Dlaczego fińscy rzemieślnicy dodają żytni rdzeń do swoich słodyczy

Dlaczego fińscy rzemieślnicy dodają żytni rdzeń do swoich słodyczy

Wyobraź sobie, że leżysz na szpitalnej sali, zmagając się z przewlekłą chorobą jelit, a jedyne, o czym marzysz, to coś słodkiego, co Cię nie zabije. Brzmi dramatycznie? Dla Toniego Eurasto i Esy Jokeli była to rzeczywistość, która zamiast do rezygnacji, doprowadziła ich do stworzenia czegoś, co może zmienić sposób, w jaki kupujemy słodycze w lokalnych sklepach, takich jak Żabka czy Biedronka.

Cukier to największy wróg naszych jelit — to stwierdzenie stało się fundamentem ich marki Ryejoy. Ale zamiast tworzyć kolejne „nudne” fit-przekąski, rzucili wyzwanie gigantom branży cukierniczej. Stworzyli cukierka, którego sercem jest… żyto.

Od sali chorych do globalnego eksportu

W dzisiejszych czasach 73% konsumentów deklaruje, że aktywnie szuka zdrowszych alternatyw dla tradycyjnych słodyczy, ale nie chce rezygnować z przyjemności jedzenia. Właśnie w tę lukę trafili Finowie. Ich historia zaczęła się nietypowo, bo od wspólnej diagnozy — wrzodziejącego zapalenia jelita grubego.

Co zaskoczyło mnie najbardziej: chociaż produkt nie pojawił się jeszcze na dobre na półkach w ich rodzinnym kraju, już teraz przyciągnął uwagę inwestorów z Hiszpanii, Holandii, a nawet Azji i Emiratów Arabskich. Jak to możliwe? Tajemnica tkwi w unikalnym zastosowaniu żyta, które w Polsce kojarzy nam się głównie z zakwasem i chlebem, a nie z chrupiącym wnętrzem czekoladowej kuli.

Dlaczego fińscy rzemieślnicy dodają żytni rdzeń do swoich słodyczy - image 1

Żyto zamiast chemii: jak to działa?

Zasada jest prosta, ale genialna. Tradycyjne cukierki to w 90% cukier i utwardzone tłuszcze. W Ryejoy postawiono na:

  • Żytni rdzeń: zapewnia błonnik, który jest kluczowy dla mikrobiomu jelitowego.
  • Zredukowaną ilość cukru: bez wchodzenia w restrykcyjną kategorię „bezcukrową”, która często smakuje jak tektura.
  • Smaki premium: od białej czekolady po „strawberry puff”.

W Polsce, gdzie rynek zdrowej żywności wzrósł w ostatnim roku o ponad 15%, taki produkt to nie tylko ciekawostka, ale realna alternatywa dla popularnych „daktylowych kulek”, które zdominowały nasze półki.

Dlaczego to nie jest „produkt dietetyczny”?

Toni Eurasto stawia sprawę jasno: „Nadal jesteśmy cukierkiem, tylko zdrowszą opcją”. To podejście jest odświeżające. W badaniach konsumenckich przeprowadzonych przez firmę okazało się, że żytnie słodycze smakują każdemu — od dzieci po seniorów. Nie ma tu miejsca na „medyczny” posmak, który często odstrasza od półek z napisem EKO.

Wsparcie od Startup Lions oraz inwestorów prywatnych (tzw. aniołów biznesu) pokazuje, że rynek wierzy w „żytnią rewolucję”. W dobie 2025 roku, gdzie personalizacja diety pod kątem zdrowia jelit (Gut Health) jest najsilniejszym trendem w branży spożywczej, fiński pomysł wydaje się strzałem w dziesiątkę.

Praktyczna wskazówka: Jak czytać skład słodyczy w 2025 roku?

Jeśli chcesz zadbać o swoje jelita, a nie potrafisz zrezygnować ze słodkiego, szukaj w składzie trzech rzeczy:

  1. Zamiast syropu glukozowo-fruktozowego — naturalnych wypełniaczy jak żyto, owies czy błonnik z cykorii.
  2. Kolejności składników — jeśli cukier jest na pierwszym miejscu, odłóż produkt na półkę.
  3. Naturalnych barwników — ekstrakt z buraka czy kurkumy to standard, którego powinniśmy wymagać.

Czy bylibyście gotowi zamienić swoje ulubione czekoladki na takie z żytnim wkładem, wiedząc, że Wasze jelita będą Wam za to wdzięczne? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o tym połączeniu!

Przewijanie do góry