Kiedy gigant branży wyposażenia wnętrz ogłasza upadłość, większość z nas myśli o straconych miejscach pracy. Mało kto jednak zauważa moment, w którym na witrynach pojawiają się czerwone plakaty zapowiadające wielką wyprzedaż. Obecna sytuacja niemieckiej sieci Hammer to sygnał, że rynek meblowy przechodzi drastyczną transformację, która dotyka także Polskę.
Właśnie teraz 44 z 87 lokalizacji tej znanej marki rozpoczęło masową wyprzedaż zapasów. Powód jest prozaiczny, a zarazem brutalny: po drugiej upadłości nie znaleziono inwestora dla połowy placówek. To oznacza, że tysiące sof, szaf i tekstyliów musi zniknąć z magazynów w ekspresowym tempie. Czy to okazja życia, czy jedynie smutny koniec pewnej epoki?
Fala upadłości zalewa Europę – liczby nie kłamią
Można by pomyśleć, że to jednostkowy przypadek, ale statystyki malują znacznie mroczniejszy obraz. Według najnowszych danych niemieckiego urzędu statystycznego Destatis, liczba upadłości firm w 2025 roku jest aż o 71% wyższa niż jeszcze cztery lata temu. W samym tylko ubiegłym roku odnotowano 131 000 przypadków niewypłacalności.
W Polsce sytuacja wygląda uderzająco podobnie. Choć nie mówimy o identycznej skali, to dane z polskiego rynku (m.in. raporty Euler Hermes) wskazują na rekordową liczbę restrukturyzacji w handlu detalicznym. Koszty energii, logistyki i słabnąca siła nabywcza sprawiają, że nawet uznane marki znikają z mapy handlowej.
- Wzrost kosztów operacyjnych: Wynajem powierzchni w centrach handlowych wzrósł o średnio 15-20% w ciągu ostatnich dwóch lat.
- Zmiana nawyków: Aż 64% konsumentów w regionie deklaruje, że szuka mebli głównie online, ograniczając wizyty w salonach stacjonarnych.
- Efekt domina: Problemy gigantów uderzają w lokalnych poddostawców, co widać szczególnie w polskich zagłębiach meblowych, takich jak Kępno czy Radomsko.
Dlaczego nikt nie chciał kupić połowy marki Hammer?
To pytanie, które zadaje sobie wielu analityków. Zarządca komisaryczny przyznał, że dla 44 oddziałów po prostu nie było chętnych. W mojej praktyce obserwatora rynku rzadko zdarza się tak radykalne cięcie. Zwykle inwestorzy walczą o najlepsze kąski, zostawiając jedynie margines nierentownych punktów. Tutaj odrzucono 50% biznesu.
Eksperci branżowi sugerują, że problemem nie jest sam produkt, ale model biznesowy. Duże, wielkopowierzchniowe salony stacjonarne stają się zbyt drogie w utrzymaniu. Dzisiejszy klient chce zobaczyć produkt „na żywo”, ale zamówić go taniej przez telefon, siedząc na starej kanapie, którą właśnie planuje wymienić.

Jak kupować na wyprzedażach z likwidacji, żeby nie stracić?
Wyprzedaże likwidacyjne (Räumungsverkauf) to miecz obosieczny. Z jednej strony mamy szansę na rabaty rzędu 70-80%, z drugiej – musimy być czujni. Oto mój sprawdzony sposób na bezpieczne zakupy w takich okolicznościach:
Zasada ograniczonego zaufania do gwarancji. Pamiętaj, że jeśli sklep zostaje całkowicie zamknięty, dochodzenie roszczeń z tytułu rękojmi może być drogą przez mękę. Zawsze sprawdzaj, czy producent towaru nadal istnieje i czy oferuje własną, niezależną gwarancję.
Sprawdzaj ceny „przed”. Zauważyłem, że w emocjach towarzyszących likwidacji, ludzie przestają porównywać ceny. Zdarza się, że „cena po obniżce” w likwidowanym sklepie jest wyższa niż standardowa cena w Ikei czy polskim Agata Meble. Używaj aplikacji do skanowania kodów kreskowych przed podejściem do kasy.
Transport we własnym zakresie. Upadające firmy często tną koszty logistyki jako pierwsze. Jeśli kupujesz duży narożnik, upewnij się, że dostawa faktycznie zostanie zrealizowana. Najbezpieczniej jest zabrać towar „od ręki”.
Czy to koniec tradycyjnych salonów meblowych?
Moim zdaniem nie, ale czeka nas era „showroomów”. Małe punkty w centrach miast, gdzie dotkniemy tkaniny, połączone z błyskawiczną dostawą z centralnego magazynu. Marki takie jak Hammer, które nie zdążyły się dostosować, płacą dziś najwyższą cenę.
Byłem niedawno w jednym z warszawskich salonów meblowych i zauważyłem, że ekspozycja skurczyła się o połowę, a wolne Miejsce zajęły stanowiska do projektowania online. To kierunek, w którym idzie cały świat, od Berlina po Kraków.
A Ty jak sądzisz? Czy wolisz kupować meble w wielkich halach, gdzie możesz na nich usiąść, czy wygoda zakupów przez internet jest dla Ciebie ważniejsza, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem, że kolor kanapy będzie inny niż na monitorze?



