Wyobraź sobie, że w środku mroźnej nocy Twój piec nagle przestaje pracować, a zbiornik na opał świeci pustkami. Dzwonisz do zaufanego dostawcy, u którego kupujesz od lat, a on ze spokojem odpowiada: „Towaru brak”. Wydaje się to logiczne, dopóki godzinę później nie widzisz jego ogłoszenia w sieci, gdzie ten sam pellet jest dostępny od ręki, ale… o tysiąc złotych droższy. W takiej właśnie sytuacji znalazła się pani Izabela, a jej historia rzuca nowe światło na to, co dzieje się obecnie na polskim rynku opału.
To, co spotkało panią Izabelę, nie jest odosobnionym przypadkiem. Wiele osób ogrzewających domy biomasą czuje się dziś oszukanych przez mechanizmy, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak celowa manipulacja cenami. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z „ukrywaniem” towaru, by wycisnąć z portfeli Polaków ostatni grosz?
„Brak towaru” kontra nowe ogłoszenia w sieci
Pani Izabela wraz z mężem od lat stawiają na ekologię. Ich kocioł na biomasę sprawdzał się świetnie, aż do nadejścia fali rekordowych mrozów w 2025 roku. Gdy zapas opału zaczął topnieć w oczach, małżeństwo zadzwoniło do swojego stałego dostawcy. Cena u niego zawsze oscylowała wokół 1450 zł za tonę. Tym razem usłyszeli jednak, że magazyn jest pusty i należy czekać na dostawę.
Intuicja podpowiedziała kobiecie, by sprawdzić ofertę konkurencji. Ku jej zaskoczeniu, następnego dnia natrafiła na ogłoszenie… tego samego sprzedawcy. Cena zwalała z nóg: 2450 zł za tonę. Pellet, który rzekomo „nie dojechał”, nagle znalazł się na stanie, ale w cenie o 1000 zł wyższej. Jak to możliwe? W świecie handlu nazywa się to „maksymalizacją marży w szczycie popytu”, ale dla klienta, który ma w domu 15 stopni Celsjusza, to po prostu cios poniżej pasa.
Dlaczego ceny pelletu w 2025 roku tak drastycznie skoczyły?
Choć historia pani Izabeli sugeruje nieuczciwość, eksperci wskazują na głębsze, systemowe problemy. Według najnowszych danych rynkowych, aż 65% polskich składów opału boryka się z realnymi przerwami w dostawach. Przyczyny są trzy:
- Deficyt trocin: Przez zastój w branży meblarskiej i trudne warunki w lasach, producenci nie mają z czego tłoczyć granulatu.
- Blokada importu: Zaostrzone kontrole jakości sprawiły, że tańszy pellet ze Wschodu praktycznie przestał płynąć do Polski.
- Szczyt sezonowy: Polacy, nauczni doświadczeniem z poprzednich lat, rzucili się do zakupów w tym samym momencie – gdy tylko termometry pokazały -15 stopni.
Warto zauważyć, że sytuacja w Polsce jest specyficzna. W Niemczech czy Czechach ceny stabilizują się szybciej ze względu na większe rezerwy strategiczne biomasy, których u nas wciąż brakuje. To sprawia, że nasi lokalni dystrybutorzy reagują na każdą zmianę pogody nerwowymi podwyżkami.
Czy 5000 zł za tonę to rzeczywistość? Balon spekulacyjny i mity
W sieci często można spotkać nagłówki o „pellecie za 5 tysięcy złotych”. Z mojego doświadczenia wynika, że to klasyczny mechanizm „zaporowy”. Jeśli widzisz na portalu aukcyjnym absurdalnie wysoką cenę, najprawdopodobniej sprzedawca nie ma towaru i nie chce płacić za wystawienie ogłoszenia od nowa po dostawie. Zamiast usuwać ofertę, podnosi cenę tak wysoko, by nikt jej nie kliknął. To nie spekulacja, to lenistwo techniczne handlarzy.
Niemniej jednak, realne ceny rzędu 2000–2500 zł stają się nową normą w krytycznych tygodniach zimy. Dla wielu rodzin to koszt nie do udźwignięcia, zwłaszcza gdy kocioł na biomasę nie pozwala na spalanie niczego innego poza granulatem.
Jak nie przepłacać? Triki, o których sprzedawcy nie mówią
Zanim zdecydujesz się na zakup tony pelletu w najwyższej cenie, sprawdź te trzy sprawdzone metody, które stosują najbardziej zaradni właściciele domów:
- Zakupy „na spółkę”: Negocjacja ceny przy zamówieniu 24 ton (cały tir) prosto z fabryki pozwala obniżyć koszt o nawet 15-20%. Skrzyknij się z sąsiadami.
- Mieszanie frakcji: Niektóre kotły nowszej generacji radzą sobie z domieszką pelletu agro (np. ze słomy), który jest o połowę tańszy. Wymaga to jednak zmiany ustawień nadmuchu.
- Zakupy w marcu: Historycznie to właśnie w marcu ceny notują największe spadki. Jeśli masz zapas na dwa tygodnie – poczekaj. Zaoszczędzisz nawet 400 zł na tonie.
Pamiętaj też, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) stale monitoruje sygnały o zmowach cenowych. Jeśli widzisz, że wszyscy sprzedawcy w Twojej gminie podnieśli ceny o identyczną kwotę tego samego dnia – warto zgłosić taką obserwację.
Co dalej z ogrzewaniem biomasą?
Zima 2025 pokazuje wyraźnie: zaufanie do pelletu jako „taniej stabilnej alternatywy” zostało mocno nadszarpnięte. Wiele osób, podobnie jak pani Izabela, zaczyna rozważać montaż pompy ciepła lub klimatyzacji z funkcją grzania, aby mieć jakikolwiek „plan B”.
A jak wygląda sytuacja u Was? Czy zauważyliście, że Wasi stali dostawcy również zaczęli „kręcić” z dostępnością towaru, gdy tylko chwycił mróz? Czekamy na Wasze historie w komentarzach.



