Zima 2026 roku zaskoczyła nawet najbardziej doświadczonych właścicieli domów. Choć wielu z nas liczyło na powtórkę z poprzednich lat i łagodny luty, mroźny front atmosferyczny brutalnie zweryfikował te plany. Efekt? Ceny pelletu drzewnego gwałtownie skoczyły do najwyższych poziomów od blisko trzech lat, zostawiając z pustymi portfelami tych, którzy zwlekali z zakupami.
W trzecim tygodniu lutego średnia cena tony pelletu luzem przekroczyła barierę 400 euro (czyli ok. 1750–1800 zł), co jest wynikiem nienotowanym od czerwca 2023 roku. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku mniejszych zakupów – pellet w workach kosztuje średnio 417 euro (ok. 1850 zł), czyli aż o 180 zł więcej niż w sylwestrowy wieczór.
Pułapka pustego silosu: Gdzie popełniono błąd?
Wielu kupujących wpadło w klasyczną pułapkę spekulacyjną. Analizując trendy z 2024 i 2025 roku, spodziewano się, że luty przyniesie tradycyjne wyprzedaże przed końcem sezonu. Stało się jednak odwrotnie. Eksperci z branży grzewczej zauważają, że klienci zostali złapani na „lewym boku” – zapasy w przydomowych magazynach kurczyły się szybciej niż zwykle przez niskie temperatury, a konieczność dokupienia opału zbiegła się z okresem największej drożyzny.
Co ciekawe, sytuacja na polskim rynku ma bezpośredni wpływ na to, co dzieje się w całych Europie Środkowej. Polska stała się jednym z najszybciej rosnących rynków dla systemów grzewczych opartych na biomasie. Zauważyłem, że wzmożony popyt nad Wisłą wymusił na niemieckich dostawcach przekierowanie transportów do nas, co jeszcze bardziej wywindowało ceny u naszych zachodnich sąsiadów. Według danych Heizpellet24, rynek jest obecnie ekstremalnie napięty.
Statystyki, które mrożą krew w żyłach
- 73% wzrostu zainteresowania pelletem w workach: Kupujący boją się zamawiać całe ciężarówki (powyżej 6 ton) przy obecnych stawkach, wybierając droższą, ale mniejszą ilość „na przetrwanie”.
- 24 dni oczekiwania: Choć czas dostawy skrócił się o dwa dni w porównaniu do początku lutego, to wciąż niemal miesiąc czekania na realizację zamówienia.
- Próg 400 euro: Magiczna granica cenowa została przebita po raz pierwszy od 32 miesięcy.
Małe zamówienia to teraz nowa norma
W mojej praktyce rzadko widywałem taką ostrożność. Obecnie średnia wielkość zamówienia spadła poniżej 3 ton. Klienci kupują „z ręki do ust”, obserwując barometry cenowe z nadzieją na chociaż najmniejszy zjazd. Jednak przy obecnym bilansie podaży i popytu, szanse na tanie ogrzewanie w marcu są bliskie zeru.

Jak dotrwać do wiosny bez bankructwa?
Jeśli właśnie zaglądasz do swojego silosu i widzisz dno, mam dla Ciebie kilka konkretnych rad, które stosują zawodowi instalatorzy i specjaliści od efektywności energetycznej:
1. Metoda „rozciągania” zapasów: Jeśli to możliwe, przejdź na pellet w workach teraz, zamawiając tylko tyle, by dotrwać do połowy kwietnia. Eksperci przewidują, że dopiero po zakończeniu sezonu grzewczego ceny spadną o co najmniej 15-20%.
2. Optymalizacja spalania: Przy wysokich cenach warto zainwestować kilkaset złotych w serwis palnika. Nawet 5% oszczędności na spalaniu przy obecnej cenie tony zwraca się błyskawicznie.
3. Kupuj lokalnie, unikaj pośredników: W Polsce lokalne tartaki często oferują lepsze warunki niż duże platformy internetowe, które doliczają wysokie marże logistyczne w okresach szczytowego zapotrzebowania.
Czy to dobry moment na zakup?
Nastroje rynkowe są jasne: era taniego pelletu „zima w zimę” odeszła do lamusa. Obecnie gotowość do zakupów spadła niemal do zera – ci, którzy mogli, już się zaopatrzyli. Reszta czeka na kwiecień. Pytanie tylko, czy mróz pozwoli nam czekać tak długo?
A jak wygląda sytuacja w Twojej okolicy? Czy zauważyłeś już braki pelletu w lokalnych składach opałowych, czy może udało Ci się zrobić zapasy po starej cenie?



