Dlaczego kucharze w Rosji dodają kukurydzę do „węgierskiego” gulaszu

Dlaczego kucharze w Rosji dodają kukurydzę do „węgierskiego” gulaszu

Wyobraź sobie, że zamawiasz w restauracji klasyczną zupę gulaszową, a w talerzu znajdujesz słodkie ziemniaki i suszone morele. Brzmi jak kulinarny żart? Dla pewnej Węgierki mieszkającej w Moskwie była to rzeczywistość, która wywołała burzę w mediach społecznościowych.

To, co miało być autentycznym smakiem ojczyzny, okazało się fascynującym, choć kontrowersyjnym przykładem tego, jak globalne trendy kulinarne zmieniają narodowe świętości. W 2024 roku aż 65% Europejczyków przyznaje, że ceni kuchnię fusion, ale granica między kreatywnością a obrazą tradycji jest bardzo cienka.

Gulasz, który nie widział puszty

Węgierska blogerka, znana na TikToku z pokazywania życia w Rosji, natknęła się w jednej z moskiewskich jadłodajni na danie opisane jako „Węgierska pikantna zupa gulaszowa”. Jako osoba wychowana na tradycyjnym gulaszu z Niziny Węgierskiej (Alföld), nie mogła przejść obok tego obojętnie.

Zamiast jednak aromatycznej papryki i wolno gotowanej wołowiny, otrzymała coś zupełnie innego. Choć potrawa była smaczna, z oryginałem miała wspólną tylko nazwę. Okazało się, że rosyjscy kucharze padli ofiarą… geograficznej pomyłki, serwując wersję, która dominuje zupełnie gdzie indziej.

Według danych z raportów gastronomicznych na lata 2025-2026, ponad 40% restauracji typu „comfort food” w Europie Wschodniej stosuje uproszczone przepisy, aby obniżyć koszty i przyspieszyć czas serwowania szukając kompromisów smakowych.

Pułapka argentyńskiego przepisu

Komentujący pod nagraniem od razu zauważyli błąd. To, co podano kobiecie, wyglądało na Loco de Choclo lub argentyński wariant gulaszu. W Ameryce Południowej do tej potrawy rutynowo dodaje się:

Dlaczego kucharze w Rosji dodają kukurydzę do „węgierskiego” gulaszu - image 1

  • Słodką kukurydzę w kolbach lub ziarnach.
  • Bataty zamiast klasycznych ziemniaków.
  • Suszone owoce, np. morele, dla przełamania słonego smaku.

Ale to nie koniec podróży gulaszu przez świat. W Stanach Zjednoczonych „American Goulash” to często po prostu makaron rurki zmieszany z mielonym mięsem i sosem pomidorowym – coś, co w Polsce nazwalibyśmy raczej „makaronem po studencku” niż narodową dumą Madziarów. Z kolei na Filipinach czy w Japonii gulasz żyje własnym życiem, ewoluując w stronę gęstych gulaszy z dodatkiem lokalnych przypraw.

Dlaczego autentyczność ma znaczenie w Polsce?

W Polsce jesteśmy szczególnie wrażliwi na punkcie gulaszu. W naszych lokalnych restauracjach, od Zakopanego po Gdańsk, „gulasz po węgiersku” serwowany z plackiem ziemniaczanym jest pozycją niemal obowiązkową. Jednak badacze trendów konsumenckich zauważają, że w 2025 roku polscy goście zaczęli wymagać certyfikowanej papryki i konkretnych gatunków mięsa, co odsuwa nas od wersji „kukurydzianych”.

Warto pamiętać, że oryginalny gulyáshús narodził się jako danie pasterzy. Pierwsze zapiski w książkach dietetycznych Istvána Mátyusa pochodzą z czasów, gdy liczyła się kaloryczność i prostota składników. Dodawanie owoców czy makaronu kolanka to wynalazek późniejszy, wynikający z migracji i adaptacji przepisu do lokalnych upodobań.

Praktyczna rada: Jak rozpoznać prawdziwy gulasz przed zamówieniem?

Jeśli nie chcesz przeżyć rozczarowania w restauracji, zwróć uwagę na dwa szczegóły:

  1. Kolor i tekstura: Prawdziwy węgierski gulasz zawdzięcza gęstość cebuli i wolnemu gotowaniu, a nie mące. Powinien być ciemnoczerwony, niemal brązowy od papryki.
  2. Brak „zapełniaczy”: Jeśli w menu widzisz kukurydzę, groszek konserwowy lub – co gorsza – ketchup, uciekaj. To nie jest gulasz, to radosna twórczość kucharza.

Być może rosyjska wersja była kroplą, która przelała czar goryczy dla węgierskich tradycjonalistów, ale pokazuje ona, że gulasz stał się daniem globalnym. Czy to jeszcze „nasza” tradycja, czy już uniwersalny symbol domowego posiłku?

A Wy? Czy spotkaliście się kiedyś z potrawą, która w menu nazywała się dumnie, a na talerzu okazała się kompletną pomyłką kucharza?

Przewijanie do góry