Zanim wyrzucisz stare naczynia po babci lub miniesz obojętnie stoisko z ceramiką na lokalnym pchlim targu, przyjrzyj się uważnie wzorom. To, co przez dekady uchodziło za zwykły przedmiot codziennego użytku, dziś staje się „białym krukiem” na giełdach staroci. W 2022 roku zestaw 39 elementów jednej z kultowych serii został wylicytowany za osiem tysięcy złotych, a ceny wciąż idą w górę.
Mowa o skandynawskim wzornictwie, które w PRL-u było marzeniem wielu Polaków, a dziś przeżywa prawdziwy renesans. Szczególnym obiektem pożądania jest serwis Berså z charakterystycznym motywem zielonych liści. Jeśli masz go w szafce, możesz siedzieć na małej fortunie.
Od sklepów osiedlowych po salony aukcyjne
Historia tej porcelany jest zaskakująca. Zaprojektowana przez Stiga Lindberga dla fabryki Gustavsberg, miała być dostępna dla każdego. W Szwecji sprzedawano ją w tanich sieciówkach, takich jak Konsum czy Domus. W tamtych czasach nikt nie myślał o niej jako o inwestycji – to była po prostu solidna, nowoczesna ceramika do porannej kawy.
W Polsce moda na skandynawski minimalizm z lat 60. i 70. ubiegłego wieku wróciła z ogromną siłą. Na portalach takich jak OLX czy Allegro ceny pojedynczych filiżanek ze wzorem liści zaczynają się od kilkuset złotych. Skąd ten nagły skok wartości?
- Ograniczona podaż: Choć produkcja trwała od 1960 do 1974 roku, wiele egzemplarzy nie przetrwało próby czasu.
- Wada, która stała się atutem: Pierwsze serie miały problem z glazurowaniem – wzór pod wpływem nowoczesnych zmywarek blakł. Paradoksalnie, znalezienie naczynia z intensywną, nienaruszoną zielenią to dziś dla kolekcjonera wyzwanie warte każdych pieniędzy.
- Ręka mistrza: Stig Lindberg to legenda. Projektował nie tylko talerze, ale i tkaniny, a nawet ilustrował książki dla dzieci. Posiadanie jego prac to w świecie designu wyznacznik prestiżu.
Pułapka na „łowców okazji” – na co uważać w 2025 roku?
Widząc rosnący popyt, fabryka Gustavsberg wznowiła produkcję wzoru Berså w 2005 roku. I tu pojawia się najważniejszy moment dla Twojego portfela. Nowe egzemplarze są piękne, ale to te vintage z ubiegłego wieku osiągają zawrotne kwoty na aukcjach. Statystyki pokazują, że 73% początkujących zbieraczy nie potrafi odróżnić nowej produkcji od oryginału z lat 60.

Jak rozpoznać skarb? W moim doświadczeniu kluczem jest spód naczynia. Oryginalne starsze serie mają specyficzne oznaczenia i nieco inną masę ceramiczną. Warto też zwrócić uwagę na odcień zieleni – ten retro jest głębszy, niemal „soczysty”, mimo ewentualnych drobnych przetarć.
Jak zarobić na starej porcelanie? Krótki poradnik
Jeśli znajdziesz taki skarb na strychu, nie wystawiaj go od razu za bezcen. Zastosuj te kroki:
- Nigdy nie myj starej porcelany w zmywarce. Agresywna chemia może zniszczyć warstwę malatury w kilka minut, obniżając wartość przedmiotu o połowę.
- Sprawdź sygnaturę. Czy pod spodem widnieje napis „Gustavsberg” oraz nazwisko Lindberg? To Twój złoty bilet.
- Szukaj zestawów. Pojedynczy spodek jest cenny, ale kompletna cukiernica lub dzbanek do herbaty to obiekty, o które kolekcjonerzy będą walczyć w licytacjach.
Co ciekawe, tendencja ta dotyczy nie tylko zagranicznego designu. Eksperci zauważają, że polskie projekty z fabryk w Ćmielowie czy Chodzieży z tego samego okresu zaczynają podążać tą samą ścieżką cenową. Polska porcelana „Picasso” z lat 60. już teraz osiąga ceny rzędu kilku tysięcy złotych za figurkę.
Czy to kolejny pękający balon?
Możesz zapytać: czy warto teraz kupować taką porcelanę? Rynek antyków w 2025 roku pokazuje, że przedmioty z „duszą” i historią są odporne na inflację lepiej niż tradycyjne oszczędności. Ludzie szukają autentyczności w świecie zdominowanym przez plastik i masową produkcję.
Zauważyłem, że najwięcej zarabiają ci, którzy potrafią dostrzec piękno tam, gdzie inni widzą tylko „stary grat”. A Ty? Masz w swojej kuchni naczynia, które mogą być warte więcej niż Twój smartfon?
Daj znać w komentarzu, czy w Twoim domu rodzinnym zachowały się jakieś perełki z dawnym logotypem polskich lub skandynawskich fabryk – chętnie podpowiem, czy to może być cenny okaz!



