Znasz to uczucie, gdy po nocnej śnieżycy otwierasz drzwi i widzisz podjazd, który bardziej przypomina pas startowy na Grenlandii niż Twoje podwórko? W Polsce co roku ponad 40% właścicieli domów skarży się na bóle kręgosłupa po odśnieżaniu, a tradycyjna łopata staje się wrogiem numer jeden. Zamiast jednak inwestować w wielką odśnieżarkę spalinową, która zajmuje pół garażu, przetestowałem gadżet, który stał się absolutnym hitem sezonu 2025.
Mowa o bezprzewodowej łopacie elektrycznej Worx WG460. Przez ostatnie tygodnie sprawdzałem ją w warunkach, które zmusiłyby tradycyjny sprzęt do kapitulacji. Teraz już rozumiem, dlaczego znalezienie jej w takich sklepach jak Leroy Merlin czy Castorama graniczy z cudem.
Małe urządzenie o potężnym zasięgu
Na pierwszy rzut oka Worx WG460 wygląda niepozornie – waży nieco ponad 7,5 kg, co sprawia, że jest znacznie lżejsza od najmniejszych odśnieżarek. Ale nie daj się zwieść tej lekkości. To urządzenie potrafi wyrzucić śnieg na odległość nawet 7,5 metra.
Co mnie najbardziej zaskoczyło? Według danych rynkowych z przełomu 2024 i 2025 roku, popularność kompaktowych urządzeń akumulatorowych w Polsce wzrosła o 35%. Ludzie mają dość spalin i plączących się kabli. Worx idealnie wpisuje się w ten trend, oferując moc 40V generowaną przez dwa akumulatory 20V.
Co sprawia, że ten model wygrywa z konkurencją?
- Ruchome łopatki kierunkowe: To funkcja, której brakowało mi w innych modelach. Możesz precyzyjnie ustawić, czy śnieg ma lecieć w lewo, czy w prawo.
- Cisza, której nie znają sąsiedzi: Włączyłem ją o 6:00 rano i nikt nie wyjrzał przez okno z pretensjami. Silnik pracuje z delikatnym szumem, który jest o połowę cichszy niż w przypadku urządzeń spalinowych.
- Intuicyjna obsługa: Duży spust i ergonomiczna rączka pozwalają na pracę nawet w grubych, skórzanych rękawicach bez utraty kontroli.
Czy naprawdę radzi sobie z grubą warstwą śniegu?
Wielu ekspertów z branży ogrodniczej zauważa, że większość „elektrycznych łopat” poddaje się przy mokrym śniegu. W moich testach Worx poradził sobie z warstwą o grubości 15 cm. Przy wyższym ustawieniu mocy śnieg był wyrzucany z impetem, choć muszę przyznać – im cięższy i bardziej mokry puch, tym bardziej trzeba uważać na kierunek wyrzutu, by nie zasypać już odśnieżonej części.

Wskazówka od profesjonalisty: Jeśli odśnieżasz szeroki podjazd, zacznij od punktu położonego najdalej od miejsca, gdzie chcesz składować śnieg. Dzięki temu unikniesz przesuwania tej samej warstwy dwa razy. Przy okazji warto wiedzieć, że akumulatory z tego urządzenia pasują do innych narzędzi marki Worx – wiertarek czy kluczy udarowych. To realna oszczędność rzędu 400-600 zł na samym systemie zasilania.
Druga strona medalu: Gdzie tkwi haczyk?
Mimo zachwytów, zauważyłem jeden mankament. Choć konstrukcja jest solidna, łączenie trzonka z głowicą wydaje się być nieco zbyt elastyczne przy napotkaniu na twardą bryłę lodu. Nie pękło, ale czuć było lekkie „pływanie” materiału.
Jednak największym problemem jest dostępność. Cena rynkowa oscyluje w granicach 1000-1300 zł (zależnie od promocji i zestawu baterii), co przy jej możliwościach sprawia, że znika z półek w momentach największych mrozów.
Dlaczego warto na nią polować?
Jeśli Twój teren to głównie taras, krótkie ścieżki lub podjazd na dwa auta, tradycyjna odśnieżarka będzie dla Ciebie utrapieniem – jest ciężka i wymaga serwisu. Worx WG460 wypełnia lukę między męczącą łopatą ręczną a profesjonalnym sprzętem dla firm komunalnych.
W dobie zmieniającego się klimatu, gdzie ataki zimy są rzadsze, ale bardziej gwałtowne, taki sprzęt staje się polisą ubezpieczeniową dla naszych pleców. W moim przypadku odśnieżanie, które wcześniej zajmowało 40 minut, skróciło się do zaledwie 12.
A jak to wygląda u Was? Wolicie szybki trening z tradycyjną łopatą, czy kuszą Was takie nowoczesne ułatwienia? Dajcie znać w komentarzach!



