Wyobraź sobie, że wały przeciwpowodziowe w Twojej okolicy zaczynają przypominać szwajcarski ser, a lokalne uprawy znikają w oczach. To nie jest scenariusz filmu katastroficznego, ale rzeczywistość, z którą mierzy się północna Francja, gdzie inwazja piżmaków i nutrii osiągnęła krytyczny punkt.
W 2026 roku rusza bezprecedensowa operacja „Coup de poing”, która ma na celu powstrzymanie tych niszczycielskich gatunków przed wiosennym okresem rozrodczym. To ostatni moment, aby uniknąć ekologicznego i ekonomicznego paraliżu regionu. Ale czy te działania wystarczą, gdy liczba wykwalifikowanych łowców drastycznie spada?
Ciche zagrożenie pod powierzchnią wody
Piżmaki i nutrie (gatunki EEE) to nie tylko „dzikie zwierzęta”. To inżynierowie destrukcji, którzy swoimi korytarzami osłabiają infrastrukturę drogową i hydrauliczną. W mojej praktyce dziennikarskiej rzadko spotykam problem, który łączyłby w sobie tak wiele ryzyk jednocześnie.
- Straty rolnicze: Masowe niszczenie upraw w pobliżu cieków wodnych.
- Zagrożenie zdrowotne: Zwierzęta te przenoszą leptospirozę oraz bąblowicę wielojamową (echinokokozę), niebezpieczną zarówno dla ludzi, jak i zwierząt hodowlanych.
- Biodergradacja brzegów: Erozja powodowana przez żerowanie i drążenie nor prowadzi do kosztownych napraw wałów.
Co ciekawe, najnowsze dane z lat 2024-2025 pokazują zaskakujący kontrast. O ile populacja piżmaka od dziewięciu lat wykazuje tendencję spadkową dzięki intensywnym odłowom, o tyle nutria przeżywa prawdziwy boom i zajmuje coraz to nowe terytoria.
Operacja luty-marzec: Wyścig z czasem przed rozrodem
Najskuteczniejszą metodą walki z inwazją jest uderzenie w populację dokładnie teraz. Od 14 lutego do końca marca 2026 roku, lokalne grupy (GDON i GIDON) w Boulonnais, Saint-Omer czy Calaisis mobilizują wszystkich dostępnych operatorów. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ jedna para nutrii może w ciągu roku doczekać się nawet kilkunastu młodych, które błyskawicznie kolonizują sąsiednie rowy melioracyjne.

Być może zastanawiasz się, dlaczego nie można po prostu zostawić tego naturze? W Polsce podobny problem dotyczy m.in. bobrów, ale w przypadku nutrii i piżmaków mamy do czynienia z gatunkami obcymi, które nie mają we Francji naturalnych wrogów zdolnych do regulacji ich liczebności.
Problem, o którym nikt nie mówi: Starzenie się kadr
Statystyki są bezlitosne: średni wiek osób zajmujących się profesjonalnym odłowem rośnie, a młodych chętnych brakuje. Eksperci z FREDON Hauts-de-France zauważają, że bez nowej krwi cały system ochrony przed gryzoniami może się załamać w ciągu kilku lat.
Warto dodać, że za każde schwytane zwierzę przewidziana jest premia w wysokości 2,50 €, z czego 0,50 € pokrywa Region. To rozwiązanie ma motywować lokalnych mieszkańców do wsparcia działań profesjonalistów. W przeliczeniu na polskie warunki, przy masowej skali, jest to realny zastrzyk gotówki, choć wymagający ogromnego trudu i specjalistycznego sprzętu.
Co możesz zrobić, jeśli zauważysz te zwierzęta?
Zamiast działać na własną rękę, specjaliści zalecają następujące kroki:
- Nigdy nie dokarmiaj dzikich gryzoni wodnych – to tylko przyspiesza ich ekspansję.
- Zgłaszaj uszkodzenia brzegów lub wałów lokalnym służbom wodnym (wateringues).
- Jeśli mieszkasz w regionie przywodnym, zadbaj o zabezpieczenie swoich upraw siatkami o drobnych oczkach.
Zmieniający się klimat i coraz częstsze powodzie paradoksalnie pomagają gryzoniom, przemieszczając je na obszary, gdzie nikt ich nie kontroluje. To dynamiczna walka, w której człowiek wciąż próbuje odzyskać przewagę nad naturą, którą sam kiedyś zdestabilizował, sprowadzając te gatunki.
A jak jest w Twojej okolicy? Czy zauważyłeś ostatnio zwiększoną szkodową działalność zwierząt w pobliżu zbiorników wodnych?



