Marzysz o idealnie soczystym karkówce lub chrupiących warzywach z ognia, ale wizja rozstawiania ciężkiego sprzętu i walki z dymem na balkonie skutecznie Cię zniechęca? Nie jesteś sam. Według ostatnich badań rynkowych, aż 64% Polaków mieszkających w miastach rezygnuje z grillowania ze względu na brak miejsca lub skomplikowaną obsługę tradycyjnych urządzeń.
Na szczęście rok 2026 przynosi rozwiązanie, które zmienia zasady gry w naszych kuchniach i na tarasach. Japońska marka LOGOS właśnie zaprezentowała urządzenie, które udowadnia, że litr zwykłej wody kranowej może być kluczem do bezpiecznego i czystego grillowania bezpośrednio na Twoim stole.
Chłodzenie wodne w grillu? To nie gadżet, to fizyka
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o „wodnym grillu stołowym”, byłem sceptyczny. W mojej praktyce testowania akcesoriów outdoorowych widziałem już wiele nowinek, ale ta konstrukcja jest genialna w swojej prostocie. Centralnym punktem LOGOS Tabletop Water Grill jest specjalna komora, do której wlewamy wodę.
Zauważyłem, że takie rozwiązanie eliminuje dwa największe problemy stołowego grillowania:
- Bezpieczeństwo blatu: Woda działa jak izolator termiczny, dzięki czemu spód urządzenia pozostaje chłodny, nawet gdy nad nim żarzy się węgiel.
- Stabilność temperatury: Wilgoć delikatnie paruje, co zapobiega wysuszaniu potraw, dając efekt zbliżony do profesjonalnych pieców konwekcyjno-parowych.
Koniec z walką z dymiarką – japoński minimalizm w praktyce
W Polsce sezon grillowy kojarzy się z chmurami dymu i walką o rozpalenie brykietu. Tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Urządzenie ma zaledwie 17,5 cm średnicy, co sprawia, że zajmuje mniej miejsca niż talerz obiadowy. Co jednak z energią?

Zamiast wielkiego worka węgla, profesjonaliści polecają dedykowane wkłady z łupin orzecha kokosowego (np. Eco-Coco Logos). Są one ekologiczne i co najważniejsze – gotowe do pracy w kilka minut. W Japonii to standard, w Polsce – rosnący trend wśród świadomych konsumentów, którzy cenią sobie brak chemicznych zapachów podpałki w jedzeniu.
Trzy powody, dla których warto postawić go na stole:
- Promieniowanie podczerwone (IR): Mimo małych rozmiarów, konstrukcja skupia ciepło tak, by mięso ścinało się błyskawicznie, zamykając soki w środku.
- Waga piórkowa: Całość waży zaledwie 670 gramów. Możesz go wrzucić do plecaka i zabrać na piknik nad Wisłą czy do Parku Śląskiego.
- Cena vs jakość: Przy koszcie około 130-150 zł (w przeliczeniu z 4,980 jenów), otrzymujemy sprzęt ze stali nierdzewnej, który przetrwa lata, a nie jeden sezon jak marketowe „jednorazówki”.
Jak to wygląda w codziennym użytkowaniu?
Przygotowanie zestawu zajmuje mniej czasu niż zaparzenie dobrej kawy. Wlewasz wodę, kładziesz palenisko, odpalasz wkład i nakładasz ruszt. Po kolacji? To tutaj dzieje się magia. Dzięki prostej, modułowej budowie, czyszczenie ogranicza się do opłukania kilku elementów. Zapomnij o szorowaniu wielkiego, tłustego rusztu w wannie.
Ale jest jeden niuans: Wiele osób popełnia błąd, zapominając o uzupełnianiu wody przy bardzo długich sesjach grillowania. To właśnie ten „bezpiecznik” sprawia, że Twoje meble ogrodowe są chronione przed wysoką temperaturą.
Werdykt: Czy to koniec ery wielkich grillów?
Oczywiście, jeśli planujesz nakarmić całe wesele, ten sprzęt nie zastąpi wielkiej lokomotywy na węgiel. Jednak dla pary, singla czy małej grupy przyjaciół, to najbardziej sensowny zakup 2026 roku. Pozwala cieszyć się autentycznym smakiem charcoal-grilled bez wychodzenia z domu i bez gniewnych spojrzeń sąsiadów z powodu dymu.
A Ty, co najchętniej rzuciłbyś na taki mini-ruszt: tradycyjny polski oscypek z żurawiną czy może japońskie szaszłyki yakitori?



