Wyobraź sobie pudełko z obiadem, w którym pod warstwą soczystej wołowiny nie widać ani ziarnka ryżu. W świecie fast foodów, gdzie zazwyczaj walczymy o każdy dodatkowy plasterek wędliny, taka sytuacja wydaje się abstrakcją. Jednak w Japonii właśnie staje się to rzeczywistością, na którą fani marki czekali od lat.
24 lutego 2026 roku sieć Matsuya świętuje swoją 60. rocznicę w sposób, który może zawstydzić europejskie standardy porcji. Do menu powraca legendarny „Oniku Dossari”, czyli弁当 (bento), w którym ilość mięsa i cebuli jest dokładnie trzy razy większa niż w standardowym daniu. I choć w Polsce przyzwyczailiśmy się do „powiększonych zestawów”, japońskie podejście do celebracji jubileuszu opiera się na konkretnej matematyce sytości.
Zasada 300%: Dlaczego to danie znika z menu w kilka dni?
W 2019 i 2020 roku, kiedy ta promocja pojawiła się po raz pierwszy, japońskie media społecznościowe zostały zalane zdjęciami „mięsnych gór”. Statystyki z ubiegłych lat pokazują, że blisko 40% klientów decyduje się na takie limitowane edycje tylko dlatego, że oferują one rzadki w gastronomii „uczciwy stosunek dodatków do bazy”.
Co sprawia, że ta oferta jest inna?
- Grubość cięcia: Wołowina nie jest siekana maszynowo na wióry; plastry mają specyficzną grubość, która zachowuje miękkość po transporcie.
- Sekretna receptura: Sos używany do duszenia mięsa jest udoskonalany od 1966 roku. To właśnie on sprawia, że ryż na dnie przesiąka aromatem „umami”.
- Kontrast tekstur: Cebula nie jest rozgotowana na papkę, lecz stanowi chrupki akcent w każdym kęsie.
Warto zauważyć, że w Polsce trend na „pudełkową” dietę i takeaway rośnie w tempie 12% rocznie, jednak rzadko spotykamy oferty, które tak drastycznie zmieniają proporcje składników na korzyść konsumenta bez drastycznego podnoszenia ceny.

Tylko na wynos – strategiczny ruch w 2026 roku
Ciekawe jest to, że „potrójna wołowina” za 1000 jenów (około 27 PLN) jest dostępna wyłącznie na wynos. Dlaczego? Branżowi eksperci zauważają, że po 2024 roku japoński rynek usług „to-go” ewoluował w stronę luksusowych doświadczeń domowych. Jedzenie w restauracji ma być szybkie, ale jedzenie w domu ma być celebracją.
Być może zauważyliście, że nawet w naszych lokalnych sieciach typu Żabka czy w popularnych foodtruckach, opakowanie i rozmiar porcji na wynos stają się kluczowym elementem marketingu. Matsuya idzie o krok dalej: zamiast inwestować w reklamy telewizyjne, inwestują w dodatkowe 200 gramów mięsa, które klient zobaczy po otwarciu wieczka.
Jak zamówić „mięsną górę” i nie zbankrutować?
Dla tych, którzy planują wizytę w Kraju Kwitnącej Wiśni lub po prostu śledzą globalne trendy foodies, mam kilka praktycznych wskazówek:
- Aplikacja to podstawa: Rezerwacja przez Matsu-ben Net pozwala uniknąć kolejek, które w dniu premiery (24 lutego) ustawiają się przed każdym punktem.
- Płatności bezgotówkowe: W 2026 roku japońskie terminale promują zwroty punktowe (cashback) za płatności kodami QR – to realny zysk rzędu 5-10%.
- Kupony dla akcjonariuszy: Co ciekawe, w Matsui można płacić kuponami inwestorskimi, co w Polsce jest wciąż ewenementem.
Czy polskie sieci fast food powinny się od nich uczyć?
W mojej praktyce analityka trendów konsumenckich rzadko widzę taką konsekwencję. Podczas gdy w Europie często walczymy z „shrinkflacją” (zmniejszaniem porcji przy zachowaniu ceny), japoński jubileusz 60-lecia stawia na maksymalizację doświadczenia. Kosztuje to tysiąc jenów, co przy obecnych cenach energii i logistyki jest ofertą na granicy opłacalności, mającą na celu budowanie lojalności marki.
Ale uwaga: promocja trwa tylko do 31 marca 2026 roku lub do wyczerpania zapasów. A te, biorąc pod uwagę szał z lat ubiegłych, mogą skończyć się znacznie szybciej. To klasyczny mechanizm „scarcity”, który napędza współczesny marketing – chcesz spróbować czegoś wyjątkowego, musisz działać tu i teraz.
A Wy jak sądzicie: czy w Polsce przyjęłyby się obiady z potrójną ilością mięsa, nawet jeśli kosztowałyby nieco więcej niż standardowe danie? Dajcie znać w komentarzach!



