Dlaczego były zawodowy sportowiec porzucił karierę, by piec 50 pizz miesięcznie we własnym salonie

Dlaczego były zawodowy sportowiec porzucił karierę, by piec 50 pizz miesięcznie we własnym salonie

Wyobraź sobie, że Twój stół w jadalni nagle znika pod warstwą mąki, a domowe piekarniki pracują 24 godziny na dobę. Brzmi jak scenariusz katastrofy domowej? Dla Omera Simona i jego żony Chelsey był to początek biznesu, który dziś podbija Izrael. Wszystko zaczęło się od jednego przystanku autobusowego, który służył jako punkt odbioru zamówień, oraz pasji, która graniczyła z naukową obsesją na punkcie ciasta.

Zanim pizza stała się ich całym życiem, Omer był zawodowym graczem piłki ręcznej w najwyższej lidze, a Chelsey znaną makijażystką i influencerką. Pandemia i lockdown wywróciły ich świat do góry nogami. Zamiast podróżować po 40 krajach, zostali zamknięci w mieszkaniu w Modi’in. „Zaczęło się od hobby, bo w naszym mieście po prostu nie było co jeść” – wspomina Omer. Dziś para zjada od 40 do 50 blach pizzy miesięcznie, co stało się ich stylem życia i fundamentem sukcesu grupy „Pizza X”.

Od chaotycznych prób do naukowej precyzji

Początki wcale nie przypominały sukcesu z Instagrama. Omer przyznaje otwarcie: „Na początku to była katastrofa. Robiłem koszmarny zakwas, wszystko było niejadalne”. Przez dziesięć miesięcy ich mieszkanie pełniło rolę restauracji, call center i bazy logistycznej. Omer był jednocześnie kucharzem, sprzątaczem i kurierem, rozwożąc pizzę wspólnie z bratem.

Co sprawiło, że ludzie oszaleli na punkcie ich produktu? Sekret tkwi w cieście bez cukru i oleju. Omer jako dziecko cierpiał na zgagę po pizzy, więc postanowił stworzyć bazę neapolitańską, która jest lekka, ale jednocześnie stanowi fundament dla „rozpustnych” izraelskich dodatków.

  • Domowy dżem z boczku: autorski dodatek, który stał się hitem.
  • Chili z miodem: idealny balans słodyczy i ostrości.
  • Dżem z cebuli: karmelizowany godzinami, by wydobyć głębię smaku.
  • Baza neapolitańska: tradycyjna technika w nowoczesnym wydaniu.

Inwestycja, w którą nikt nie wierzył

Kiedy Omer zdecydował się otworzyć pierwszy stacjonarny lokal, wybrał opuszczone centrum handlowe w Modi’in. Lokalni mieszkańcy ostrzegali go: „To miejsce dla bezdomnych, nikt tam nie przyjdzie”. Przy budżecie wynoszącym zaledwie 120 000 szekli (około 130 000 zł), para własnoręcznie sprzątała okolicę, wieszała girlandy świetlne i montowała oświetlenie.

Dlaczego były zawodowy sportowiec porzucił karierę, by piec 50 pizz miesięcznie we własnym salonie - image 1

Ryzyko się opłaciło. Dziś to kultowe miejsce dla młodych ludzi, a sieć rozrosła się do pięciu oddziałów, w tym prestiżowych lokalizacji przy ulicy Dizengoff w Tel Awiwie oraz na słynnym targu Machane Yehuda w Jerozolimie. Współczesne badania rynku gastronomicznego z 2025 roku pokazują, że klienci coraz częściej szukają autentyczności „street foodu” zamiast sztywnych restauracji, co idealnie wpisuje się w filozofię „Pizza X”.

Matematyka stoi za smakiem

Omer przyznaje, że choć jedzenie to emocje, restauracja to liczby. „Jeśli biznes nie jest ekonomiczny, to kopiesz sobie grób” – mówi otwarcie. Opracował on dokładne równanie, które pozwala zachować wysoką jakość przy zachowaniu przystępnych cen.

Co ciekawe, w każdą niedzielę w ich lokalach obowiązuje oferta „All you can eat” za 89 szekli. „To dla nas nieopłacalne, ale przyciąga ludzi. Chcę, żeby każdy mógł wyjść z domu i zjeść coś świetnego, nie martwiąc się o portfel” – tłumaczy właściciel. To podejście „Value for Money” jest obecnie kluczowym trendem w globalnej gastronomii, gdzie 73% konsumentów deklaruje lojalność wobec marek oferujących realną wartość w trudniejszych czasach gospodarczych.

Dlaczego nie znajdziesz ich w poradnikach o franczyzie?

Zamiast sprzedawać licencje obcym ludziom, Omer i Chelsey stawiają na partnerstwo z… byłymi pracownikami. Każdy z czterech wspólników w nowych lokalach zaczynał od najniższego szczebla w „Pizza X”. Część z nich to przyjaciele z dzieciństwa. To buduje zaufanie, którego nie kupi się za żadne pieniądze.

Moja rada dla aspirujących przedsiębiorców: Jeśli chcesz zacząć, nie czekaj na idealne warunki. Omer otworzył biznes w sypialni, gdy świat się zatrzymał. Najważniejsze to znaleźć „lukę” – w tym przypadku był to brak innowacyjnej, rodzinnej pizzerii, która nie byłaby sieciówką, ale oferowała powtarzalną, wysoką jakość.

Czy zaryzykowałbyś domowy spokój, żeby zamienić swój salon w profesjonalną kuchnię dla nieznajomych? Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o takim modelu budowania biznesu!

Przewijanie do góry