Wyobraź sobie kęs, który przenosi Cię prosto do kwitnącego sadu w Asturii. Choć brzmi to jak opis z menu luksusowej restauracji, właśnie taka kompozycja smaków zdobyła uznanie najbardziej wymagającego jury w Hiszpanii. Gdy Eva Arguiñano i Martín Berasategui – legendy światowej gastronomii – biorą do ręki ciastko, poprzeczka wisi niezwykle wysoko. W marcu 2026 roku światło dzienne ujrzał ranking, który zmienia zasady gry w świecie rzemieślniczych słodkości.
Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Bo trend na „lokalność premium” dociera również do Polski. Według raportów rynkowych z 2025 roku, aż 64% konsumentów w naszym regionie jest gotowych zapłacić więcej za produkt, który opowiada historię konkretnego miejsca. A historia José Manuela Martíneza Salasa, twórcy najlepszego asturyjskiego ciastka, to gotowy scenariusz na film o pasji, która wygrywa z masową produkcją.
Sekret tkwi w metodzie „bean to bar”
Co sprawia, że to konkretne ciastko z Gijón pokonało setki innych propozycji? Odpowiedź kryje się w rzemieślniczym podejściu do czekolady. Sala nie kupuje gotowych kuwertur. W swoim warsztacie w Cabranes realizuje proces bean to bar – czyli od ziarna do tabliczki. To daje mu kontrolę nad kwasowością i profilem aromatycznym czekolady, która musi współgrać z kruchym ciastem.
Ale czekolada to tylko fundament. Prawdziwa magia dzieje się w dodatkach:
- Lokalne jabłka: Symbol Asturii, przetworzone tak, by zachować świeżość.
- Cydr: Który dodaje winnego, orzeźwiającego charakteru.
- Orzechy laskowe: Nadające chrupkość i głęboki, maślany aromat.
Warto zauważyć, że podobny trend obserwujemy w Polsce z naszymi rodzimymi jabłkami grójeckimi czy polskimi orzechami włoskimi. Profesjonaliści coraz częściej rezygnują z egzotycznych owoców na rzecz tego, co rośnie tuż za płotem, ale wzniesionego na poziom haute cuisine.
Ranking, który elektryzuje branżę
Podczas konkursu organizowanego przez magazyn Dulcypas w Zarautz, rywalizowało ponad 300 propozycji. Zwycięzca regionalny z Asturii, manufaktura Cremela, zdobyła aż 428,25 punktów. Choć na szczycie ogólnokrajowej listy znalazła się cukiernia Golimbeo z Estremadury (oszałamiające 555,5 punktu), to właśnie propozycja z Asturii stała się symbolem doskonałej interpretacji krajobrazu.
Ciekawostka: José Manuel Martínez Salas nie zawsze był cukiernikiem. Zaczynał jako kucharz, a jego fascynacja słodkościami narodziła się… przy starej maszynie do lodów. To dowód na to, że najlepsze pomysły rodzą się z ciekawości, a nie tylko z wyuczonego rzemiosła. Dziś jego sieć pięciu sklepów zaopatruje najbardziej wymagających smakoszy w Ribadesella czy Avilés.

Jak rozpoznać rzemieślnicze ciastko wysokiej jakości?
W dobie inflacji i rosnących cen masła, wiele cukierni idzie na skróty. Jak nie dać się nabrać na „pseudorzemiosło”, które często spotykamy na półkach w Warszawie czy Krakowie? Eksperci z jury Dulcypas zwracają uwagę na trzy aspekty:
1. Tekstura, a nie tylko cukier. Dobre ciastko (pasta de té) powinno rozpadać się na podniebieniu, ale nie kruszyć w dłoni. Jeśli czujesz głównie słodycz, a nie aromat masła czy owoców, oznacza to nadmiar polepszaczy.
2. Czysta etykieta. W ciastkach z Cremela nie znajdziesz tłuszczy utwardzanych. To kosztowne podejście – cena kilograma prawdziwego masła w hurcie w 2026 roku wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie – ale to jedyna droga do zdobycia uznania takich szefów jak Berasategui.
3. Spójność smaku. Smaki nie powinny ze sobą walczyć. W asturyjskim zwycięzcy kwasowość jabłka jest kontrowana przez gorycz czekolady, a wszystko spaja tłuszcz z orzechów.
Praktyczny tip: Jak podawać takie słodkości?
Jeśli uda Ci się zdobyć wysokiej jakości ciastka rzemieślnicze (w Polsce warto szukać ich w małych butikowych cukierniach, a nie w sieciówkach), pamiętaj o temperaturze. Eksperci zalecają, by wyjąć je z opakowania na około 15 minut przed podaniem. Czekolada bean to bar i masło orzechowe najlepiej uwalniają aromaty w temperaturze około 20-22 stopni Celsjusza.
W Hiszpanii takie ciastka podaje się do popołudniowej herbaty, ale asturyjski wariant z cydrem idealnie komponuje się również z lekkim winem musującym lub… polskim miodem pitnym w wersji „light”.
Patrząc na sukces José Manuela, widać, że przyszłość gastronomii należy do tych, którzy potrafią zamknąć emocje w jednym małym kęsie. Czy polskie ciastka z nadzieniem z jarzębiny lub czarnego bzu mają szansę na podobny światowy sukces? Wszystko wskazuje na to, że rynek jest na to gotowy.
A Ty, jaki lokalny smak z Twojego dzieciństwa chciałbyś poczuć w nowoczesnej, luksusowej odsłonie? Daj znać w komentarzu!



