Zauważyliście to? Włączacie telewizor, a tam znana influencerka z przerażeniem patrzy na główkę sałaty, jakby to był obcy artefakt. W polskiej i bułgarskiej edycji „Hell’s Kitchen” narodził się przedziwny trend: im bardziej jesteś znany, tym mniej potrafisz w kuchni. To, co miało być „szczyptą gwiezdnego pyłu”, zmienia się w festiwal żenady, który sprawia, że coraz częściej szukamy pilota.
Syndrom niedotkniętego tostera, czyli moda na kulinarną bezradność
Na Zachodzie trend jest odwrotny. Meghan Markle czy Brooklyn Beckham dwoją się i troją, by pokazać, że są „zwykłymi ludźmi”, którzy potrafią usmażyć kurczaka czy zrobić domowe spaghetti. Tymczasem w naszych lokalnych realiach, od „Ugotowanych” po „Piekielną Kuchnię”, celebryci z dumą ogłaszają, że kuchnia to dla nich czarna magia. Co ciekawe, badania psychologii mediów z 2024 roku wskazują, że 62% widzów czuje irytację, gdy uczestnicy reality show udają mniej kompetentnych, niż są w rzeczywistości.
Dlaczego tak się dzieje? To próba wykreowania wizerunku „wyższej sfery”, dla której parzenie kawy to zadanie dla asystenta. W efekcie oglądamy dorosłe osoby, które traktują obsługę blendera jak obsługę zderzacza hadronów. To nie jest urocze – to po prostu męczące.
Złote drużyny i sztuczna inteligencja zamiast noża
Obecność celebryckich drużyn w najnowszych sezonach staje się coraz bardziej zbędnym punktem programu. Zamiast pasji do gotowania, dostajemy influencerów, którzy pytają AI, jak pokroić pomidora. W Polsce podobne zjawisko obserwowaliśmy w programach typu „Azja Express”, gdzie brak podstawowych umiejętności życiowych miał być zabawny. Ale w kuchni, gdzie liczy się czas i precyzja, ten brak autentyczności kłuje w oczy.

Statystyki oglądalności z początku 2025 roku pokazują jasny trend: odcinki skupione na czystym rzemiośle kulinarnym utrzymują widza o 18% dłużej niż te oparte wyłącznie na kłótniach i popisach celebrytów. Widzowie tęsknią za profesjonalizmem, a nie za tanią sensacją.
Dlaczego format potrzebuje resetu?
- Nadmiar tych samych twarzy: Uczestnicy wędrują z formatu do formatu, od „Love Island” po „Hell’s Kitchen”, tracąc wiarygodność.
- Zaniedbanie misji: Program o gotowaniu powinien uczyć szacunku do produktu, a nie promować marnowanie jedzenia dla „show”.
- Brak realizmu: Profesjonalne kuchnie w Warszawie czy Sofii to miejsca ciężkiej pracy, a nie kawiarniane plotki.
Jak odróżnić prawdziwą pasję od „ustawki”?
W mojej praktyce obserwatora mediów zauważyłem, że prawdziwy kucharz – nawet amator – zaczyna od porządku na stanowisku. Celebryta „na pokaz” zaczyna od poprawienia makijażu i szukania kamery. Jeśli widzisz, że ktoś trzyma nóż za sam koniec rękojeści, możesz być pewien, że jego „pasja do gotowania” kończy się na wrzuceniu zdjęcia na Instagram.
Praktyczna wskazówka dla widzów: Zwróćcie uwagę na momenty, gdy gasną światła reflektorów. W profesjonalnych kuchniach (nawet tych telewizyjnych) o jakości świadczy to, co dzieje się w tle – czy miedzioryty są czyste, a tempo pracy stałe. To tam kryje się prawdziwe „Hell’s Kitchen”.
Powrót do korzeni to jedyny ratunek
Show ma ogromny potencjał. Charyzmatyczny prowadzący, świetne zaplecze techniczne i wierna publiczność to fundamenty, których nie wolno zmarnować. Program potrzebuje mniej „gwiazd”, które boją się tostera, a więcej ludzi, dla których cebula to początek kulinarnej przygody, a nie powód do płaczu przed kamerą.
A Wy jak uważacie? Czy występy celebrytów w programach kulinarnych jeszcze Was bawią, czy raczej sprawiają, że macie ochotę przełączyć kanał?



