Dlaczego ślusarze z ogłoszeń w Google coraz częściej żądają gotówki do ręki

Dlaczego ślusarze z ogłoszeń w Google coraz częściej żądają gotówki do ręki

Stoisz przed zamkniętymi drzwiami własnego mieszkania w Warszawie czy Wrocławiu, jest zimno, a Ty chcesz tylko wejść do środka. Wyciągasz telefon, wpisujesz w wyszukiwarkę „ślusarz 24h” i dzwonisz pod pierwszy lepszy numer, bo cena 50 zł brzmi jak wybawienie. To właśnie ten moment, w którym możesz stracić nawet 1200 złotych przez sprytny mechanizm, który opanował polski rynek usług awaryjnych.

Pułapka „niskiej ceny wejścia”

Większość z nas uważa, że otwarcie zamka to prosta usługa. Niestety, badania rynku z 2024 roku wykazują, że ponad 65% ofert widocznych na samej górze wyników wyszukiwania to nie lokalne firmy, ale centra handlowe (tzw. call centers), które przekazują zlecenia przypadkowym osobom bez licencji.

Mechanizm jest prosty: przez telefon słyszysz obietnicę przyjazdu za 29 lub 39 zł. Jednak gdy technik pojawia się na miejscu, nagle okazuje się, że Twój zamek jest „specjalistyczny” lub „wymaga rozwiercenia”. W moim doświadczeniu z branżą zabezpieczeń widziałem rachunki, gdzie początkowe 50 zł zamieniało się w 800 zł za samo otwarcie i kolejne 400 zł za nowy zamek, który w hurtowni kosztuje marne grosze.

Jak rozpoznać oszusta, zanim dotknie Twoich drzwi?

W Polsce zawód ślusarza nie wymaga już licencji policji (z wyjątkiem systemów technicznej ochrony mienia), co otworzyło furtkę dla amatorów szukających szybkiego zarobku. Eksperci z branży zabezpieczeń, tacy jak specjaliści z Delta Locksmith, zwracają uwagę na konkretne sygnały ostrzegawcze, które w 2025 roku stały się wręcz standardem u naciągaczy:

  • Nieoznakowany samochód: Profesjonalny ślusarz inwestuje w markę. Jeśli „specjalista” przyjeżdża prywatnym, brudnym autem bez żadnych naklejek firmowych, zachowaj czujność.
  • Brak munduru i identyfikatora: Poważne firmy dbają o to, by klient czuł się bezpiecznie. Oszuści wolą pozostać anonimowi.
  • Żądanie płatności przed wykonaniem pracy: To absolutna czerwona flaga. Profesjonalista rozlicza się po otwarciu drzwi i wystawia fakturę lub paragon.
  • Presja czasu i agresywny marketing: Ślusarz-naciągacz będzie Cię poganiał, twierdząc, że „zaraz ma kolejne zlecenie” i musisz decydować się teraz.

Dlaczego ślusarze z ogłoszeń w Google coraz częściej żądają gotówki do ręki - image 1

Zadaj to jedno pytanie, by uniknąć dopłaty

Zamiast pytać „ile to będzie kosztować?”, zapytaj wprost: „Jaka jest całkowita kwota ryczałtowa (flat rate) za otwarcie tego konkretnego modelu zamka?”. Jeśli usłyszysz unik: „to zależy od stopnia trudności” lub „zaczynamy od 25 zł”, podziękuj i rozłącz się.

W polskich realiach (stan na rok 2024/2025), uczciwa cena za awaryjne otwarcie mieszkania w dużym mieście waha się od 250 do 450 zł w zależności od pory dnia. Każda oferta poniżej 100 zł to niemal pewna próba wyłudzenia większej kwoty na miejscu.

Co zrobić, gdy cena nagle wzrośnie?

Wyobraź sobie sytuację: drzwi są otwarte, a „fachowiec” rzuca kwotę 900 zł zamiast obiecanych 50 zł. Co robić? Masz pełne prawo odmówić zapłaty kwoty, która nie została ustalona przed przystąpieniem do pracy.

Wielu poszkodowanych, jak pewna młoda kobieta wspomniana przez Edie Walker z branży locksmith, czuje się zastraszonych i płaci, byle tylko pozbyć się intruza spod drzwi. Pamiętaj: jeśli czujesz się niebezpiecznie, nie wahaj się wezwać Policji. Samo wspomnienie o telefonie na numer 112 często sprawia, że cena „usługi” drastycznie spada do akceptowalnego poziomu.

By uniknąć kłopotów w przyszłości, warto mieć w telefonie zapisany numer do lokalnego zakładu ślusarskiego z fizycznym adresem w Twoim mieście, a nie tylko wirtualną wizytówką w Google.

A Ty czytasz opinie o ślusarzach przed zadzwonieniem, czy w stresie wybierasz pierwszy numer z brzegu?

Przewijanie do góry