Wrzucasz zużytą baterię z pilota lub jednorazowego e-papierosa do czarnego worka na śmieci? To, co wydaje się niewinnym gestem, statystycznie sześć razy dziennie doprowadza do groźnych pożarów w zakładach przetwórstwa odpadów. Problem stał się na tyle poważny, że od 2012 roku liczba incydentów ogniowych wzrosła aż pięciokrotnie, a straty idą w dziesiątki milionów euro.
Dwie baterie na tonę – przepis na katastrofę
Zauważyłem, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy ze skali zjawiska. Według danych ekspertów z Uniwersytetu Leoben, każdego roku w samym tylko systemie odpadów zmieszanych lądują miliony akumulatorów litowych. Statystycznie na każdą tonę śmieci przypadają dwa takie urządzenia. Choć brzmi to jak niewielka liczba, w skali kraju mówimy o ogromnym zagrożeniu.
W Polsce sytuacja wygląda podobnie – choć systemy segregacji, takie jak PSZOK czy pojemniki w marketach budowlanych (np. Castorama czy Leroy Merlin), są powszechne, wciąż zbyt wiele „elektro-śmieci” trafia do niewłaściwego kubła. Co gorsza, według rynkowych prognoz na lata 2025–2026, liczba urządzeń z bateriami litowymi w naszych domach podwoi się, co tylko potęguje ryzyko.
- 46,5% – tyle wszystkich baterii wprowadzanych na rynek to obecnie ogniwa litowe.
- 13,3% – to drastycznie niski wskaźnik ich poprawnej zbiórki.
- 36 dużych pożarów – tyle odnotowano w samym 2025 roku w centrach recyklingu z powodu błędnie wyrzuconych odpadów.
Efekt domina: Jak śmieciarka zamienia się w pochodnię
Wiele osób pyta: jak to możliwe, że mała bateria wywołuje pożar? Podczas testów przeprowadzonych niedawno w Wiedniu pokazano to wprost. Wystarczy, że akumulator zostanie przygnieciony przez mechanizm śmieciarki lub sorter w zakładzie. Dochodzi wtedy do zjawiska „thermal runaway” (ucieczki termicznej).

To reakcja łańcuchowa, w której temperatura rośnie w sposób niekontrolowany, aż do samozapłonu. W otoczeniu suchych papierów czy plastiku, jedna mała bateria potrafi w kilka minut zamienić halę sortowni w zgliszcza. Co najgorsze, ogień może pojawić się z opóźnieniem – nawet 30 minut po uszkodzeniu mechanicznym, gdy nikt już nie obserwuje danej partii odpadów.
Niewidzialne zagrożenie pod powierzchnią
Strażacy przyznają, że walka z takimi pożarami to logistyczny koszmar. Ogień często wybucha kilka metrów pod powierzchnią ogromnej hałdy śmieci. Akcja gaśnicza trwa nieraz wiele dni, a toksyczne opary i skażona woda po gaszeniu stanowią ogromne wyzwanie dla ochrony środowiska.
Jak robić to dobrze? Praktyczny przewodnik
W swojej praktyce redakcyjnej często spotykam się z pytaniem: „Gdzie mam to oddać, skoro nie mam czasu jechać do punktu zbiórki?”. Mam dla Was prosty lifehack, który stosuję u siebie:
- Pudełko „na potem”: Trzymaj mały słoik lub pudełko w przedpokoju. Wrzucaj tam wszystkie stare baterie i akumulatorki.
- Zaklejaj styki: Przed wrzuceniem baterii litowej do zbiorczego pudełka, zaklej jej bieguny zwykłą taśmą klejącą. To eliminuje ryzyko zwarcia.
- Wykorzystaj zakupy: Prawie każdy duży sklep spożywczy (jak Biedronka czy Lidl) ma przy wejściu zielone lub kartonowe pojemniki na baterie. Oddawaj je przy okazji obiadowych zakupów.
Warto też wiedzieć, że od 2026 roku planowane są surowsze regulacje dotyczące tzw. „jednorazówek” (e-papierosów), które są jednym z głównych winowajców pożarów w sortowniach. Do tego czasu to my jesteśmy pierwszą linią obrony.
A Ty? Czy masz w domu przygotowane miejsce na zużyte baterie, czy zdarza Ci się z pośpiechu wrzucić je do zwykłego kosza?



