Wzrost cen gazu i niepewność na rynku energetycznym w 2026 roku sprawiły, że miliony gospodarstw domowych w Polsce szukają alternatywy dla tradycyjnych kuchenek. Podczas gdy większość z nas myśli, że jedynym nowoczesnym wyborem jest indukcja, istnieje technologia, która rozwiązuje jej największy problem: konieczność posiadania specjalnych garnków. Szacuje się, że wymiana kompletu naczyń na takie z dnem magnetycznym to dodatkowy koszt rzędu 500–1200 zł, którego można uniknąć.
Pułapka indukcji o której mało kto wspomina
Kiedy decydujesz się na standardową płytę indukcyjną, wkraczasz w świat magnetyzmu. Działa ona świetnie, jest energooszczędna, ale ma jedną, irytującą wadę – jeśli Twoja ulubiona patelnia ceramiczna, szklany garnek czy aluminiowy rondel nie mają stalowego spodu, płyta nawet nie drgnie. Co czwarty użytkownik nowej kuchni przyznaje, że po zakupie indukcji musiał pozbyć się połowy swoich akcesoriów kuchennych.
Tutaj na scenę wkraczają kuchenki na podczerwień (Infrared Cooktops). Choć wyglądają niemal identycznie jak indukcja, działają na zupełnie innej zasadzie, która dla wielu okazuje się zbawienna. Zamiast pola magnetycznego, używają fal podczerwonych generowanych przez high-techowe elementy grzejne lub lampy halogenowe.
Dwa światy pod jedną szybą: Rozwiązania hybrydowe
Najciekawszym trendem na rok 2026, który zauważyłem na targach technologicznych, są urządzenia Combi Duo. Marki takie jak Prestige wprowadzają modele hybrydowe. Wyobraź sobie jedno urządzenie, gdzie lewe pole to superszybka indukcja (1600W), a prawe to pole na podczerwień (2000W). Co to daje w praktyce?
- Indukcja: Służy do błyskawicznego gotowania wody na kawę czy makaron.
- Podczerwień: Pozwala na użycie starych, babcinych garnków żeliwnych, naczyń szklanych a nawet ceramicznych naczyń żaroodpornych.
W Polsce takie urządzenia zaczynają pojawiać się w popularnych sieciach jak Media Expert czy Allegro, a ich ceny stają się coraz bardziej konkurencyjne, oscylując w granicach 350-800 zł za modele przenośne.

Dlaczego podczerwień to coś więcej niż „zwykły prąd”?
Wiele osób myśli, że to powrót do starych spiral elektrycznych. Nic bardziej mylnego. Nowoczesne kuchenki na podczerwień, jak te od Hilton czy Wonderchef, są wyposażone w zaawansowane systemy bezpieczeństwa. Co mnie zaskoczyło podczas testów to system aktywnego chłodzenia. Po wyłączeniu urządzenia, wentylatory pracują jeszcze przez kilkadziesiąt sekund, aby błyskawicznie obniżyć temperaturę powierzchni, co drastycznie zmniejsza ryzyko oparzeń.
Z danych rynkowych wynika, że sprawność energetyczna dobrych płyt na podczerwień wynosi około 60-70%, co przy obecnych cenach energii w Polsce czyni je znacznie tańszymi w eksploatacji niż gotowanie na gazie, zwłaszcza biorąc pod uwagę opłaty abonamentowe za przyłącze gazowe.
Praktyczny lifehack: Jak sprawdzić, czy potrzebujesz zmiany?
Zanim zainwestujesz w nową płytę, zrób prosty test. Weź zwykły magnes lodówkowy i przyłóż go do dna swoich ulubionych garnków. Jeśli magnes nie „trzyma”, standardowa indukcja ich nie obsłuży. Właśnie wtedy jedynym rozsądnym wyjściem, by zachować ulubioną zastawę, jest zakup kuchenki na podczerwień.
Czy to idealne rozwiązanie dla każdego?
W mojej praktyce zauważyłem, że kuchenki na podczerwień najlepiej sprawdzają się w dwóch scenariuszach. Po pierwsze, w blokach z „wielkiej płyty”, gdzie instalacja gazowa jest stara i niebezpieczna. Po drugie, w domkach letniskowych, gdzie liczy się mobilność i możliwość użycia dowolnego naczynia, które akurat jest pod ręką.
Warto zwrócić uwagę na modele z cyfrowym wyświetlaczem i timerem. Pozwalają one na precyzyjne ustawienie temperatury, co jest kluczowe przy potrawach wymagających długiego duszenia – czegoś, co na gazie często kończy się przypaleniem.
A Wy, jakiego typu kuchenki używacie w swoich domach? Czy bylibyście gotowi zrezygnować z gazu na rzecz technologii, która pozwala zachować wszystkie Wasze stare patelnie?



