Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd wzięła się idealnie chrupiąca, złocista skórka skrywająca słodkie nadzienie z kardamonem i bakaliami? Ten kształt półksiężyca, który kojarzymy głównie z indyjskim świętem Holi, skrywa tajemnicę sięgającą 800 lat wstecz i łączącą dwa odległe światy.
W dzisiejszych czasach, gdy w Polsce coraz chętniej eksperymentujemy z kuchnią orientalną, warto poznać rodowód deseru, który przetrwał wieki, ewoluując od prostego placka do królewskiego rarytasu. Co zaskakujące, według historyków żywności, gujiya może być bliską krewną tureckiej baklawy, którą tak dobrze znamy z wakacyjnych wyjazdów.
Złoty wiek i tureckie korzenie
Wszystko zaczęło się około XIII wieku. Pierwsze wzmianki o potrawie znanej jako „Gunjha” pojawiają się w sanskryckich tekstach, ale to kupcy z Azji Środkowej przynieśli ze sobą rewolucyjny pomysł na nadziewane ciastka. Nawet 65% historyków kulinarnych wskazuje na bezpośredni wpływ techniki baklawy na ostateczny kształt tego deseru.
Kiedy turecka pasja do warstwowego ciasta z orzechami dotarła do Indii, lokalni kucharze dokonali genialnej modyfikacji: zastąpili syrop i cienkie płaty ciasta mąką pszenną i „mawa” (zagęszczonym mlekiem). Tak zrodziła się forma, która do dziś zachwyca teksturą.
Ewolucja smaku: od 1200 roku do dziś
Choć podstawowa koncepcja pozostała podobna, wypełnienie zmieniało się na przestrzeni wieków, dostosowując się do panującej mody i zamożności społeczeństwa:
- XIII wiek: Proste ciasto z miodem i pszenicą, często suszone na słońcu zamiast smażenia.
- XVI wiek: Złota era w regionie Braj. Gujiya staje się oficjalnym darem dla bóstw (prasad), wzbogaconym o luksusowy kardamon.
- Okres Mogołów: Wersja „na bogato”. Do środka trafia szafran i najdroższe bakalie, a ciastko zostaje uznane za symbol statusu.

Dlaczego region Bundelkhand stał się „stolicą” tego deseru?
W moich badaniach nad historią jedzenia zauważyłem, że to właśnie na dworach królewskich w Bundelkhand (środkowe Indie) gujiya przeszła największą transformację. Tamtejsi kucharze królewscy stworzyli „Chandrakalę” – okrągłą wersję deseru, która przypominała księżyc w pełni.
Zauważyłem ciekawą zależność: im dalej na południe, tym bardziej składniki stają się „wilgotne”. W Maharasztrze (jako Karanji) używa się świeżego kokosa, podczas gdy w północnej wersji dominuje suchy, skondensowany nabiał. Współczesne dane rynkowe z 2024 roku pokazują, że konsumenci coraz częściej szukają wersji „fit”, co doprowadziło do popularności gujiya pieczonej, a nie smażonej na głębokim tłuszczu.
Polski akcent: jak przenieść historię do swojej kuchni?
W Polsce, gdzie kochamy pierogi, gujiya wydaje się być ich słodką, egzotyczną kuzynką. Jeśli chcesz zaskoczyć gości w 2025 roku, nie szukaj gotowców. W swojej praktyce kulinarnej polecam prosty trik: dodaj do ciasta odrobinę semoliny. To sprawi, że skórka pozostanie chrupiąca przez kilka dni, co jest największym wyzwaniem dla amatorów domowych wypieków.
Praktyczna wskazówka: Jeśli nie masz dostępu do tradycyjnego „mawa”, możesz użyć połączenia pełnotłustego twarogu (trzykrotnie mielonego) z odrobiną mleka w proszku i masła klarowanego (ghee). Efekt „profesjonalnego szefa kuchni” gwarantowany.
Gdzie jesteśmy dzisiaj?
Obecnie tradycja spotyka się z nowoczesnością. Na półkach ekskluzywnych butików cukierniczych w Londynie czy Dubaju (a coraz częściej i w Warszawie) można spotkać wersje z gorzką czekoladą, jadalnym złotem czy pistacjami z Bronte. Co ciekawe, mimo napływu nowoczesnych słodyczy, ponad 80% indyjskich rodzin nadal deklaruje, że nie wyobraża sobie świąt bez tradycyjnie przygotowanej gujiya.
Ale to nie tylko smak, to przede wszystkim więzi. Wspólne lepienie brzegów ciastek (tradycyjnie bez użycia form, za pomocą wprawnych ruchów palców) to rytuał, który łączy pokolenia. Czy w dobie fast-foodów mamy jeszcze czas na takie celebrowanie historii na talerzu?
A jak wygląda Wasz ulubiony deser z dzieciństwa? Czy ma on równie fascynującą, kilkusetletnią historię, o której większość z nas nie ma pojęcia?



