Wyobraź sobie region Włoch, gdzie królują cappelletti, a lokalna tradycja kulinarna jest niemal świętością. Czy w takim miejscu autentyczna japońska zupa ma szansę wygrać z domowym makaronem? Okazuje się, że tak, pod warunkiem, że robią ją pasjonaci, którzy poświęcili wszystko dla jednej receptury.
Od inżynierii budowlanej do japońskiego wywaru
Lorenzo Tampieri i Valentina Laghi to para, która udowodniła, że marzenia o food trucku mogą zaprowadzić człowieka znacznie dalej niż tylko na lokalny festyn. Zaczęło się od rozmów online podczas pandemii i wspólnej fascynacji kulturą Wschodu. Valentina, z zawodu inżynier budowlany, rzuciła stabilną pracę w biurze, by realizować wizję serwowania jedzenia na ulicy.
Zamiast jednak inwestować w drogi samochód i walczyć z włoską biurokracją, para zdecydowała się na coś bardziej lokalnego – „baracchina”. To tradycyjny mały kiosk, w którym kiedyś sprzedawano piadinę. W maju 2023 roku w Faenzy powstało Lova – miejsce, które zamiast placków z szynką, zaserwowało mieszkańcom Romanii esencjonalny ramen.
Nauka u mistrzów w Tokio i Osace
To nie jest kolejny bar typu fast-food. Lorenzo i Valentina regularnie podróżują do Japonii, szkoląc się u najlepszych mistrzów w takich miastach jak Tokio, Osaka czy Kagawa. Jak sami przyznają, kiedy Japończycy widzą szczere zainteresowanie ich kulturą, chętnie dzielą się sekretami, które w innych okolicznościach pozostają zamknięte w rodzinnych przepisach.
- Wszystko od zera: Od makaronu po dodatki – każdy element jest robiony na miejscu.
- Zasada autentyczności: Ich receptury opierają się na technice kotteri (gęsty wywar) i assari (lekki i klarowny).
- Sezonowość: Menu zmienia się w zależności od dostępności lokalnych składników, wprowadzając ramen dyniowy czy sezonowe gyōza.
Co mówią statystyki o popularności ramenu?
Według najnowszych raportów rynkowych, globalny rynek ramenu ma rosnąć w tempie 5,8% rocznie do 2030 roku. W samej Europie zainteresowanie autentyczną kuchnią azjatycką wzrosło o ponad 40% w ciągu ostatnich trzech lat. Co ciekawe, w Polsce obserwujemy podobny trend – według danych z platform dowozowych, ramen stał się jedną z trzech najczęściej zamawianych potraw egzotycznych w miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców.

Tajemnica smaku ukryta w baraku
Wielu uważa, że ramen to po prostu „chińska zupka”. Nic bardziej mylnego. W Lova podstawą jest tonkotsu (wywar z kości wieprzowych z Fukuoki) lub aromatyczny wywar z kurczaka. To proces trwający wiele godzin, a czasem nawet dni, aby uzyskać odpowiednią głębię smaku i teksturę.
Zauważyłem, że Lorenzo początkowo musiał stosować podstępy, by przekonać tradycyjnych Włochów. „Dodawaliśmy chashu do piadiny, a kiedy klienci zachwycali się delikatnością mięsa, mówiliśmy im, że w ramenie smakuje jeszcze lepiej” – wspominają z uśmiechem właściciele. Dziś w weekendy znalezienie wolnego stolika pod drzewami w Parco della Rocca graniczy z cudem.
Praktyczny przewodnik: Jak rozpoznać prawdziwy ramen?
Jeśli chcesz wiedzieć, czy jesz autentyczne danie, zwróć uwagę na trzy elementy, które w Lova są traktowane priorytetowo:
- Tare: To esencja smaku (sól, miso lub sos sojowy) dodawana na dno miski, zanim wleje się wywar.
- Makaron: Powinien mieć sprężystą strukturę. Jeśli jest rozgotowany, to nie jest ramen.
- Dodatki: Marynowane jajko (ajitsuke tamago) powinno mieć płynne żółtko i idealnie brązowy kolor białka.
Ceny w tym wyjątkowym kiosku zaczynają się od około 14 euro za miskę, co biorąc pod uwagę jakość składników i stopień skomplikowania potrawy, jest kwotą bardzo uczciwą. Oprócz zupy, warto spróbować takoyaki (kulki z ośmiornicą) oraz okonomiyaki, czyli japońskich omletów, które smakują tu niemal identycznie jak w Osace.
Co dalej z tą „enklawą” w Faenzy?
Choć lokalni urzędnicy narzucają dwumiesięczną przerwę w funkcjonowaniu kiosku, para nie odpoczywa. Wykorzystują ten czas na kolejne wyprawy badawcze do Japonii. Prowadzenie rameniarni na najwyższym poziomie jest bardziej wymagające, niż mogłoby się wydawać, zwłaszcza gdy dąży się do perfekcji w każdym mililitrze bulionu.
A Ty, czy odważyłbyś się zamienić tradycyjny rosół lub zupę pomidorową na miskę dymiącego ramenu od „furiatów” z Faenzy? Daj znać w komentarzu, czy w Twojej okolicy jest takie niepozorne miejsce, które skrywa kulinarny skarb!



