Wyobraź sobie kolację, podczas której nie musisz nawet dotykać swojej serwetki – obsługa robi to za Ciebie, zanim zdążysz pomyśleć o zamówieniu napoju. W świecie, gdzie „fine dining” często kojarzy się ze sztywną atmosferą i małymi porcjami, odwiedziłam miejsce w Essex, które wywraca to przekonanie do góry nogami.
Restauracja Tanishq w Ongar, ukryta przy polu golfowym Toot Hill, obiecuje traktowanie gości jak rodziny królewskiej. Czy to tylko obietnica marketingowa? Sprawdziłam to na własnej skórze, testując menu o nazwie Amour et Cuisine. Za 65 funtów (około 330 zł) otrzymałam doświadczenie, które w Warszawie czy Krakowie kosztowałoby fortunę, a tutaj wydaje się być najlepiej strzeżonym sekretem okolicy.
Pierwsze wrażenie: Wodospad i królewski gest
Podejście do restauracji przypomina scenerię z filmu. Oświetlone jezioro i szumiący wodospad tworzą klimat, który natychmiast odcina nas od codziennego pośpiechu. Ale to, co dzieje się po przekroczeniu progu, jest kluczowe dla zrozumienia fenomenu tego miejsca.
82% gości restauracji typu premium przyznaje, że to właśnie pierwsze 5 minut decyduje o ich ostatecznej ocenie lokalu. W Tanishq nie czekasz na powitanie. Drzwi otwierają się przed Tobą, a po chwili siedzisz w loży, gdzie kelner z namaszczeniem kładzie lnianą serwetkę na Twoich kolanach. To mały gest, w Polsce spotykany niemal wyłącznie w restauracjach odznaczonych gwiazdką Michelin, a tutaj będący standardem.
Zielony kurczak, którego się nie spodziewasz
Kiedy myślimy o kurczaku tikka, przed oczami mamy jaskrawoczerwone mięso. W Tanishq przeżyłam jednak estetyczny szok. Przystawka, która wylądowała na moim stole, była intensywnie zielona.
- Chicken Tikka: Zamiast ciężkich barwników, użyto świeżych ziół, które nadały mięsu głęboki, nieoczywisty smak.
- Samosa na ciecierzycy: Pikantna, chrupiąca i podana na idealnie doprawionej bazie, która zmienia postrzeganie tego popularnego Street Foodu.
- Jagnięcina Sheekh: Rozpływająca się w ustach do tego stopnia, że nóż staje się zbędnym rekwizytem.
Co ciekawe, mimo że to menu degustacyjne, porcje są ogromne. Eksperci z branży hospitality zauważają trend „posh-generosity” – łączenia luksusu z obfitością, co jest odpowiedzią na skargi klientów dotyczące zbyt małych porcji w nowoczesnych restauracjach.

Danie główne: Kiedy kaczka spotyka masala
Wybór dania głównego to moment, w którym tradycja zderza się z nowoczesnością. Wybrałam Chicken Masala, a mój partner postawił na kaczkę. Warto zaznaczyć, że w brytyjskiej i indyjskiej kuchni wysokiej klasy, kaczka staje się coraz częstszym zamiennikiem tradycyjnej jagnięciny, oferując bogatszy profil tłuszczowy, który idealnie chłonie korzenne przyprawy.
Masala w Tanishq to nie jest sos z proszku. To kremowa, kokosowa emulsja, która jest tak gęsta i aromatyczna, że samo maczanie w niej puszystego chleba naan wystarczyłoby za całe danie. Moja rada? Nigdy nie rezygnujcie z Amritsari Daal Makhani. To soczewica gotowana przez kilkanaście godzin, która według hinduskich mistrzów kuchni jest prawdziwym testem umiejętności szefa.
Praktyczny tip dla gości:
Jeśli planujesz wizytę w Tanishq lub podobnym miejscu oferującym „set menu”, zrezygnuj z lunchu. Ilość dodatków (ryż, saag aloo, soczewica, chleby) jest tak duża, że nawet najbardziej głodni smakosze mogą poczuć się pokonani przez gościnność szefa kuchni.
Deser, który wygląda jak lód na patyku, ale nim nie jest
Na koniec spróbowałam Kulfi. Choć menu opisywało go jako deser pistacjowy, forma mnie zaskoczyła. Wyglądał jak ekskluzywny lód na patyku, ale jego tekstura była znacznie gęstsza i bogatsza. W 2025 roku tradycyjne indyjskie desery przeżywają renesans w Europie, ponieważ oferują mniej cukru niż zachodnie ciasta, stawiając na naturalne aromaty orzechów i kardamonu.
Czy warto jechać do Ongar?
Doświadczenie w Tanishq to dowód na to, że luksus nie musi być zimny i niedostępny. To połączenie nienagannej etykiety kelnerskiej z ciepłem indyjskiego domu. Według ostatnich badań rynku gastronomicznego, klienci coraz częściej szukają „doświadczeń”, a nie tylko jedzenia. Tanishq dostarcza jedno i drugie w nadmiarze.
Przy okazji, czy zdarzyło Wam się kiedyś w Polsce czuć skrępowanie zbyt dużą uwagą kelnera, czy raczej uważacie takie traktowanie za brakujący element naszej rodzimej gastronomii?



