Wyobraź sobie sobotni poranek: góra białych ubrań, kolorowe T-shirty dzieci i delikatna jedwabna bluzka, która nie może czekać. W tradycyjnych warunkach to trzy oddzielne cykle i niemal cały dzień spędzony w łazience. W 2025 roku statystyczny Polak spędza na obowiązkach domowych aż 15 godzin tygodniowo, z czego pranie i suszenie zajmuje lwią część tego czasu.
Rozwiązanie, które jeszcze niedawno wydawało się futurystycznym gadżetem, właśnie trafiło na rynek i wywraca do góry nogami nasze myślenie o oszczędnościach. Mowa o Candy Multiwash MQD 410CBL9-47 – pierwszej pralce, która posiada nie jeden, a trzy niezależne bębny. Czy to tylko designerski popis, czy realna pomoc w domowym budżecie?
Trzy urządzenia w jednej obudowie: Jak to działa w praktyce?
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten model, pomyślałem: „Kto ma na to miejsce?”. Jednak paradoksalnie, Candy Multiwash zajmuje niemal tyle samo przestrzeni, co standardowa pralka, oferując przy tym unikalną architekturę. Główny bęben obsługuje duże wsady, podczas gdy dwa mniejsze bębny górne pozwalają na jednoczesne pranie ubrań sportowych czy bielizny w zupełnie innych parametrach.
W moich testach i analizach rynkowych zauważyłem, że takie podejście rozwiązuje odwieczny dylemat: „Czekać, aż uzbiera się pełny bęben czarnych rzeczy, czy prać trzy pary skarpet na półpustym programie?”. Tutaj po prostu wrzucasz je do małego modułu. Według danych z rynku AGD, używanie mniejszych dedykowanych bębnów może obniżyć zużycie wody o blisko 30% w porównaniu do uruchamiania dużej pralki z minimalnym załadunkiem.
Zalety, które robią różnicę:
- Ekstremalnie niskie zużycie zasobów: Model ten wygrywa w rankingach efektywności energetycznej, co przy obecnych cenach prądu w Polsce jest kluczowe.
- Cisza, której nie znasz: Dzięki nowej konstrukcji silników inwerterowych, pralka pracuje niemal bezszelestnie, co docenią właściciele mieszkań z aneksem kuchennym.
- Innowacja z sensem: To nie jest kolejna funkcja Wi-Fi, której nikt nie używa. To realna oszczędność czasu.
Pułapki, o których nie przeczytasz w ulotce
Ale uwaga, nie wszystko jest idealne. W mojej praktyce zauważyłem, że Candy Multiwash ma specyficzny mankament: programy prania są wyjątkowo krótkie. Choć brzmi to jak zaleta, profesjonalne testy laboratoryjne pokazują, że przy bardzo trudnych plamach brakuje tych dodatkowych 10-15 minut namaczania, by osiągnąć perfekcyjną czystość.

Byłbym też nieszczery, nie wspominając o instalacji. Ze względu na trzy oddzielne systemy dopływu i mechanizmy, proces podłączenia jest bardziej skomplikowany niż w przypadku zwykłego „automatu”. Warto zainwestować w fachowca, zamiast próbować robić to samemu przy kawie.
Alternatywa dla tradycjonalistów: LG VX F14X76BSTA
Jeśli trzy bębny to dla Ciebie zbyt duża rewolucja, rynek ma innego faworyta. LG VX F14X76BSTA to obecnie drugi najlepszy model pod względem stosunku jakości do ceny. Co go wyróżnia? Panel sterowania wkomponowany w pokrętło – rozwiązanie tak intuicyjne, że instrukcję można od razu oddać na makulaturę.
LG wygrywa w kategorii „płukanie”. Ostatnie badania konsumenckie wskazują, że coraz więcej osób w Polsce cierpi na alergie skórne wywołane pozostałościami detergentów. Ten model radzi sobie z usuwaniem resztek proszku niemal wzorcowo, choć musisz się liczyć z tym, że jego bęben (mimo deklaracji o 11 kg) wydaje się nieco ciasny przy praniu grubej kołdry.
Jak wybrać i nie przepłacić?
W 2025 roku cena 899 euro (ok. 3900 PLN) za Candy Multiwash stawia go w segmencie premium, ale jeśli podliczymy czas i oszczędną eksploatację trzech obiegów, inwestycja zwraca się szybciej niż myślisz. Oto mój osobisty trik zakupowy: szukaj modeli z wysokim indeksem naprawialności. W dobie „planowanego postarzania produktów”, możliwość taniej wymiany łożysk czy grzałki jest warta więcej niż 10-letnia gwarancja na papierze.
A Ty jak podchodzisz do segregacji prania? Wolisz tradycyjne podejście i cierpliwe czekanie na wolny bęben, czy kusi Cię możliwość wyprania wszystkiego naraz w trzech różnych temperaturach?



