Wyobraź sobie, że chcesz poćwiczyć z dzieckiem pływanie, ale miejski basen przypomina dworzec w godzinach szczytu, a zapach chloru szczypie w oczy już przy wejściu. Sarah Naude z Harrisdale znała ten ból doskonale, dopóki nie odkryła, że rozwiązanie kryje się tuż za płotem sąsiada. Okazuje się, że zamiast walczyć o wolny tor, można po prostu „wynająć ogród”.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do AirBnb, gdy szukamy noclegu w Warszawie czy Krakowie, ale w Australii prawdziwy boom przeżywa aplikacja Swimply. To platforma, która łączy właścicieli domów z basenami z ludźmi, którzy marzą o chwili relaksu w prywatnej atmosferze. Powód? Publiczne obiekty pękają w szwach, a utrzymanie własnego zbiornika stało się dla wielu kosztownym ciężarem.
Twoja prywatna oaza za 45 dolarów
Kiedy Sarah potrzebowała spokoju dla swojej dwumiesięcznej córki, Lily, publiczne lekcje pływania oferowały jedynie hałas i tłok. Znalazła jednak ofertę Justina McEboya z Forrestfield. Za około 180 złotych (45 AUD) za godzinę otrzymała dostęp do pięknej posesji z podgrzewanym, lekko osolonym basenem pod żaglem przeciwsłonecznym.
Byłem ciekaw, czy to tylko chwilowa moda, ale liczby mówią co innego. Od momentu debiutu w 2022 roku, platforma Swimply odnotowuje roczny wzrost na poziomie 50%. W Perth, gdzie ogrody stają się coraz mniejsze, posiadanie własnego basenu dla wielu rodzin jest po prostu niepraktyczne.
Dlaczego właściciele decydują się wpuszczać obcych na swoje podwórko? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Średnie koszty utrzymania basenu w Australii, biorąc pod uwagę chemię i prąd do pomp, mogą sięgać tysięcy dolarów rocznie. Justin przyznaje, że jego basen stał bezużyteczny, generując jedynie wydatki. Dzięki wynajmowi, nie tylko pokrywa koszty, ale i zarabia „ekstra parę groszy”.
Trzy powody, dla których warto wybrać prywatny basen:
- Zero chaosu: Brak krzyków setek dzieci i gwizdków ratowników.
- Czystość i komfort: Możliwość wyboru basenów z mniejszą zawartością chloru (np. solankowych), co jest kluczowe dla niemowląt.
- Prywatne lekcje: Rodzice coraz częściej zapraszają instruktorów prosto do wynajętego basenu.
73% użytkowników ceni dyskrecję ponad cenę
Najnowsze badania trendów w sektorze sharing economy na rok 2025 pokazują, że ponad dwie trzecie konsumentów jest gotowych zapłacić więcej za prywatność niż za dostęp do luksusowych, ale publicznych udogodnień. W Polsce podobny trend obserwujemy w przypadku wynajmu prywatnych domków w górach czy saun na wyłączność – chcemy być u siebie, nawet jeśli to tylko na dwie godziny.

W Perth problemem stały się też „rozciągnięte do granic możliwości” miejskie obiekty. Caroline Lepron, menedżerka Swimply Australia, zauważa, że zapotrzebowanie na kursy pływania drastycznie wzrosło, a infrastruktura miejska nie nadąża za demografią. Prywatne baseny to niewykorzystany dotąd potencjał miast.
Ale czy to bezpieczne? To pytanie zawsze się pojawia. Właściciele tacy jak Justin ustalają jasne reguły – np. maksymalnie 15 osób na posesji. W ciągu pierwszych 48 godzin od wystawienia oferty Justin miał już dwa zgłoszenia. Dziś ma za sobą ponad 15 rezerwacji, a klienci wracają, co jest najlepszym dowodem na to, że model się sprawdza.
Praktyczny lifehack: Jak znaleźć idealny basen?
Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w sytuacji, gdzie chcesz wynająć przestrzeń (czy to w Australii, czy korzystając z podobnych usług w Europie), zwróć uwagę na te detale:
Zawsze pytaj o rodzaj filtracji. Baseny solankowe są znacznie delikatniejsze dla skóry dziecka niż tradycyjny chlor. Kolejna rzecz to cień – w pełnym słońcu basen bez żagla to recepta na poparzenie słoneczne po 20 minutach. Co ciekawe, profesjonalni gospodarze często oferują w cenie dostęp do grilla lub ręczników, co czyni z tego gotowy plan na popołudnie.
Sytuacja w Australii to tylko początek. Gdy koszty życia rosną, a przestrzeń w miastach się kurczy, będziemy dzielić się wszystkim – od ogrodów po domowe siłownie. To klasyczna sytuacja win-win, o której mówi Justin: dzieci są szczęśliwe, a portfel właściciela basenu nieco pełniejszy.
A Wy? Czy bylibyście gotowi zapłacić sąsiadowi za godzinę kąpieli w jego ogrodzie, byle uniknąć tłumów na miejskiej pływalni?



