Wyobraź sobie, że siedzisz na 41. piętrze luksusowego wieżowca, a przed Tobą ląduje deser, który kosztuje niemal 300 złotych. W Japonii, gdzie owoce traktuje się jak biżuterię, nikogo to nie dziwi. Jednak to, co dzieje się teraz w Nagoi, wykracza poza ramy zwykłego podwieczorku. To prawdziwy spektakl smaku, w którym główną rolę grają owoce wartę fortunę.
W restauracji GRADATIONS, zawieszonej 200 metrów nad ziemią w Midland Square, ruszyły właśnie zapisy na „Truskawkowy Sad”. Nie jest to zwykły puchar z owocami. To rygorystycznie zaprojektowane doświadczenie dla osób, które chcą poczuć różnicę między popularną odmianą a owocem, za który kolekcjonerzy płacą setki dolarów. Czy jednak biała truskawka naprawdę smakuje inaczej, czy to tylko genialny marketing?
Biała truskawka – luksus, który nie wybacza błędów
Wiele osób w Polsce kojarzy truskawki z letnim koszyczkiem z targu za kilkanaście złotych. W Japonii sytuacja wygląda inaczej: według danych z rynku owoców premium w 2025 roku, pojedyncza sztuka luksusowej odmiany może kosztować nawet 500 jenów (około 13 PLN). W nowym menu w Nagoi, serwowanym od 19 lutego do 5 kwietnia 2026 roku, biała truskawka jest sercem całego zestawu.
Co w niej takiego niezwykłego? Zauważyłem, że większość gości jest zaskoczona pierwszym kęsem. Biała truskawka nie smakuje jak ta czerwona, którą znamy z dzieciństwa. Jest maślana, ma nuty ananasa i niemal rozpływa się na języku. W GRADATIONS połączono ją z puddingiem mlecznym i lodami truskawkowymi, by podkreślić jej kremową naturę.
Sześć odmian, których nie znajdziesz w markecie
Zamiast rzucać wszystko na jeden talerz, japońscy szefowie kuchni stosują strategię „porównawczą”. W ich autorskim planie degustacyjnym otrzymujemy dostęp do sześciu wyselekcjonowanych gatunków:

- Amaou – znana jako „królowa”, ogromna i niesamowicie słodka.
- Kotoka – o głębokim, niemal winnym aromacie.
- Beni Hoppe – klasyka, która balansuje między kwasowością a cukrem.
- Yumenoka i Tochiotome – każda o innej strukturze miąższu.
Byłem pod wrażeniem, jak bardzo różnią się one od siebie, gdy spróbuje się ich w 10-minutowym odstępie. Aby urozmaicić to doświadczenie, restauracja podaje cztery dedykowane sosy: skondensowane mleko, ser, konfiturę truskawkową oraz czekoladę. To nie są przypadkowe dodatki – każdy z nich ma za zadanie wybić inną nutę smakową konkretnej odmiany.
Zasada 5 dni i pełna dyskrecja
Warto wiedzieć, że do GRADATIONS nie wejdziesz „z ulicy”. System rezerwacji jest bezwzględny – miejsce trzeba zamówić z co najmniej 5-dniowym wyprzedzeniem. Dlaczego? Ponieważ owoce są zamawiane bezpośrednio z plantacji pod konkretną liczbę gości, aby zapewnić idealną dojrzałość w momencie podania.
Co ciekawe, mimo ceny 9 680 jenów (około 260 PLN) za zestaw dla dwóch osób, wolne terminy w weekendy znikają w kilka godzin od otwarcia list. W cenę wliczone są również dwie filiżanki herbaty KUSMI TEA – francuskiej marki premium, która jest ulubieńcem japońskiej klasy średniej szukającej europejskiego szyku.
Czy polskie podniebienie doceniłoby ten luksus?
Inwestowanie takich kwot w deser może wydawać się szaleństwem, ale w Japonii jedzenie to forma sztuki i okazje do budowania relacji. Posiłek na 41. piętrze z widokiem na panoramę Nagoi to standard dla celebrowania ważnych chwil. Często pomijanym aspektem jest to, że truskawki te są uprawiane w niemal laboratoryjnych warunkach, gdzie kontroluje się nasłonecznienie każdego owocu z osobna.
Moja rada: Jeśli planujesz podróż do Japonii wiosną 2026 roku, nie szukaj najdroższej restauracji sushi. Szukaj miejsc takich jak GRADATIONS. To tam zrozumiesz, dlaczego Japończycy potrafią dyskutować o smaku jednej truskawki przez pół godziny.
A Ty? Czy byłbyś w stanie zapłacić 130 złotych za deser, który składa się głównie z owoców, wiedząc, że są to najlepsze okazy na świecie? Daj znać w komentarzu!



