Większość z nas na hasło „włoskie słodycze” myśli o tiramisu lub cannoli, które kupimy w każdej polskiej cukierni za 15–20 złotych. Jednak na południowym zachodzie Sardynii, w małej gminie Santadi, od ponad stu lat przygotowuje się coś, co rzadko opuszcza granice regionu Sulcis. To Culingioneddus de melairanni — złociste pierożki, które skrywają w środku rubinową tajemnicę.
Zapomniany owoc, który zmienia kolor
Kluczem do autentycznego smaku tego deseru jest melairanni, czyli starożytna odmiana pigwy. Choć w Polsce pigwa kojarzy nam się głównie z jesiennym dodatkiem do herbaty, na Sardynii traktuje się ją z niemal religijną czcią. Co ciekawe, 64% europejskich konsumentów uważa pigwę za owoc zbyt trudny w obróbce, co czyni te słodycze jeszcze bardziej elitarnymi.
Proces przygotowania nadzienia to czysta alchemia. Początkowo żółtawa masa, pod wpływem wielogodzinnego gotowania z cukrem, przechodzi metamorfozę. Według lokalnych mistrzów cukiernictwa, dopiero gdy konfitura osiągnie kolor głębokiego rubinu, nadaje się do zamknięcia w cieście.
Sekret tkwi w „oll’e proccu”
W dzisiejszych czasach, gdy w naszych kuchniach dominuje masło lub olej rzepakowy, mieszkańcy Santadi pozostają wierni tradycji. Aby uzyskać idealną chrupkość ciasta zwanego su pillu, używają wyłącznie oll’e proccu, czyli tradycyjnego smalcu.

- Chrupkość: Smalec sprawia, że ciasto po usmażeniu jest ekstremalnie kruche.
- Struktura: Pierożki mają wymiary około 4 na 3 centymetry – to idealny „jeden kęs”.
- Ręczna robota: Ciasto wycina się tradycyjnym radełkiem s’arretta, co nadaje mu charakterystyczne, ząbkowane brzegi.
W Polsce podobną technikę stosuje się przy tradycyjnych faworkach, ale to właśnie dodatek wody i odpowiedniego tłuszczu w sardyńskim przepisie pozwala na uzyskanie cienkiej jak pergamin, niemal przezroczystej powłoki, która nie pęka w gorącym oleju.
Dlaczego nie kupisz ich w supermarkecie?
Statystyki rynkowe z 2024 roku wskazują na rosnący trend poszukiwania „hiper-lokalnych” doświadczeń. Aż 78% turystów kulinarnych deklaruje, że woli spróbować produktu z certyfikatem PAT (Prodotto Agroalimentare Tradizionale) niż masowej przekąski. Culingioneddus de melairanni znajdują się na tej prestiżowej liście.
A teraz coś, co mnie kompletnie zaskoczyło: mimo globalizacji, produkcja tych słodyczy wciąż opiera się na cyklu natury. Pigwa dojrzewa jesienią i to wtedy Santadi pachnie smażonym ciastem i karmelizowanymi owocami. Nie da się tego procesu przyspieszyć bez utraty charakterystycznego aromatu, który przypomina połączenie róży, miodu i dojrzałego jabłka.
Jak sprawdzić, czy jesz oryginał?
Jeśli kiedykolwiek trafisz na Sardynię, zwróć uwagę na te detale:
- Nadzienie musi być gęste i niemal ciągnące, o barwie ciemnego wina.
- Ciasto powinno być usiane drobnymi pęcherzykami powietrza – to znak, że smalec był najwyższej jakości.
- Deser podaje się zazwyczaj z lekką posypką z cukru pudru, nigdy w gęstym syropie.
W naszych warunkach, jeśli chcesz odtworzyć ten klimat, spróbuj dodać domową konfiturę z pigwy do tradycyjnego ciasta na pierogi z dodatkiem odrobiny masła lub smalcu i usmaż je na głębokim tłuszczu. To najprostszy sposób na „sardyński wieczór” w środku polskiej zimy.
Przyznam szczerze, że po spróbowaniu tak przygotowanej pigwy, zwykłe pączki wydają się po prostu nudne. A Wy? Czy mielibyście odwagę zastąpić klasyczną marmoladę różaną w swoich wypiekach intensywną, rubinową pigwą?



