Wyobraź sobie, że stoisz przed XIX-wiecznym domkiem, w którym Tom Cruise kręcił kultowe sceny, a w środku zamiast muzeum czeka na Ciebie terminal lotniczy z lat 80. To nie jest scenariusz nowego filmu, ale pomysł, który właśnie realizuje An’s Gelato. Branża lodziarska przechodzi transformację, a ten konkretny projekt pokazuje, dlaczego tradycyjne kawiarnie mogą wkrótce odejść do lamusa.
Od pralni chemicznej do Oscara wśród lodziarni
Wiele osób w Polsce kojarzy lody rzemieślnicze z klasyczną „budką” lub elegancką włoską kawiarnią. Jednak firma z San Diego, An’s Gelato, od ośmiu lat łamie te schematy, przejmując budynki z historią i zachowując ich… nietypowe nazwy. Ich pierwszy lokal powstał w starej pralni, więc nazwali go „An’s Dry Cleaning”, a smaki nawiązywały do tkanin.
To podejście zadziałało lepiej, niż ktokolwiek przypuszczał. W 2024 i 2025 roku marka została uznana za numer 1 w całych Stanach Zjednoczonych według rankingu USA Today. W branży, w której konkurencja jest gigantyczna, utrzymanie pozycji lidera przez dwa lata z rzędu to rzadkość.
- An’s Dry Cleaning – smaki inspirowane materiałami (np. aksamit, jedwab).
- An’s Hatmakers – lokal nawiązujący do tradycji luksusowych kapeluszy.
- An’s Athletic Field Services – lody na stadionie baseballowym z barwami „gliny” i „piasku”.
Lądowanie w Top Gun House: Gelato zamiast myśliwców
Najnowszy projekt, An’s Gate D5, powstaje w miejscu legendarnym – w domu z 1888 roku, znanym jako „Top Gun House”. To właśnie tam kręcono sceny do hitu z 1986 roku. Choć elewacja pozostanie nienaruszona, wnętrze zszokuje gości.
Zamiast filmowej nostalgii, projektanci postawili na klimat lotniska z lat 70. i 80. Klienci będą przechodzić przez „bramki bezpieczeństwa”, stać w kolejkach do „odprawy” i wybierać porcje oznaczone jako „bagaż podręczny” lub „rejestrowany”. Smaki będą nosić nazwy destynacji lotniczych, jak np. „Mediolan” dla lodów pistacjowych.

Co ciekawe, badania rynku pokazują, że aż 68% konsumentów z pokolenia milenialsów deklaruje, że wybierze lokal gastronomiczny ze względu na unikalne „storytellingowe” wnętrze, a nie tylko smak produktu. An’s Gelato opanowało tę psychologię do perfekcji.
Biznesowy sekret: Dlaczego nie chcą franczyzy?
Właściciele firmy otrzymują propozycje inwestycyjne niemal co tydzień, ale konsekwentnie odmawiają. W Polsce model franczyzowy w gastronomii (jak np. Lodolandia czy znane sieci kawiarni) jest niezwykle popularny, ale twórcy An’s Gelato idą pod prąd.
Ich zespół liczy obecnie około 150 pracowników w szczycie sezonu, a tygodniowo sprzedają średnio 900 litrów gelato. Mimo to, stawiają na powolny wzrost. To podejście „slow growth” pozwala im na tworzenie ponad 600 unikalnych receptur, których nie dałoby się łatwo powielić w masowej skali.
W Polsce lody rzemieślnicze często kosztują od 7 do 12 zł za porcję. W An’s Gate D5, ze względu na lokalizację premium i jakość składników, ceny są znacznie wyższe, co jednak nie odstrasza tłumów czekających na „odprawę” przy ich terminalu.
Praktyczny patent: Jak rozpoznać prawdziwe gelato?
Podczas wizyty w nowym lokalu w Oceanside, właściciele podkreślają wagę detali. Jeśli chcesz sprawdzić, czy jesz produkt najwyższej klasy (czy to w Kalifornii, czy na wakacjach w Polsce), spójrz na konsystencję:
- Temperatura: Gelato powinno być podawane w nieco wyższej temperaturze niż zwykłe lody (około -13°C), dzięki czemu jest bardziej kremowe.
- Struktura: Prawdziwe rzemieślnicze lody nie powinny być „napowietrzone”. Jeśli lody w kuwecie tworzą wysokie, sztywne góry, prawdopodobnie zawierają dużo stabilizatorów.
- „Czyścik” podniebienia: An’s zawsze serwuje jeden smak sorbetu (np. limonka z imbirem), który ma zneutralizować kubki smakowe przed kolejną porcją.
And now for the most interesting part…
W nowym lokalu pojawi się coś, czego An’s nigdy wcześniej nie robiło: pełne menu kawowe. Dzięki większej przestrzeni kuchennej w Top Gun House, goście będą mogli zamówić autentyczne affogato – porcję jedwabistego gelato zalaną świeżo parzonym espresso. To połączenie ma przyciągać turystów nie tylko w upalne dni, ale i podczas chłodniejszych wieczorów nad oceanem.
Czy skusilibyście się na lody w miejscu, które wygląda jak lotnisko, czy wolicie jednak klasyczne wnętrza lodziarni? Dajcie znać w komentarzach!



