Planujesz wizytę w Japonii i szukasz smaku, który nie jest turystyczną pułapką? Większość z nas popełnia ten sam błąd: szukamy restauracji z rankingów TripAdvisora, zamiast ufać miejscom, które przetrwały próbę czasu. W Hamamatsu, w dzielnicy Tenryu, istnieje miejsce, które karmi lokalnych mieszkańców nieprzerwanie od 1950 roku.
Saito Ramen to żywa historia. Wyobraźcie sobie, że w 2026 roku ten lokal będzie świętował swoje 76. urodziny. W świecie, gdzie według statystyk z 2024 roku aż 80% nowych restauracji zamyka się w ciągu pierwszych pięciu lat, taki staż pracy budzi szczery podziw. Nie chodzi o luksusowe wnętrza, ale o miskę zupy, która smakuje jak dom.
Ukryty skarb w cieniu nowej zabudowy
Dotarcie na miejsce może być teraz nieco trudniejsze. Zauważyłem, że obok restauracji powstał nowy budynek, przez co parking stał się, delikatnie mówiąc, wyzwaniem dla kierowców. Jednak fakt, że mimo tych utrudnień przed wejściem wciąż ustawiają się kolejki, mówi sam za siebie.
Wszedłem do środka tuż przed południowym szczytem. Wnętrze jest klasyczne: lada przed kuchnią, duży wspólny stół i tradycyjne miejsca na podwyższeniu (ozoshiki) po prawej stronie. Panuje tu specyficzna, domowa atmosfera, której nie da się podrobić w nowoczesnych sieciówkach.
- Tradycja: Receptury niezmienione od dekad.
- Lokalność: Miejsce spotkań mieszkańców Tenryu.
- Autentyczność: Brak menu w dziesięciu językach i zbędnych ozdób.
Miso Wantanmen: Zagadka ukryta pod powierzchnią
Szedłem tam z myślą o klasycznym Shoyu Ramen, ale pod wpływem impulsu zmieniłem zdanie. Wybór padł na Miso Wantanmen za 950 jenów (około 25-27 PLN). Gdy miska wylądowała na stole, poczułem lekką konsternację. Gdzie są pierożki wantan?
Wizualnie danie wydaje się chaotyczne. Kiełki fasoli są rozrzucone dość swobodnie, a chashu i menma (pędy bambusa) niemal całkowicie zanurzone w głębokim, mętno-brązowym wywarze. Ale to właśnie tutaj kryje się haczyk. W Japonii istnieje niepisana zasada: najlepsze kąski często chowają się na dnie, by nie wystygły zbyt szybko.

Smak, który „atakuje” podniebienie
Pierwszy łyk bulionu to prawdziwe uderzenie. Miso jest tu ostre i wyraziste. To nie jest łagodna, słodka zupa. Choć w bazie czuć delikatność białego miso, całość została skomponowana tak, by mocno zaznaczyć swoją obecność. To, co mnie zaskoczyło, to specyficzny impuls – pewien rodzaj „stymulacji”, którego nie potrafię do końca nazwać, ale który sprawia, że chcesz pić dalej mimo wysokiej temperatury.
Makaron typu „taka-sui” (o wysokiej zawartości wody) jest sprężysty i idealnie oblepia się gęstym wywarem. A co z zaginionymi wantanami? Znalazłem je! Ukryte pod warstwą dodatków, po wyłowieniu okazały się niezwykle delikatne, o śliskiej teksturze, która niesamowicie kontrastuje z chrupiącymi kiełkami.
Dlaczego warto zamówić „pół porcji” ryżu?
W Polsce często traktujemy ryż jako zbędny dodatek do makaronu, ale w Saito Ramen Han-Yakimeshi (mały smażony ryż za 350 jenów) to mus. To nie jest zwykły „zapychacz”. Ziarna są pokryte cienką warstwą tłuszczu, ale danie nie jest ciężkie. Jajko, chashu i kawałki naruto tworzą kompozycję, która idealnie domyka posiłek.
Według badań rynkowych przeprowadzonych w Japonii w 2025 roku, trend „setów łączonych” (ramen + mały ryż) przeżywa renesans, ponieważ klienci szukają maksymalnej wartości za rozsądną cenę. W Saito Ramen dostajesz jakość, za którą w Tokio zapłaciłbyś dwukrotnie więcej.
Praktyczna wskazówka dla odwiedzających:
- Przyjdź o 11:30: Unikniesz największego tłumu, który zjawia się punkt 12:00.
- Miej przy sobie telefon: Choć to tradycyjny lokal, przyjmują płatności PayPay!
- Nie oceniaj po wyglądzie: To, że wantany są „utopione” w zupie, to celowy zabieg utrzymujący ich temperaturę i wilgotność.
Werdykt: Czy 76 lat tradycji to tylko marketing?
Saito Ramen to nie jest miejsce na romantyczną randkę, ale na „prawdziwy” posiłek. Mimo że po jedzeniu czułem lekkie drapanie w gardle od intensywności miso, miska została pusta. To jedzenie z duszą, które przetrwało cesarzy, kryzysy i zmiany technologiczne.
A Wy? Szukacie w podróży miejsc z „gwiazdkami”, czy raczej tych z najdłuższą historią i lekko poobijanymi hokerami przy barze?



