do chińskiej restauracji, jesz dania o indonezyjsko brzmiących nazwach? Historia, którą odkrywa dokumentalistyka Julie Ng w filmie „Meer Dan Babi Pangang”, pokazuje, że nasze ulubione menu to efekt desperackiej walki o przetrwanie pierwszej generacji imigrantów.

Co ciekawe, samo babi pangang to „hybryda totalna” – łączy chińskie techniki obróbki mięsa, indonezyjskie przyprawy i holendersko-europejskie preferencje dotyczące gęstych, słodkich sosów. W Polsce obserwujemy podobne zjawisko: według danych rynkowych z 2024 roku, najczęściej zamawianym daniem „azjatyckim” wciąż jest kurczak w cieście z frytkami, co dla rodowitego kucharza z kantonu byłoby czystą abstrakcją.

Dlaczego te restauracje znikają z naszych ulic?

W ostatnich latach zauważyłem smutny trend: tradycyjne restauracje chińsko-indonezyjskie, które były sercem lokalnych społeczności (jak wspomniany Lotus w dzielnicy Kienehoef), masowo się zamykają. Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego w chińskich restauracjach jemy dania, których nie ma w Chinach - image 1

  • Zmiana pokoleniowa: Dzieci właścicieli, wykształcone na europejskich uniwersytetach, rzadko chcą spędzać 14 godzin dziennie przy woku.
  • Ewolucja smaku: W 2025 roku klienci szukają autentyczności – wolą niszowe ramen bary lub oryginalne pierożki dim sum zamiast uniwersalnego „menu numer 15”.
  • Koszty surowców: Inflacja sprawiła, że model biznesowy oparty na ogromnych porcjach w niskiej cenie przestał się spinać.

Fakty, które zmienią Twoje spojrzenie na „chińczyka”

Podczas analizy rynku restauracyjnego w Polsce i Europie Zachodniej, natknąłem się na dane, które dają do myślenia. Okazuje się, że w latach 2024-2026 segment „comfort food Asian fusion” rośnie, ale kosztem klasycznych lokali z lat 90.

Warto wiedzieć:
Wiele dań, które uważamy za chińskie klasyki, powstało w konkretnym celu – aby nie zrazić Europejczyka intensywnym zapachem fermentowanej fasoli czy teksturą meduzy. Kucharze celowo „spłaszczali” smaki, dodając więcej cukru i skrobi. To była genialna strategia marketingowa XX wieku, która dziś powoli odchodzi do lamusa.

Praktyczna wskazówka: Jak rozpoznać autentyczność?

Jeśli chcesz zjeść to, co naprawdę jedzą Chińczycy, mam dla Ciebie prosty trik, który stosuję od lat. Zwróć uwagę na dwa szczegóły:

  1. Menu „dla swoich”: Często restauracje mają drugą, niepozorną kartę napisaną alfabetem chińskim. To tam kryją się prawdziwe skarby.
  2. Sposób podania ryżu: Jeśli ryż jest traktowany jako oddzielny posiłek, a nie tylko podkładka pod sos, jesteś w dobrym miejscu.

Koniec pewnej epoki

Film Julie Ng to nie tylko historia o jedzeniu, to hołd dla ludzi, którzy dzięki ciężkiej pracy zmienili krajobraz kulinarny Europy. Ale czy za 10 lat babi pangang będzie już tylko wspomnieniem z dzieciństwa? A może tradycyjne smaki przetrwają w nowej, nowoczesnej formie?

A Ty, co zazwyczaj zamawiasz, gdy masz ochotę na „chińskie”? Szukasz autentyczności czy zostajesz przy sentymentalnym kurczaku w cieście? Daj znać w komentarzu!

Przewijanie do góry