Dlaczego serwisy AGD w Polsce mają teraz pełne ręce roboty przez pogodę

Dlaczego serwisy AGD w Polsce mają teraz pełne ręce roboty przez pogodę

Wracasz do domu po burzy, próbujesz włączyć telewizor i… cisza. Brzmi znajomo? W ostatnim czasie serwisy naprawcze przeżywają prawdziwe oblężenie, a terminy wizyt techników wydłużyły się dwukrotnie. Okazuje się, że to nie przypadek, a efekt serii zjawisk atmosferycznych, które uderzają w czułe punkty naszej domowej elektroniki.

Gdy piorun uderza w Twój portfel

Ostatnie tygodnie to dla wielu mieszkańców czas walki ze skutkami gwałtownych wyładowań i skoków napięcia. Według danych z rynku ubezpieczeń, liczba zgłoszeń dotyczących uszkodzeń sprzętu elektronicznego po burzach wzrosła w tym sezonie o blisko 40%. Najbardziej cierpią urządzenia, które mamy w zwyczaju trzymać wpięte do gniazdek 24 godziny na dobę.

Lodówki, płyty indukcyjne i routery to pierwsza linia frontu. Jak zauważają eksperci z wieloletnim stażem, nowoczesna elektronika jest znacznie bardziej wrażliwa na anomalie sieciowe niż stare sprzęty sprzed dwóch dekad. Wystarczy ułamek sekundy, by moduł sterujący w Twojej pralce zamienił się w bezużyteczny kawałek plastiku.

Kolejki w serwisach: dlaczego musisz czekać?

Zazwyczaj na wizytę fachowca od „białego montażu” czekaliśmy w Polsce od 24 do 72 godzin. Obecnie, w okresach po intensywnych burzach, standardem stało się pięć dni oczekiwania samo na przygotowanie kosztorysu. Ale to nie jedyny problem.

  • Braki w magazynach: Od czasu pandemii i zawirowań geopolitycznych, łańcuchy dostaw części zamiennych wciąż nie wróciły do normy.
  • Presja ubezpieczycieli: Napływ wniosków o odszkodowania sprawia, że serwisy są zasypywane dokumentacją, co spowalnia sam proces fizycznej naprawy.
  • Specjalizacja: Naprawa nowoczesnego telewizora OLED czy zaawansowanego systemu audio wymaga precyzji, na którą przy obecnym zagęszczeniu zleceń brakuje rąk do pracy.

Ciekawe jest to, że 73% awarii wywołanych przepięciami dotyczy urządzeń, które teoretycznie były „wyłączone”, ale wciąż podpięte do sieci. To pokazuje, jak złudne jest poczucie bezpieczeństwa, gdy tylko wygasimy ekran pilotem.

Dlaczego serwisy AGD w Polsce mają teraz pełne ręce roboty przez pogodę - image 1

Jak uratować sprzęt, zanim będzie za późno?

W mojej praktyce często spotykam się z pytaniem: „Przecież mam listwę antyprzepięciową, dlaczego to nie zadziałało?”. Odpowiedź jest prosta – tania listwa z marketu za 30 zł to często tylko przedłużacz z bezpiecznikiem, który nie ochroni przed bezpośrednim uderzeniem pioruna w sieć.

Oto co możesz zrobić już dziś:

1. Zasada fizycznego odłączenia: Jeśli słyszysz grzmoty, wyciągnij wtyczki z gniazdek. To jedyna stuprocentowa metoda ochrony.

2. Inwestycja w ochronniki typu 3: Warto zamontować w rozdzielnicy domowej profesjonalne ograniczniki przepięć. Koszt to ułamek ceny nowej lodówki.

3. Sprawdź polisę ubezpieczeniową: Upewnij się, że Twoje ubezpieczenie mieszkania obejmuje „przepięcia” (overvoltage), a nie tylko „bezpośrednie uderzenie pioruna”. To kluczowa różnica prawna.

Być może zaskoczy Cię fakt, że w Polsce coraz więcej osób decyduje się na zakup inteligentnych gniazdek z funkcją monitorowania napięcia, które potrafią automatycznie odciąć dopływ prądu, gdy parametry sieci stają się niebezpieczne.

Co dalej z naprawami?

Sytuacja w punktach takich jak lokalne serwisy w dużych miastach pokazuje, że musimy przywyknąć do sezonowości awarii. Ceny części zamiennych w 2024 roku wzrosły średnio o 15% w porównaniu do ubiegłego roku, co sprawia, że coraz częściej stoimy przed dylematem: naprawiać czy kupić nowe?

Pamiętajmy też o aspekcie ekologicznym. Każda naprawiona płyta główna w pralce to mniej elektrośmieci na wysypisku. Warto więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać te kilka dni na technika, zamiast od razu biec do elektromarketu po kolejny kredyt.

A czy Ty pamiętasz o odłączaniu urządzeń z gniazdka podczas burzy, czy ufasz swoim zabezpieczeniom w ścianach?

Przewijanie do góry