Dlaczego małe miasto na pustyni pokonało metropolie w konkursie na najpiękniejsze światło

Dlaczego małe miasto na pustyni pokonało metropolie w konkursie na najpiękniejsze światło

Wyobraź sobie, że stoisz na środku izraelskiej pustyni Negew, gdzie noc powinna być czarna jak atrament. Nagle przed Twoimi oczami wyrastają trzymetrowe, świecące kwiaty i gigantyczne, lśniące księgi, które wyglądają, jakby spadły prosto z planu filmu science-fiction. To nie fatamorgana, ale projekt, który właśnie zmiażdżył konkurencję z 44 krajów, zdobywając „oświetleniowego Oscara” w Innsbrucku.

Jerocham, niewielkie miasteczko, o którym wielu turystów zapomina w drodze do Ejlatu, udowodniło, że gigantyczne budżety Tel Awiwu czy historyczny blask Jerozolimy to nie wszystko. W świecie, gdzie 80% populacji żyje pod niebem zanieczyszczonym sztucznym światłem, to małe miasto znalazło złoty środek między nowoczesnym designem a szacunkiem dla natury. Co ciekawe, ten sukces ma silny polski akcent w kontekście trendów, które zaczynają dominować również w naszych miastach.

Projekt, który zachwycił sędziów z całego świata

Zwycięski projekt „Plac Edukacji” (Kikar HaChinuch) nie był zwykłym montażem latarni. Międzynarodowe jury pod przewodnictwem ekspertów z MK Illumination przyznało mu pierwsze miejsce w kategorii Best Product jednogłośnie. Dlaczego? Ponieważ w czasach kryzysu energetycznego, Jerocham postawiło na zrównoważony rozwój.

  • Ręczna robota: Elementy świetlne zostały zaprojektowane przez duet Anat i Sivan Freg i wykonane ręcznie w Austrii.
  • Trzymetrowe instalacje: Gigantyczne kwiaty i świecące rzeźby zostały stworzone tak, by wytrzymać ekstremalne różnice temperatur na pustyni.
  • Zrównoważone materiały: Wykorzystano komponenty o niskim zużyciu energii, co jest kluczowe w dobie rosnących cen prądu.

Zauważyłem, że w Polsce coraz częściej szukamy podobnych rozwiązań. Wystarczy spojrzeć na warszawski Ogród Świateł czy łódzki Light Move Festival. Jednak Jerocham poszło o krok dalej – zamiast tymczasowej atrakcji, stworzyli stały element architektury miejskiej, który żyje wraz z mieszkańcami.

Eksperci ostrzegają przed „świetlnym smogiem”

Ostatnie badania z 2024 roku pokazują, że nadmierne oświetlenie miast drastycznie wpływa na nasze zdrowie i ekosystem. W Polsce problem ten dotyka już niemal każdego większego miasta. Jerocham wygrało, bo zastosowało tzw. Dark Sky Friendly lighting. To podejście, które kieruje światło dokładnie tam, gdzie jest potrzebne, nie rozpraszając go w atmosferę.

Według ekspertów od urbanistyki, kluczem do sukcesu była współpraca burmistrz Nili Aharon z artystami światła. Zamiast instalować standardowe LED-y, które często biją po oczach zimnym, nieprzyjemnym blaskiem, wybrano barwy i natężenie, które współgrają z pustynnym krajobrazem.

Czy polskie miasta mogą wyciągnąć z tego lekcję?

W Polsce mamy miasta o podobnym potencjale – jak chociażby mniejsze miejscowości na ścianie wschodniej czy w rejonie Bieszczad, gdzie niebo wciąż jest czyste. Inwestycja w unikalne oświetlenie to nie tylko estetyka, to konkretny zysk finansowy.

W moich rozmowach ze specjalistami od turystyki często pojawia się wątek „astroturystyki”. Ludzie z dużych miast, takich jak Kraków czy Wrocław, są gotowi zapłacić niemałe pieniądze, by zobaczyć gwiazdy lub artystycznie rozświetlone instalacje, które nie męczą wzroku. Jerocham właśnie stało się takim punktem na mapie świata.

Jak oświetlić przestrzeń, by nie zwariować?

Jeśli planujesz oświetlenie wokół swojego domu lub prowadzisz lokalny biznes, możesz skorzystać z patentów przetestowanych w Jerocham. Oto kilka praktycznych wskazówek:

  • Warstwowość światła: Zamiast jednej mocnej lampy, użyj kilku mniejszych punktów o różnej wysokości.
  • Ciepła barwa (poniżej 3000K): Nie tylko wygląda przytulniej, ale jest zdrowsza dla Twojego rytmu dobowego.
  • Czujniki zmierzchu z inteligentnym ściemnianiem: Oszczędzają do 40% energii w porównaniu do klasycznych systemów.

Ale jest tu pewien niuans. Sukces izraelskiego miasta nie polegał tylko na technologii, ale na opowiedzeniu historii. Każda rzeźba świetlna na Placu Edukacji nawiązuje do lokalnej społeczności. To sprawia, że mieszkańcy nie tylko „widzą” światło, ale „czują” się u siebie.

Diament na pustyni świeci najjaśniej

Burmistrz Nili Aharon nazwała Jerocham „diamentem południa”. I ma rację. W świecie zdominowanym przez powtarzalne projekty, odwaga, by postawić na sztukę w przestrzeni publicznej, opłaciła się z nawiązką. Wygrana z 44 państwami to jasny sygnał: przyszłość urbanistyki nie należy do największych, ale do najmądrzejszych.

Czy uważasz, że polskie miasta powinny inwestować więcej w artystyczne, ale ekologiczne oświetlenie, nawet jeśli wiąże się to z wyższymi kosztami na starcie? A może lepiej trzymać się sprawdzonych, standardowych latarni? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Przewijanie do góry