Wyobraź sobie, że szukasz najlepszego curry w kraju. Intuicja podpowiada Ci Londyn, Birmingham albo Manchester. Tymczasem prestiżowy tytuł „Best Indian Restaurant” powędrował do Wellesbourne – cichej wioski, gdzie najgorętszym wydarzeniem tygodnia jest zazwyczaj lokalny targ.
To nie pomyłka. Restauracja Kolshi Premier zdobyła główne laury podczas Nation’s Curry Awards 2026. Postanowiłem sprawdzić, czy to tylko marketingowy szum, czy faktycznie odkryto kulinarny święty Graal, dla którego warto przejechać pół Anglii. To, co znalazłem na talerzu, całkowicie zmieniło moje postrzeganie klasycznej kuchni bengalskiej.
Zaskakująca zasada: przynieś własne piwo
Kiedy wszedłem do środka w poniedziałkowy wieczór, uderzył mnie spokój i elegancja wnętrza. Ale jedna rzecz od razu rzuciła mi się w oczy: grupa gości przy stoliku obok wyciągała z siatek puszki piwa kupione w sklepie obok. W Kolshi nie serwuje się alkoholu, co w brytyjskiej kulturze pubowej jest odważnym ruchem.
Okazuje się, że to genialne rozwiązanie dla portfela. Restauracja skupia się wyłącznie na jedzeniu, a Ty możesz przynieść ulubiony trunek bez płacenia 300% marży. Badania rynkowe z 2025 roku pokazują, że lokale typu „BYOB” (Bring Your Own Bottle) zyskują w Europie na popularności, bo pozwalają zaoszczędzić średnio 60-80 PLN na jednej kolacji.
Sekret tkwi w dyni, a nie w przyprawach
Zamiast zamawiać nudnego kurczaka w sosie korma, postanowiłem zaufać kelnerowi. To był strzał w dziesiątkę. Na stół wjechały królewskie krewetki z… dynią. Tak, dobrze czytasz. W Polsce dynię kojarzymy z jesienną zupą, ale w Bangladeszu to składnik zarezerwowany na największe uroczystości.
- Słodycz vs Pikantność: Naturalny cukier z dyni idealnie balansuje ostrość chilli, tworząc aksamitny sos.
- Tekstura: Dynia nie rozpada się, lecz stanowi miękkie tło dla jędrnych krewetek.
- Dodatek: Chilli-cheese naan, który służy tu jako jadalna łyżka, to absolutny „game changer”.
Co ciekawe, według ekspertów kulinarnych, wykorzystanie sezonowych warzyw w tradycyjnych gulaszach to trend, który w 2026 roku zdominuje nowoczesną gastronomię, stawiając na autentyczność zamiast na uniwersalne mieszanki curry z proszku.
Dlaczego jadłeś Chicken 65 w zły sposób?
Kolejnym zaskoczeniem były przystawki. Lamb chops (£6.95) były tak delikatne, że mięso samo odchodziło od kości – rzadkość w indyjskich sieciówkach, gdzie jagnięcina często bywa gumowata. Ale to Chicken 65 ukradł show. Gdy tylko chwyciłem nóż i widelec, kelner podszedł z uśmiechem i rzucił: „Odłóż to, stary. Rękami smakuje lepiej”.
Miał rację. Jedzenie palcami zmienia całe doświadczenie sensoryczne. Chicken 65, smażony w 65 różnych przyprawach, ma strukturę, którą trzeba poczuć. W Polsce, gdzie coraz częściej szukamy autentycznych doznań typu „street food”, taka bezpośredniość jest odświeżająca. W Kolshi nie ma sztywnej atmosfery – czujesz się, jakbyś gościł w domu u starego przyjaciela.
Praktyczna wskazówka dla podróżnych
Jeśli planujesz wizytę, celuj w środek tygodnia. Lokal jest uwielbiany przez tubylców i w weekendy rezerwacja graniczy z cudem. Byłem świadkiem, jak goście wchodzili i witali się z obsługą po imieniu. To relacje, a nie tylko przyprawy, budują fundament tego sukcesu.
Czy Kolshi to faktycznie najlepsza restauracja w całym kraju? Trudno ocenić wszystkie lokale w UK, ale po wizycie tutaj wiem jedno: standardy, jakie wyznaczają w kwestii jakości składników i wiedzy personelu, są o lata świetlne przed konkurencją z dużych miast. Nie płacisz tu za lokalizację w centrum Londynu, płacisz za pasję rodziny, która pielęgnuje swoje korzenie.
A Ty, jakie najbardziej nietypowe składniki spotkałeś w swojej ulubionej kuchni egzotycznej? Czy dynia w curry brzmi dla Ciebie jak kulinarny odlot, czy raczej przesada? Daj znać w komentarzach!



