Wrzucasz ostatnią parę spodni, dopychasz kolanem i z satysfakcją zamykasz drzwiczki. Brzmi znajomo? Każdy z nas to robi, chcąc zaoszczędzić czas i prąd w świecie, gdzie ceny energii w Polsce w 2025 roku wciąż potrafią zaskoczyć. Niestety, ta pozorna oszczędność to prosta droga do zniszczenia ulubionych ubrań i awarii, która może kosztować nawet 800 złotych za wymianę łożysk.
Zauważyłem, że większość osób traktuje bęben pralki jak worek bez dna. Tymczasem fizyka jest nieubłagana. Gdy pralka jest przeładowana, ubrania zamiast swobodnie wirować, zamieniają się w jedną, ciężką i bitą masę. Rezultat? Wyciągasz rzeczy, które nie tylko pachną detergentem (bo ten się nie wypłukał), ale wciąż mają te same plamy, z którymi wylądowały w koszu na pranie.
Cichy zabójca Twojego sprzętu
Najnowsze dane z serwisów AGD w Polsce wskazują, że ponad 40% awarii pralek wynika z ich systematycznego przeładowywania. To nie są tylko puste ostrzeżenia producentów. Kiedy bęben jest zbyt ciężki, siły działające podczas wirowania na poziomie 1200 obrotów są gigantyczne.
Co dzieje się wewnątrz maszyny, gdy przesadzisz z ilością prania?
- Łożyska pod ostrzałem: Nadmierna masa powoduje, że łożyska zużywają się trzy razy szybciej. Pierwszym sygnałem jest głośny hurgot podczas wirowania.
- Zagrożenie dla szyby: Przy skrajnym przeładowaniu mokre ubrania uderzają o szklane drzwiczki z taką siłą, że w najgorszym scenariuszu mogą spowodować ich pęknięcie.
- Zniszczony kołnierz: Ubrania ocierają się o gumową uszczelkę (kołnierz), co prowadzi do jej przetarć i nieszczelności. Naprawa tego elementu w popularnych w Polsce markach typu Samsung czy Bosch to wydatek rzędu 200-400 zł.
Dlaczego pranie wychodzi brudne?
W mojej praktyce często spotykam się z pytaniem: „Dlaczego używam drogich kapsułek, a ubrania nie są świeże?”. Odpowiedź jest prosta. W przeładowanym bębnie woda nie ma jak dotrzeć do każdego włókna. Badania wykazują, że w 75% przypadków przeładowania środek piorący osadza się w zagięciach tkanin, zamiast się rozpuścić.

Ale jest coś jeszcze. Polska ma w wielu regionach dość twardą wodę. Gdy pralka jest pełna, minerały z wody i resztki proszku tworzą szarą powłokę na tkaninach. Zamiast miękkiego ręcznika, otrzymujesz szorstki „papier ścierny”.
Zasada dłoni: prosty trik, który ratuje portfel
Zamiast ważyć pranie (kto ma na to czas?), zastosuj metodę, którą rekomendują najlepsi serwisanci. Zawsze zostawiaj wolne miejsce o szerokości pionowo ustawionej dłoni między górną krawędzią ubrań a sufitem bębna. W praktyce oznacza to wypełnienie pralki w maksymalnie 3/4 jej objętości.
Warto pamiętać o niuansie: ta zasada dotyczy standardowych programów do bawełny. Jeśli pierzesz wełnę lub tkaniny syntetyczne, bęben powinien być wypełniony tylko do połowy. Te materiały chłoną znacznie więcej wody i stają się ekstremalnie ciężkie.
Ekonomia kontra ekologia
Wielu Polaków uważa, że pranie „półpustej” pralki to marnotrawstwo. Jednak współczesne urządzenia produkowane w latach 2024-2026 posiadają systemy automatyki wagowej. Pralka sama dobierze ilość wody do wsadu. Przeładowując ją, paradoksalnie zużywasz więcej prądu, bo silnik musi pracować na najwyższych obrotach, by w ogóle ruszyć bębnem.
Moja rada: Raz na miesiąc sprawdź stan uszczelki. Jeśli widzisz tam drobinki gumy lub ciemne przetarcia, to znak, że Twoja pralka krzyczy o pomoc z powodu nadmiaru kilogramów.
Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że pralka „wędrowała” po łazience podczas wirowania? To najczęstszy objaw złego rozłożenia ciężaru i przeładowania. A jak Wy oceniacie ilość prania – na oko czy stosujecie jakieś sprawdzone metody?



