Utrzymanie idealnego trawnika to w Polsce niemal sport narodowy, ale walka z niesfornymi krawędziami przy płocie i jesiennymi liśćmi potrafi odebrać całą radość z posiadania działki. Statystyki są nieubłagane: przeciętny właściciel domu jednorodzinnego poświęca na prace ogrodowe ponad 150 godzin rocznie. To niemal tydzień wyjęty z życia każdego roku.
Właśnie dlatego informacja z targów CES 2026 o nowej serii Yarbo M wywołała takie poruszenie. To nie jest kolejna kosiarka, która obija się o przeszkody. To modularny system, który ma szansę sprawić, że tradycyjne narzędzia wylądują w najgłębszym kącie garażu. Sprawdziłem, co potrafi to urządzenie i dlaczego w zaledwie kilka dni zebrało na Kickstarterze sześciocyfrową kwotę w dolarach.
Koniec z ręcznym docinaniem krawędzi
Największą bolączką standardowych robotów koszących jest fakt, że i tak musisz wyciągnąć podkaszarkę, by wykończyć brzegi przy elewacji lub ogrodzeniu. Yarbo M rozwiązuje ten problem w prosty, ale genialny sposób. Dzięki specjalnej przystawce do krawędzi (side trimmer), robot jest w stanie kosić niemalże na styk z przeszkodami.
W mojej praktyce widziałem wiele urządzeń obiecujących „koszenie bez krawędzi”, ale tutaj mówimy o silnikach o mocy do 300 W, które radzą sobie nawet z gęstszą, polską trawą po deszczowym tygodniu. Najciekawszą opcją wydaje się jednak model M20i Core. Podczas gdy tańsze wersje (M10 i M20) korzystają z klasycznej anteny RTK, która czasem gubi sygnał pod gęstymi drzewami, wersja Core stawia na LiDAR.
To technologia znana z autonomicznych samochodów, która pozwala robotowi „widzieć” otoczenie w czasie rzeczywistym, bez polegania wyłącznie na satelitach. Dla osób posiadających ogrody z dużą ilością krzewów lub blisko lasu, to absolutny „game-changer”.

Jesień i zima już nie są straszne
Zauważyłem, że większość użytkowników chowa swoje roboty do piwnicy już we wrześniu. Yarbo M zmienia tę zasadę. Dzięki modularnej konstrukcji, po zakończeniu sezonu na trawę, montujemy na tył kosz na liście. 78% badanych użytkowników w Europie wskazuje zbieranie liści jako najbardziej uciążliwą czynność jesienną. Yarbo robi to za Ciebie, odkurzając trawnik z precyzją, o jakiej marzy każdy właściciel ogrodu.
A co z polską zimą? Choć ostatnie lata bywają nieprzewidywalne, opady śniegu wciąż potrafią zaskoczyć. Yarbo M posiada:
- Specjalny pług o szerokości 65 cm do odśnieżania podjazdu.
- Napęd radzący sobie na śliskich nawierzchniach.
- System nawigacji, który nie potrzebuje widocznych krawędzi trawnika, by wiedzieć, gdzie kończy się chodnik.
Warto jednak zaznaczyć: w przeciwieństwie do większego brata, seria M nie posiada pełnej odśnieżarki wirnikowej, a jedynie pług. Na grube zaspy może to być za mało, ale do codziennego dbania o czysty podjazd przed wyjazdem do pracy – wystarczy w zupełności.
Ile to kosztuje i gdzie jest haczyk?
Obecnie Yarbo M można zdobyć w ramach kampanii crowdfundingowej ze zniżką sięgającą 25% względem przyszłej ceny rynkowej. Bazowy zestaw z robotem M10 i przystawką koszącą zaczyna się od około 1 811 euro (ok. 7 800 zł). Jeśli jednak chcesz „pełny pakiet” z odśnieżaniem i zbieraniem liści, cena rośnie do ponad 4 000 euro.
Praktyczna wskazówka: Jeśli planujesz zakup, zwróć uwagę na cła i koszty wysyłki do Polski, które w przypadku projektów z Kickstartera mogą być doliczane osobno. Pierwsze dostawy planowane są na sierpień 2026 roku, więc to inwestycja z myślą o przyszłym sezonie.
Czy roboty modułowe to przyszłość, czy tylko kosztowny gadżet? Biorąc pod uwagę, że oszczędzają nam nie tylko czas na koszeniu, ale też siły zimą, odpowiedź wydaje się jasna. A Ty, byłbyś w stanie zaufać robotowi, że odśnieży Twój podjazd, gdy Ty jeszcze smacznie śpisz?



