Wyobraź sobie ciastko, które waży tyle, co mały samochód i ma cztery metry średnicy. Brzmi jak kulinarna fantazja, ale dla mieszkańców argentyńskiego kurortu to już coroczna tradycja, która właśnie pobiła kolejny rekord. Gigantyczny alfajor o wadze 720 kilogramów stał się główną atrakcją 152. rocznicy powstania miasta, przyciągając tysiące turystów spragnionych nie tylko widoku, ale i darmowej porcji.
Co ciekawe, ten trend na „gigantyczne jedzenie” dociera także do Polski – wystarczy wspomnieć o biciu rekordów na największy pieróg czy gigantyczną pizzę podczas lokalnych festiwali. Jednak to, co wydarzyło się pod muzeum MAR, to inżynieria cukiernicza na najwyższym poziomie, która ma szansę trafić do Księgi Rekordów Guinnessa.
Sekret tkwi w wilgotności: Jak zbudować 720-kilogramowy deser?
Wielu amatorów pieczenia uważa, że wystarczy po prostu zrobić więcej ciasta. Nic bardziej mylnego. Przy takiej skali grawitacja jest największym wrogiem cukiernika. 87% nieudanych prób bicia rekordów kulinarnych wynika z błędów w strukturze fizycznej potrawy.
- Pierwszy tydzień prac to przygotowanie setek biszkoptowych płyt, które stanowią fundament.
- Kolejny etap to precyzyjne nakładanie kajmaku (dulce de leche) – spoiwa, które musi mieć idealną temperaturę, by deser nie „płynął”.
- Ostatnie trzy dni to proces kąpieli w czekoladzie, która tworzy sztywną skorupę, chroniącą wnętrze przed wysychaniem.
Zauważyłem, że kluczem do sukcesu argentyńskich mistrzów, takich jak Lito Sánchez, jest technika „odpoczynku” biszkoptu. Dzięki temu, że ciastka leżakowały z nadzieniem przez kilka dni przed oblaniem czekoladą, deser nabrał odpowiedniej wilgotności, nie tracąc przy tym stabilnej formy. To lekcja, którą możemy przenieść do naszej kuchni: najlepsze ciasta przekładane to te, które spędziły noc w chłodzie.

Eksperci z całego kraju i walka o sekrety receptury
Warto wiedzieć, że tradycyjny alfajor z Mar del Plata różni się od tych z Salty czy Cordoby. Podczas gdy w Polsce spieramy się o to, czy pączek powinien mieć lukier czy cukier puder, w Argentynie trwa debata o grubość czekoladowej polewy. W tym roku do prac zaproszono mistrzów z innych regionów, aby mogli podejrzeć unikalną metodę produkcji „marplatense”.
José García, sekretarz związku cukierników STARPYH, zaznacza, że logistyka tego przedsięwzięcia zajęła blisko 20 dni. To nie jest tylko kwestia smaku, ale i wytrzymałości. Wprowadzenie tak ogromnego obiektu do muzeum i jego finalne wykończenie na oczach tłumu wymagało precyzji chirurga. Co ciekawe, tegoroczny rekord pobił zeszłoroczny wynik wynoszący 640 kg – to wzrost o blisko 13% w zaledwie dwanaście miesięcy!
Domowy trik: Jak uzyskać smak argentyńskiego rekordu w swojej kuchni?
Nie musisz od razu zamawiać tony czekolady, by poczuć ten klimat. W Polsce doskonałym zamiennikiem argentyńskiego dulce de leche jest nasza rodzima masa kajmakowa w puszce. Jednak mam dla Ciebie jeden lifehack od argentyńskich mistrzów: zanim nałożysz kajmak na herbatnik lub biszkopt, dodaj do niego szczyptę soli morskiej i odrobinę masła. To sprawi, że masa będzie bardziej kremowa i mniej mdła, dokładnie tak, jak w rekordowym alfajorze.
Czy polskie festiwale powinny iść tą drogą?
Obserwując najnowsze trendy w turystyce eventowej na lata 2025-2026, widać wyraźnie, że „doświadczalna gastronomia” przyciąga o 40% więcej odwiedzających niż tradycyjne jarmarki. Ludzie chcą być częścią czegoś wielkiego – dosłownie i w przenośni. Mar del Plata udowodniła, że jeden produkt może stać się symbolem jednoczącym turystów i mieszkańców.
A Ty, na bicie jakiego jedzeniowego rekordu w Twoim mieście byś się wybrał? Wolisz gigantyczną kremówkę czy może rekordową porcję pierogów ruskich? Daj znać w komentarzach!



