Kiedy w czerwcu 2025 roku z mapy dzielnicy Katsushika zniknął „Ikinari Steak”, wielu mieszkańców Kameari zastanawiało się, co wypełni tę lukę. Puste miejsce przy obwodnicy nr 7 nie stało jednak długo bezpańskie. Już w maju 2026 roku pod adresem 3-43-4 Kameari zapach grillowanej wołowiny ustąpi miejsca aromacie, który dla wielu Japończyków jest synonimem kulinarnego domu: fermentowanej pasty miso.
Otwarcie restauracji Menba Tadokoro Shoten to nie jest kolejna zwykła premiera lokalu z ramenem. To zmiana warty w lokalnym krajobrazie gastronomicznym, która pokazuje, że mimo globalnej ekspansji sushi, to właśnie ramen oparty na regionalnych recepturach staje się nowym „czarnym koniem” rynku wartego miliardy jenów.
Trzy rodzaje miso, o których prawdopodobnie nie wiedziałeś
Większość z nas kojarzy miso jako jednolitą, słoną pastę. To błąd, który eksperci kulinarni starają się prostować od lat. Badania rynku przeprowadzone w 2024 roku wykazują, że ponad 65% konsumentów szuka obecnie „doświadczeń regionalnych” w obrębie tradycyjnych potraw. Tadokoro Shoten buduje na tym swoją potęgę, rezygnując z innych rodzajów wywarów na rzecz absolutnej specjalizacji.
W nowym lokalu w Kameari nie dostaniesz shoyu ani shio ramenu. Karta skupia się wyłącznie na miso, oferując wariacje z różnych zakątków Japonii:
- Miso z Hokkaido: Mocne, słone i rozgrzewające – idealne na chłodniejsze wieczory.
- Miso z Kyushu: Nieco słodsze, o delikatniejszym profilu, popularne na południu kraju.
- Miso z Shinshu lub Ise: Zbalansowane propozycje, które pokazują różnorodność fermentacji soi.
Co ciekawe, naukowcy z japońskich instytutów żywności podkreślają, że naturalnie fermentowane miso zawiera enzymy wspomagające trawienie, co sprawia, że ten rodzaj ramenu jest postrzegany jako „zdrowsza” alternatywa dla ciężkich wywarów na bazie tłuszczu wieprzowego (tonkotsu).

Sekret tkwi w plastrze mięsa (i ogniu)
Wielu smakoszy w Polsce przyzwyczaiło się do klasycznego chashu – gotowanego boczku. Jednak w Tadokoro Shoten stosuje się technikę, która przyciąga rzesze fanów: Aburi Chashu. To pieczone plastry mięsa, które są marynowane w specjalnej mieszance miso, a następnie grillowane bezpośrednio nad ogniem tuż przed podaniem.
To właśnie ten dymny aromat w połączeniu z intensywnością Hokkaido Miso stał się wizytówką sieci. Warto zauważyć, że trend personalizacji dań osiągnął w 2025 roku w Japonii rekordowy poziom – klienci chcą wiedzieć nie tylko co jedzą, ale z jakiego konkretnie regionu pochodzi główny składnik ich zupy.
Lokalny kontekst: Co to oznacza dla Kameari?
Z punktu widzenia mieszkańca dzielnicy, zmiana z sieciówki serwującej steki na specjalistyczny ramen to sygnał ekonomiczny. Rynek „comfort food” w Japonii rośnie stabilnie o około 3% rocznie, podczas gdy zachodnie koncepty typu „steakhouse” przechodzą w tej chwili lekką stagnację.
Dla nas, obserwatorów trendów (także w Europie czy Polsce), to lekcja: specjalizacja wygrywa z ogólnym menu. Tak jak w Warszawie czy Krakowie szukamy autentycznych pizzerii neapolitańskich, tak w Tokio walka toczy się o to, czyja pasta miso jest bardziej „pierwotna”.
Praktyczna wskazówka dla spragnionych nowości
Jeśli planujesz wizytę w Kameari po majowym otwarciu, mam dla Ciebie jeden life-hack: nie zamawiaj najdroższego dania na start. Zacznij od podstawowego Hokkaido Miso, aby poczuć czysty profil bazy. Dopiero przy drugiej wizycie sprawdź wersję z Kyushu – różnica w poziomie słodyczy potrafi zszokować kogoś, kto uważał, że „każdy ramen smakuje tak samo”.
Czy uważacie, że restauracje skupiające się tylko na jednym składniku (jak miso w tym przypadku) mają większą szansę na przetrwanie niż te z menu na dziesięć stron? Czekamy na Wasze opinie w komentarzach!



