Dlaczego doświadczeni cukiernicy dodają kiełkującą pszenicę do gotującego się mleka

Dlaczego doświadczeni cukiernicy dodają kiełkującą pszenicę do gotującego się mleka

Większość z nas kojarzy domowe słodycze z ogromną ilością cukru i pustymi kaloriami. Tymczasem istnieje przepis, który rzuca wyzwanie tradycyjnemu cukiernictwu, łącząc intensywny, niemal karmelowy smak z wartościami odżywczymi, o których rzadko słyszy się w kontekście deserów. Mowa o Doda Barfi – indyjskim specjale, który w 2025 roku staje się hitem wśród fanów zdrowego stylu życia w Polsce.

Kluczem do sukcesu tej słodyczy nie jest wymyślny aromat, ale proces, który wielu może wydać się dziwny: użycie kiełkujących ziaren pszenicy. W dobie rosnącej popularności żywności fermentowanej i wysokobiałkowych przekąsek, ta starożytna receptura z regionu Samastipur zyskuje zupełnie nowe życie w naszych kuchniach.

Sekret tkwi w kiełkach: Dlaczego to nie jest zwykła kostka cukru?

Badania nad żywnością funkcjonalną wykazują, że proces kiełkowania zwiększa biodostępność witamin i minerałów w ziarnie. Według ekspertów ds. żywienia, kiełkująca pszenica ma o 300% więcej enzymów niż suche ziarno, co czyni deser lżejszym dla układu trawiennego. W Polsce, gdzie coraz częściej szukamy alternatyw dla sklepowych batonów naszpikowanych olejem palmowym, Doda Barfi jawi się jako „superfood” wśród deserów.

Tradycyjni rzemieślnicy, tacy jak Randhir Kumar, podkreślają, że to właśnie te małe pędy odpowiadają za charakterystyczną, ziarnistą strukturę. To nie jest gładka masa, jaką znamy z polskich bloków czekoladowych. To tekstura, która „pracuje” w ustach, uwalniając głęboki smak orzechów i palonego masła.

Instrukcja krok po kroku: Jak oszukać system i zrobić to w domu

Przygotowanie Doda Barfi przypomina nieco warzenie domowego piwa lub długie pieczenie chleba na zakwasie – wymaga cierpliwości, ale efekt jest nie do podrobienia. Oto jak zrobić to profesjonalnie:

  • Kiełkowanie: Czystą pszenicę moczymy przez dwa dni, aż pojawią się małe, białe kiełki. To one są „sercem” przepisu.
  • Mielenie: Skiełkowane ziarno suszymy i mielimy w blenderze na grubą kaszę (nie na mąkę!).
  • Magia w kociołku: Na 10 litrów mleka potrzebujemy zaledwie 250 gramów takiej mikstury. Wlewamy mleko do garnka z grubym dnem, dodajemy pszenicę i zaczynamy powolne gotowanie.

Tu pojawia się ciekawy moment, o którym wspomina Randhir Kumar: pod wpływem pszenicy mleko powinno samoistnie zacząć się ścinać. Jeśli jednak tak się nie dzieje, profesjonaliści stosują mały trik – dodają około 200 ml jogurtu naturalnego (lub polskiego kwaśnego mleka), aby przyspieszyć proces tworzenia się grudek.

Dlaczego doświadczeni cukiernicy dodają kiełkującą pszenicę do gotującego się mleka - image 1

Cierpliwość, która się opłaca

W dzisiejszym świecie chcemy wszystkiego „na już”. Tymczasem prawdziwa Doda Barfi potrzebuje czasu. Specjaliści zalecają gotowanie na małym ogniu przez 5 do 6 godzin. Dlaczego tak długo? Tylko w ten sposób uzyskamy ten głęboki, ciemny kolor bez użycia sztucznych barwników czy karmelu z puszki.

Gdy masa zacznie gęstnieć, dodajemy masło klarowane (ghee), które w Polsce kupimy już w każdym większym markecie typu Biedronka czy Lidl. Do tego cukier trzcinowy lub miód, kardamon i mnóstwo posiekanych orzechów nerkowca lub migdałów.

Dlaczego Polki i Polacy oszaleli na punkcie tej receptury?

Statystyki Google Trends z ostatnich miesięcy pokazują wzrost zainteresowania „alternatywnymi deserami bez pieczenia” o 45%. Szukamy czegoś, co przetrwa w lodówce tydzień i będzie idealną przekąską po treningu lub do kawy w biurze. Doda Barfi, dzięki zawartości błonnika z pełnego ziarna i białka z mleka, syci znacznie bardziej niż tradycyjne ciasto.

Mała rada od redakcji: Zamiast tradycyjnego cukru, spróbuj użyć pokrojonych daktyli. Dzięki temu deser będzie miał jeszcze niższy indeks glikemiczny, co docenią osoby dbające o poziom cukru we krwi.

Czy warto brudzić garnek dla jednej blaszki deserów?

W mojej praktyce kuchennej rzadko spotykam dania, które tak ewoluują podczas jedzenia. Pierwszy kęs to słodycz, drugi to chrupkość orzechów, a na końcu zostaje głęboki, zbożowy posmak. To idealna alternatywa dla tych, którzy mają już dość chemicznych słodyczy z długim terminem ważności.

A Ty, czy odważysz się poświęcić popołudnie na stworzenie deseru, który przetrwał wieki, zanim trafił na Twój stół? A może masz swój własny sposób na wykorzystanie kiełkujących ziaren w kuchni? Daj znać w komentarzach!

Przewijanie do góry