Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego niektóre firmy rodzinne zmieniają się w giganty, podczas gdy inne znikają z rynku po kilku latach? Często szukamy przyczyny w agresywnym marketingu lub cięciu kosztów, ale historia Denny’ego Ellensa, który niedawno nas opuścił, pokazuje zupełnie inny kierunek. To opowieść o tym, jak mała lodziarnia zatrudniająca 30 osób stała się potęgą Midwestu, dbając o detale, o których inni zapominają.
Od lokalnej mleczarni do 300 pracowników
Kiedy w 2003 roku Denny Ellens przejmował Hudsonville Ice Cream od rodziny Hoezee, firma była szanowaną, ale lokalną marką z Michigan. Jej zasięg kończył się niemal na granicy stanu. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej: Hudsonville to drugi największy producent lodów familijnych w regionie Wielkich Jezior, a ich produkty znajdziemy w lodówkach od Tennessee po Nowy Jork.
Warto zwrócić uwagę na liczby, które robią wrażenie na analitykach. W ciągu 20 lat zatrudnienie w firmie wzrosło dziesięciokrotnie – z 30 do 300 osób. Co ciekawe, największy skok nastąpił po 2017 roku, kiedy firma zaczęła ekspansję na Indianę i Illinois. Nawet podczas pandemii w 2020 roku, gdy wiele biznesów drżało o przyszłość, Hudsonville notowało rekordowe wzrosty sprzedaży.
Sekret tkwi w ogrzewanej kabinie
W branży logistycznej rotacja pracowników w mroźniach to prawdziwa zmora. Wyobraźcie sobie pracę w temperaturze -20 stopni Celsjusza przez osiem godzin dziennie. Wiele firm uznaje dużą fluktuację kadr w takich warunkach za „koszt wpisany w biznes”. Denny Ellens miał jednak inne podejście.
Zamiast szukać nowych pracowników co miesiąc, zainwestował w wózki widłowe z… w pełni zamkniętymi, ogrzewanymi kabinami. Efekt? Dział mroźni stał się jednym z działów o najniższej rotacji w całej firmie. To klasyczny przykład „Specific Utility” – konkretnego rozwiązania, które rozwiązuje realny ludzki problem, zamiast tylko o tym mówić.
- Inwestycja w komfort: Ogrzewane kabiny zamiast ciągłej rekrutacji.
- Kultura ryzyka: Ellens zachęcał do testowania nowych smaków, nawet jeśli wydawały się szalone.
- Lojalność ponad liczby: „Nie bierzemy nowych zleceń, jeśli mają ucierpieć nasi obecni klienci” – to była zasada numer jeden.
Jak lody podbiły Amerykę w 2025 roku
Współczesny rynek w 2025 roku wymaga czegoś więcej niż tylko „dobrego produktu”. Hudsonville postawiło na strategiczne partnerstwa. Współpraca z McKee Foods (właścicielami kultowych ciastek Little Debbie) sprawiła, że lody produkowane przez Hudsonville trafiły na półki gigantów takich jak Kroger czy Walmart w całym kraju.
Niedawno, bo w lipcu 2025 roku, firma otrzymała grant w wysokości 700 000 dolarów na wsparcie ogromnej inwestycji o wartości 40 milionów dolarów. Środki te zostaną przeznaczone na rozbudowę kwatery głównej, nową mroźnię i – co najbardziej fascynujące – nowoczesne laboratorium testowe i kuchnię pilotażową.
Metoda „segregacji zdjęć” – nietypowe hobby szefa
Wiele osób mówi o „zarządzaniu przez relacje”, ale Ellens traktował to dosłownie. Jak wspominają jego bliscy współpracownicy, Denny miał nietypowe przyzwyczajenie. Przy każdym nowym pracowniku drukował jego zdjęcie wraz z krótką notatką biograficzną i wpinał do specjalnego segregatora.
Często przeglądał te strony, by przypomnieć sobie, skąd pochodzą jego ludzie, jakie mają rodziny i co ich pasjonuje. Kiedy przechodził przez halę produkcyjną, nie był „Panem Prezesem”, ale kimś, kto wiedział, że Twój syn właśnie zaczął studia albo że niedawno kupiłeś dom. W dobie cyfrowej anonimowości takie podejście to prawdziwy ewenement.
Praktyczna lekcja dla każdego z nas:
Niezależnie od tego, czy prowadzisz mały zespół w Polsce, czy zarządzasz dużą firmą, lekcja od Hudsonville jest prosta: zautomatyzuj to, co trudne, ale spersonalizuj to, co ludzkie. Zamiast owocowych czwartków, zastanów się, co realnie utrudnia życie Twoim współpracownikom (jak te mroźne kabiny) i rozwiąż ten jeden, konkretny problem.
Hudsonville udowodniło, że można być potęgą finansową, nie tracąc przy tym lokalnego serca. Denny Ellens zostawił po sobie firmę, która nie tylko produkuje miliony galonów lodów, ale przede wszystkim miejsce, w którym ludzie chcą pracować.
A Ty, co cenisz najbardziej u swojego pracodawcy? Czy konkretne ułatwienia w codziennej pracy mają dla Ciebie większe znaczenie niż prestiż marki? Daj znać w komentarzach!



