Większość z nas na hasło „czeska kuchnia” od razu myśli o złotym kuflu pilsnera lub ciągnącym się serze w panierce. Jednak najnowsze trendy kulinarne na rok 2025 wskazują na innego zwycięzcę, który stał się prawdziwym hitem mediów społecznościowych. To danie to coś więcej niż posiłek – to narodowy skarb, który obcokrajowcy pokochali za autentyczność i „comfort food” w najlepszym wydaniu.
Co ciekawe, aż 68% ankietowanych turystów odwiedzających Pragę w ostatnim sezonie przyznało, że to właśnie ten konkretny smak skłonił ich do powrotu do czeskiej gospody. Nie jest to ani gulasz, ani popularne „trdelník”, który turyści jedzą na ulicach. Prawdziwy król czeskiego stołu wymaga czasu, odpowiedniej techniki i jednego kluczowego składnika, który w Polsce wciąż bywa niedoceniany.
Svíčková na smetaně: Dlaczego ten sos nie ma sobie równych?
Mowa oczywiście o Svíčkovej. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz spróbowałem jej u źródła, zrozumiałem, dlaczego zawodowi kucharze poświęcają na jej przygotowanie kilkanaście godzin. To nie jest zwykła pieczeń wołowa. Sekret tkwi w warzywnym fundamencie, który po długim duszeniu zostaje zblendowany na aksamitną masę.
W moich rozmowach z szefami kuchni z Karlowych Warów często pojawia się ten sam wątek: kluczem do geniuszu jest balans między słodyczą marchewki a kwasowością octu i cytryny. W 2024 roku zauważono ciekawy trend – coraz więcej restauracji odchodzi od zagęszczania sosu mąką, stawiając wyłącznie na dużą ilość warzyw korzeniowych, co czyni danie lżejszym i bardziej nowoczesnym.
Co sprawia, że cudzoziemcy tracą dla niej głowę?
- Unikalne połączenie smaków: Wołowina z sosem śmietanowym podawana z żurawiną i bitą śmietaną brzmi dla nowicjusza dziwnie, ale smakuje genialnie.
- Knedliki jako „gąbka”: Puszyste czeskie knedliki są zaprojektowane tak, by wchłonąć każdą kroplę sosu.
- Domowy klimat: To danie, które w Czechach serwuje się na weselach i świątecznych obiadach – turyści czują tę celebrację.
Tradycja kontra nowoczesność: Ile kosztuje ta przyjemność w 2025 roku?
Sytuacja w Czechach dynamicznie się zmienia. O ile jeszcze dwa lata temu porcję dobrej Svíčkovej mogliśmy zjeść za około 180-220 koron, o tyle obecnie w popularnych lokalach w Pradze czy Brnie ceny oscylują w granicach 280-350 CZK (ok. 50-65 PLN). Mimo to, popyt na tradycyjne dania wzrósł o 14% rok do roku, co eksperci przypisują modzie na „retro-gastronomię”.

Bywa jednak i tak, że najlepsze doświadczenie kulinarnie znajdziemy poza głównym rynkiem. W mniejszych miastach, takich jak Tabor czy Liberec, kucharze wciąż trzymają się starych receptur, gdzie wołowina jest szpikowana słoniną, co nadaje jej niesamowitej kruchości. Właśnie na takie detale zwracają uwagę kulinarni influencerzy, którzy uczynili z czeskiej klasyki światowy trend.
Triki, których nie znajdziesz w zwykłej książce kucharskiej
Jeśli planujesz odwiedzić naszych sąsiadów lub spróbować sił w domu, pamiętaj o jednej ważnej rzeczy. Według profesjonalistów, Svíčková smakuje najlepiej dopiero na drugi lub trzeci dzień. Smaki muszą się „przegryźć”, a tkanka łączna w mięsie całkowicie rozpuścić w sosie.
Moja rada: Zawsze pytaj w restauracji, czy knedliki są robione na miejscu (domácí houskové knedlíky). Różnica między mrożonką a świeżym, parowanym ciastem jest kolosalna. W Czechach mówi się, że kucharza poznaje się nie po mięsie, ale po tym, czy jego knedlik jest sprężysty i nie rozpada się pod widelcem.
Dlaczego Polska powinna zazdrościć Czechom tego sukcesu?
W Polsce mamy świetne pierogi i żurek, ale Czechom udało się coś niesamowitego: stworzyli wokół jednego dania aurę „kulinarnego przeżycia”, na które czeka się z niecierpliwością. To nie jest fast food. To manifestacja spokoju i radości z jedzenia, tak charakterystyczna dla czeskiej kultury pohody.
A Ty, jakie masz doświadczenia z czeską kuchnią? Czy zgadzasz się, że Svíčková zasługuje na miano najlepszego dania, czy jednak nic nie przebije klasycznego smażonego sera z sosem tatarskim?



