Wyobraź sobie wieczór po pracy, kiedy jedyne, na co masz ochotę, to koc i serial, a lodówka świeci pustkami. Zamiast zamawiać kolejną pizzę, która dotrze chłodna, możesz zjeść kolację jak z restauracji w Bolonii w zaledwie 5 minut. To danie to prawdziwy fenomen w kategorii „maksimum efektu przy zerowym wysiłku”.
Sekret tkwi w prostocie, czyli włoskie „en brodo”
Tortellini en brodo to klasyk z regionu Emilia-Romania, który we Włoszech uznawany jest za najwyższą formę domowego komfortu. Co ciekawe, aż 64% Polaków deklaruje, że najtrudniejszym elementem gotowania jest dla nich brak czasu na przygotowanie bazy dania. Martha Stewart rozwiązuje ten problem, sprowadzając przepis do absolutnego minimum: dwóch składników.
Tradycyjnie tortellini mogą być nadziewane mięsem, serem lub warzywami, ale kluczowe jest to, w czym pływają. Martha uparcie twierdzi, że przy tak krótkiej liście zakupów, jakość produktów nie podlega negocjacjom. Jeśli masz w zamrażarce porcję domowego bulionu, jesteś w kulinarnym niebie. Jeśli nie – zaraz podpowiem Ci, co wybrać w polskim markecie.
Czego potrzebujesz? (Lista jest zaskakująco krótka)
W moich testach kuchennych zauważyłem, że kluczem do sukcesu jest proporcja. Aby uzyskać idealną konsystencję, przygotuj:
- 2 litry dobrej jakości bulionu drobiowego lub warzywnego (jeśli kupujesz gotowy, szukaj tych w słoikach z „czystym składem” – w Lidlu czy Biedronce coraz częściej można znaleźć wywary z 2025 roku, które nie mają w sobie chemii).
- Opakowanie (ok. 400-500g) tortellini – Martha poleca te z serem, ale w polskich realiach świetnie sprawdzają się też te z szynką parmeńską lub ricottą i szpinakiem.
Wskazówka eksperta: Według ostatnich trendów kulinarnych na 2025 rok, coraz częściej odchodzi się od ciężkich sosów na rzecz czystych wywarów. To nie tylko zdrowsze, ale i mniej kaloryczne – miska takiej zupy ma o połowę mniej kalorii niż tortellini w sosie śmietanowym.

Jak to zrobić w 5 minut bez brudzenia kuchni?
Proces jest tak prosty, że można go wykonać podczas przerwy reklamowej. Wystarczy doprowadzić bulion do wrzenia w średnim garnku. Doprawiamy go solą i pieprzem według uznania – ja lubię dodać odrobinę lubczyku, który my, Polacy, kochamy w rosole.
Gdy wywar mocno bąbluje, wrzucamy tortellini. Zasada jest prosta: gdy wypłyną na powierzchnię, są gotowe. Zazwyczaj zajmuje to od 2 do 5 minut w zależności od tego, czy używasz makaronu świeżego z lodówki, czy mrożonego. Pamiętaj, aby nie gotować ich zbyt długo, bo stracą swoją charakterystyczną sprężystość i „rozmoczona” kolacja zepsuje cały efekt.
Lifehack, którego nie było w oryginale
W mojej praktyce zauważyłem jedną rzecz, o której Martha nie wspomina, a która zmienia wszystko. Dodaj do gotowego bulionu skórkę z parmezanu. Tak, ten twardy kawałek, który zazwyczaj wyrzucasz. Wrzuć go do gotującego się wywaru na kilka minut – odda niesamowity, głęboki aromat umami, który sprawi, że domownicy zapytają, w jakiej restauracji to kupiłeś.
Czy to danie można mrozić?
Często dostaję pytanie o przygotowywanie posiłków na zapas. Tutaj mam dla Was ważną przestrogę: nigdy nie mróż gotowej zupy z makaronem. Tortellini wchłoną bulion i po rozmrożeniu zmienią się w bezkształtną masę. Zamiast tego:
- Miej w zamrażarce zawsze paczkę tortellini (wytrzymają tam miesiące).
- Zamrażaj sam czysty bulion w porcjach.
- Łącz oba składniki dopiero 5 minut przed jedzeniem.
To idealne rozwiązanie na „dni kryzysowe”, kiedy wracasz późno z biura lub po prostu nie masz siły stać przy garach. W 2026 roku prognozuje się, że trend „micro-cooking” (gotowanie potraw wymagających mniej niż 10 minut pracy) zdominuje nasze kuchnie.
A Ty jakie masz ulubione nadzienie do tortellini? Wolisz klasyczny ser, czy może eksperymentujesz z bardziej odważnymi smakami jak grzyby czy dynia?



