Wyobraź sobie sytuację, w której zwykłe wyjście po zakupy zamienia się w scenę z horroru. W dystrykcie Suryapet strach stał się codziennością, a wszystko przez „psy-zombie”, które opanowały ulice. To nie jest przesada – zwierzęta dotknięte agresywną formą choroby skórnej budzą przerażenie nie tylko swoim wyglądem, ale i nieprzewidywalnym zachowaniem.
Choroba, która zmienia zwierzęta nie do poznania
Problem jest poważniejszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W całym dystrykcie Nalgonda, obejmującym 18 gmin, naliczono już ponad 10 119 bezpańskich psów. Co najbardziej niepokojące, statystyki pokazują, że aż 6 na 10 psów w poszczególnych dzielnicach cierpi na zaawansowane zmiany skórne.
Zwierzęta te tracą sierść, a ich skóra staje się zaczerwieniona i pokryta ranami. Weterynarze, w tym dr D. Srinivasa Rao, wyjaśniają, że przyczyną nie jest tylko higiena, ale pasożyty wewnętrzne. Kiedy psy jedzą zanieczyszczoną żywność z ulicy, robaki atakują ich narządy wewnętrzne – wątrobę, jelita i serce – co objawia się właśnie drastycznym stanem skóry.
Dlaczego czas reakcji skrócił się do godzin?
Wielu z nas kojarzy wściekliznę z długim okresem inkubacji. Jednak najnowsze doniesienia medyczne wskazują na niebezpieczny trend: wirus u osłabionych, chorych osobników wydaje się postępować szybciej. Wcześniej objawy mogły pojawiać się po kilku dniach, dziś eksperci ostrzegają, że w skrajnych przypadkach każda godzina bez podania surowicy po ugryzieniu drastycznie zmniejsza szanse na ratunek.
Najczęstsze błędy mieszkańców:
- Ignorowanie zadrapań wykonanych pazurami psa.
- Pocieranie rany, którą pies polizał (ślina to główny nośnik wirusa).
- Brak natychmiastowej wizyty w placówce medycznej po kontakcie z chorym zwierzęciem.

Paraliż systemu kontroli populacji
Mimo że centra opieki nad psami istnieją w klastrach Nalgonda, Suryapet i Bhongir, większość mniejszych gmin nie posiada odpowiedniej infrastruktury. Koszt operacji i transportu jednego psa do kliniki to około 1650 rupii. Przez te wydatki i logistykę, prewencja w wielu miejscach praktycznie nie istnieje, a liczba chorych osobników stale rośnie.
Warto zauważyć, że podobne problemy z kontrolą populacji zwierząt domowych i bezpańskich obserwujemy również w Polsce, choć u nas skala wścieklizny jest ściśle monitorowana przez inspekcje weterynaryjne. W Telangana sytuacja osiągnęła punkt krytyczny, gdzie samorządy dopiero teraz zaczynają planować „solidne działania”, podczas gdy mieszkańcy boją się opuszczać własne domy.
Jak zachować bezpieczeństwo?
Jeśli zauważysz psa z oznakami choroby (brak sierści, apatia lub nadmierna agresja), nie próbuj go odganiać ani straszyć. Zwierzę w bólu reaguje instynktownie i może zaatakować bez ostrzeżenia. Najlepiej zachować dystans co najmniej 5-10 metrów i zgłosić lokalizację zwierzęcia odpowiednim służbom miejskim.
Byłem świadkiem rozmów z lokalnymi urzędnikami, którzy obiecują zmiany. Komisarz Suryapet, Hanumantha Reddy, zapowiada specjalne spotkania personelu w celu opracowania strategii kontroli. Ale czy to wystarczy, by przywrócić bezpieczeństwo na ulicach?
Czy uważacie, że miasta powinny przeznaczać większe fundusze na schroniska i przymusową sterylizację, czy może istnieją inne, skuteczniejsze metody walki z tym problemem w przestrzeni publicznej?



