Zamykane, ciężkie szafki wiszące, które dominowały w naszych domach przez dekady, powoli odchodzą do lamusa. Choć wydają się praktyczne, w rzeczywistości często przytłaczają wnętrze i stają się magazynem zapomnianych przedmiotów. Obecnie w projektowaniu wnętrz następuje przełom, który idealnie ilustruje kuchnia Rocío Marengo i Eduardo Forta – para postawiła na otwarte regały, zmieniając definicję nowoczesnego domu.
Nowa era w sercu domu: szafki to już przeszłość?
Kiedyś kuchnia miała być tylko miejscem pracy, ukrytym przed wzrokiem gości. Dzisiaj to centrum życia towarzyskiego. Zauważyłem, że w Polsce ten trend zyskuje na sile szczególnie w nowym budownictwie w Warszawie czy Krakowie, gdzie przestrzeń dzienna jest połączona z aneksem. Rezygnacja z pełnej zabudowy górnej to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim psychologii przestrzeni.
Według ostatnich danych z rynku wnętrzarskiego na rok 2025, aż 64% projektantów wskazuje na „lekkość wizualną” jako główny priorytet klientów. Ciężkie fronty szafek zastępujemy subtelnymi półkami z drewna, metalu lub materiałów lakierowanych. W domu Marengo i Forta to rozwiązanie pozwoliło na wyeksponowanie stylowej ceramiki i szklanych słoików, które same w sobie stały się elementem dekoracyjnym.
Trzy powody, dla których otwarte regały wygrywają z klasyką
W mojej praktyce często spotykam się z obawą: „A co z kurzem?”. To naturalne pytanie, ale warto spojrzeć na drugą stronę medalu. Co zyskujemy, decydując się na ten krok?
- Optyczne powiększenie metrażu: Usunięcie szafek „otwiera” ścianę, pozwalając jej oddychać. W małych polskich mieszkaniach to sprawdzony sposób, by kuchnia przestała przypominać ciasne pudełko.
- Naturalne doświetlenie: Brak masywnych bloków sprawia, że światło z okien rozchodzi się swobodniej, docierając do każdego zakamarka blatu.
- Wymuszony minimalizm: To paradoksalna zaleta. Widząc swoje rzeczy, rzadziej kupujemy niepotrzebne gadżety, które tylko zagracają przestrzeń.
Skąd wzięła się ta moda?
Trend ten wywodzi się z surowego stylu skandynawskiego i loftowego designu przemysłowego. Jednak to media społecznościowe, takie jak Instagram i Pinterest, zmieniły go w masowy fenomen. Badania sugerują, że w 2026 roku kuchnie będą jeszcze bardziej przypominać „salony z funkcją gotowania” niż sterylne laboratoria. Wybór marek takich jak Ikea czy lokalnych polskich producentów mebli na wymiar coraz częściej skupia się na systemach ściennych zamiast gotowych korpusów szafek.

Jak wprowadzić ten trend, by nie stworzyć chaosu?
Przejście na otwarte półki wymaga strategii. W kuchni Rocío Marengo kluczem jest paleta neutralnych barw – granitowe blaty i detale z jasnego drewna tworzą spokojne tło. Ale mam dla Was konkretny lifehack: jeśli boisz się całkowitej rezygnacji z szafek, zastosuj zasadę 70/30.
W mojej pracy rekomenduję pozostawienie 70% dolnej zabudowy na przedmioty „brzydkie” (garnki, mikser, detergenty), a 30% przestrzeni powyżej blatu poświęć na otwarte ekspozycje. Co najbardziej zaskakujące: badania nad ergonomią wykazują, że otwarte przechowywanie skraca czas przygotowywania posiłków średnio o 12%, ponieważ wszystko jest w zasięgu wzroku i ręki.
Praktyczna wskazówka dla regionu
W Polsce, gdzie sezony grzewcze bywają intensywne, a kurz osiada szybciej, warto zainwestować w półki o gładkiej strukturze, które łatwo przetrzeć jedną szmatką z mikrofibry. Unikaj głębokich rzeźbień, w których osiada tłuszcz kuchenny.
Czy to rozwiązanie zostanie z nami na dłużej?
Wybór Rocío Marengo i Eduardo Forta pokazuje, że luksus nie polega już na posiadaniu ogromnej ilości szaf, ale na umiejętności selekcji i pokazywaniu tego, co piękne. To zmiana myślenia o domu jako o galerii naszej osobowości. Kuchnia przestaje być szafą pancerną na talerze, a zaczyna być miejscem pełnym powietrza.
A Wy? Czy bylibyście gotowi zdjąć drzwiczki ze swoich szafek, by poczuć tę nową przestrzeń, czy jednak wizja sprzątania kurzu wciąż Was powstrzymuje?



