Wyobraź sobie miejsce, gdzie zima nie jest tylko porą roku, ale prawdziwym wyzwaniem dla organizmu. W wysokich partiach katalońskich Pirenejów, gdy temperatura spada drastycznie poniżej zera, sałatka z jarmużem to ostatnia rzecz, o jakiej myślą lokalni mieszkańcy. Tutaj liczy się „paliwo”, które pozwoli przetrwać dzień. Istnieje jedno danie, które jest tak kaloryczne, że dietetycy omijają je szerokim łukiem, a smakosze podróżują setki kilometrów, by zjeść choć jeden talerz.
Mowa o trinxat de la Cerdanya. To danie pochodzące z regionu Cerdanya, leżącego na styku Hiszpanii i Francji, to kwintesencja góralskiej pragmatyki. Choć składa się tylko z trzech podstawowych składników, jego gęstość energetyczna potrafi zaskoczyć nawet największych twardzieli. W dobie mody na liczenie kalorii, trinxat dumnie stoi po drugiej stronie barykady, oferując coś, czego brakuje nowoczesnej kuchni: autentyczne ciepło i energię prosto z patelni.
Trzy składniki, które tworzą „bombę” energetyczną
Zauważyłem, że w Polsce mamy podobne podejście do zimowej kuchni – wystarczy wspomnieć o naszej miłości do boczku i ziemniaków. Jednak Katalończycy opanowali tę sztukę do perfekcji, eliminując wszelkie zbędne dodatki. Co dokładnie ląduje na talerzu?
- Zimowa kapusta: Ale nie byle jaka. Musi to być odmiana, która „przemarzła” na polu, dzięki czemu staje się słodsza i delikatniejsza.
- Ziemniaki: Baza węglowodanowa, która daje poczucie sytości na długie godziny.
- Boczek (panceta): Serce potrawy. To on dostarcza tłuszczu, na którym smaży się resztę składników.
Co ciekawe, nazwa „trinxat” w języku katalońskim oznacza po prostu „posiekany” lub „rozgnieciony”. Metoda przygotowania jest kluczowa: ugotowane warzywa rozniata się na gęstą masę, a następnie smaży na tłuszczu wytopionym z boczku. Efekt? Chrupiąca skórka z zewnątrz i kremowe, tłuste wnętrze, które rozgrzewa lepiej niż jakakolwiek herbata.
Lokalny kontekst: Czy to danie dla każdego?
W dzisiejszych czasach, według statystyk rynkowych z lat 2024-2025, obserwujemy powrót do tzw. comfort food – jedzenia, które ma nas pocieszać. W Polsce, gdzie sezon grzewczy trwa nawet pół roku, szukamy dań treściwych. Jednak eksperci od żywienia ostrzegają: trinxat to nie jest lekka kolacja przed snem. Jedna porcja może dostarczać nawet od 600 do 800 kalorii, zwłaszcza jeśli podawana jest – zgodnie z tradycją – z dodatkowym kawałkiem boczku lub lokalną kiełbasą butifarra.
W moich rozmowach z kucharzami z regionu Lérida często przewijał się jeden wątek: „Nie jedz tego, jeśli zamierzasz resztę dnia spędzić przy biurku”. To danie stworzono dla rolników i pasterzy, którzy spalali te kalorie podczas ciężkiej fizycznej pracy na mrozie. Dla współczesnego mieszkańca miasta to raczej weekendowa celebracja zimy niż codzienna rutyna.

Gdy kalorie przestają mieć znaczenie: Ranxo de Pons
Jeśli myślicie, że trinxat jest ekstremalny, to znaczy, że nie słyszeliście o Ranxo de Pons. W katalońskiej miejscowości Pons istnieje tradycja, która może wydać się nam, Polakom, fascynująca. Raz w roku, podczas karnawału, przygotowuje się gigantyczny gulasz w ogromnych kotłach na świeżym powietrzu. To wydarzenie mobilizuje całą społeczność.
Ranxo to prawdziwa „bomba zegarowa”. W jednym garnku ląduje niemal wszystko: kilka rodzajów mięs, strączki, warzywa i makaron. Według lokalnych przekazów, korzenie tego dania sięgają czasów, gdy każdy mieszkaniec wrzucał do wspólnego kotła to, co akurat miał w spiżarni. Dziś jest to chronione dziedzictwo kulturowe, które pokazuje, że jedzenie w tym regionie ma wymiar niemal sakralny i wspólnotowy.
Praktyczna wskazówka: Jak spróbować tego w domu?
Nie musisz od razu lecieć w Pireneje, aby poczuć ten klimat. Jeśli chcesz odtworzyć magię trinxat w swojej kuchni, pamiętaj o tej jednej zasadzie, którą często pomijają amatorzy:
Zasada złotej skórki: Po wymieszaniu ziemniaków i kapusty, masa musi spędzić na patelni z gorącym tłuszczem wieprzowym co najmniej kilka minut bez mieszania. Musisz uzyskać teksturę przypominającą gruby omlet. To właśnie ta przypieczona, karmelizowana warstwa nadaje potrawie charakterystyczny, dymny aromat, który odróżnia ją od zwykłego puree z warzywami.
W dobie rosnących cen energii w 2025 roku, takie „energetyczne” posiłki zyskują na popularności jako tani sposób na naturalne dogrzanie organizmu od środka. Składniki są tanie (ziemniaki i kapusta to baza znana każdemu Polakowi), a efekt końcowy jest spektakularny.
Czy odważysz się na taki zimowy grzech?
Trinxat de la Cerdanya to dowód na to, że w kuchni najprostsze rozwiązania są często najbardziej trwałe. W świecie zdominowanym przez dietetyczne restrykcje, ten kataloński klasyk przypomina nam o radości z jedzenia i szacunku do tradycji, która przetrwała wieki w trudnych warunkach.
A Ty, jakie jest Twoje ulubione „tłuste” danie, bez którego nie wyobrażasz sobie przetrwania mroźnej zimy? Czy w Twoim regionie istnieje potrawa, która – podobnie jak Ranxo – jedzona jest tylko raz w roku?



