Wyobraź sobie, że przychodzisz rano do pracy i odkrywasz, że grunt pod Twoimi nogami dosłownie znika. Dla Rengera Debensa, właściciela budki rybnej „De Nieuwe Vangst”, to nie metafora, ale codzienna walka o przetrwanie biznesu, którą przegrywa z hordą niewidzialnych lokatorów. Choć sprawa dotyczy Amsterdamu, problem narastającej populacji gryzoni w miastach staje się plagą, która według prognoz ekspertów na lata 2024–2026, dotknie co trzecią aglomerację w Europie, w tym Warszawę czy Wrocław.
Betonowa walka z wiatrakami
Renger Debens zużywa właśnie drugi worek cementu w tym tygodniu. Nie buduje fundamentów pod nowy pawilon – on desperacko łata dziury, które co noc pojawiają się wokół jego stanowiska. Szczury wykopują tak głębokie tunele, że piasek, na którym żona Rengera planowała posadzić lawendę, służy teraz jako kruszywo do zaprawy.
„Czy to ma sens? Żadnego. Jutro dziura będzie w innym miejscu” – mówi przedsiębiorca, wzruszając ramionami. Sytuacja stała się na tyle poważna, że budka zaczęła osiadać. Najbardziej widać to po drzwiach przesuwnych. Mechanizm wygiął się tak bardzo, że żona Rengera nie jest już w stanie samodzielnie otworzyć stoiska rano. To już nie jest tylko kwestia estetyki, to paraliż pracy.
Dlaczego służby rozkładają ręce?
Mogłoby się wydawać, że zgłoszenie problemu do odpowiednich służb (GGD) rozwiąże sprawę. Nic bardziej mylnego. Odpowiedź urzędników jest brutalnie szczera: „Szczury przychodzą tam, gdzie mogą jeść i spać. Nie możemy tego rozwiązać”. Co ciekawe, eksperci od deratyzacji zauważają, że widoczne osiadanie gruntu to tylko symptom głębszego problemu z infrastrukturą miejską, a nie wyłącznie wina samych zwierząt.

W Polsce sytuacja wygląda podobnie – według raportów z 2024 roku, w miastach takich jak Wrocław, na jednego mieszkańca może przypadać już nawet do czterech szczurów. Służby miejskie często ograniczają się do rozkładania trutek w kanałach, co przy ogromnej dostępności resztek jedzenia na powierzchni jest mało skuteczne.
Gryzący problem ukryty pod ziemią
Dla Rengera największym koszmarem nie są same dziury, ale to, czego nie widać. „Gdy wracam do pracy we wtorek po dwóch dniach wolnego, zawsze mam tę samą obawę: czy przegryzły kable elektryczne?” – wyznaje. Strata towaru warta tysiące euro z powodu awarii chłodziarek to scenariusz, który może zniszczyć małą firmę w jedną noc.
- Instalacje elektryczne: Gryzonie muszą ścierać zęby, a izolacja kabli jest dla nich idealnym materiałem.
- Fundamenty: Długotrwałe drążenie tuneli pod chodnikami prowadzi do pękania kostki brukowej i zapadania się lekkich konstrukcji, jak kontenery handlowe.
- Zdrowie: Choć higiena w samej budce jest rygorystyczna, obecność szkodników na zewnątrz odstrasza klientów.
Jak chronić swój biznes i dom przed „inteligentnymi” lokatorami?
Zamiast lać tony betonu, specjaliści od pest control sugerują rozwiązania, które stają się standardem w 2025 roku. Oto kilka praktycznych wskazówek, które mogą uratować Twój portfel:
- Siatki stalowe: Zamiast betonu, w otwory warto wkładać specjalną stalową wełnę lub drobną siatkę z ocynkowanej stali. Szczury nie są w stanie jej przegryźć pod groźbą zranienia pyska.
- Ultradźwięki z AI: Najnowsze odstraszacze zmieniają częstotliwość dźwięku w sposób losowy, uniemożliwiając zwierzętom przyzwyczajenie się do hałasu.
- Uszczelnianie krawędzi: Szczur przeciśnie się przez szczelinę wielkości monety pięciozłotowej. Sprawdź progi i przepusty rur.
Niestety, przypadek Rengera pokazuje, że indywidualna walka jest skazana na porażkę, jeśli system wywozu śmieci i kanalizacja w okolicy zawodzą. W miastach takich jak Warszawa, gdzie przy dużych osiedlach buduje się nowoczesne altany śmietnikowe, problem szczurów paradoksalnie rośnie, bo śmieci są gromadzone w jednym miejscu przez dłuższy czas.
A jak jest w Twojej okolicy? Czy zauważasz, że problem nieproszonych gości w naszych miastach przybiera na sile, czy może służby radzą sobie lepiej niż w Amsterdamie?



