Pamiętacie te wielkie, niebiesko-żółte hale na obrzeżach miast, do których wyprawa zajmowała całe popołudnie? To już powoli przechodzi do historii. W Ingolstadt właśnie dzieje się coś, na co mieszkańcy czekali ponad dekadę, ale finał tej historii będzie zupełnie inny, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Wszystko zaczęło się od dyskretnego ogłoszenia o pracę. Szwedzka sieć Ikea oficjalnie rozpoczęła rekrutację w Ingolstadt „na już”. Ale jeśli spodziewacie się nowego labiryntu z regałami Billy w strefie przemysłowej, możecie poczuć się zaskoczeni. Zamiast gigantycznego marketu, w sercu miasta powstaje coś, co branża nazywa „Small Store”.
Dekada czekania i nagły zwrot akcji
Pierwsze przymiarki Ikei do Ingolstadt miały miejsce jeszcze w 2013 roku. Wtedy planowano klasyczny scenariusz: duża działka w Zuchering, ogromny parking i restauracja z klopsikami. W 2018 roku projekt jednak upadł, co wielu uznało za ostateczny koniec marzeń o szwedzkim designie w regionie.
Dlaczego wrócili właśnie teraz? Według ostatnich trendów rynkowych na lata 2025-2026, aż 64% konsumentów w Europie woli robić zakupy bliżej domu, rezygnując z dalekich wyjazdów do centrów handlowych na peryferiach. W Polsce obserwujemy podobną tendencję – wystarczy spojrzeć na sukces formatów „Ikea blisko Ciebie” czy punktów planowania w warszawskich Blue City czy Wola Park. Ingolstadt staje się poligonem doświadczalnym dla tej nowej, miejskiej strategii.
Co właściwie kupimy w „małej” Ikei?
To nie będzie sklep, w którym wrzucisz na wózek materac i szafę Pax. Nowy format w centrum miasta stawia na natychmiastową gratyfikację i profesjonalne wsparcie. Oto czego możemy się spodziewać:
- Akcesoria „do ręki”: Wazony, tekstylia, kuchenne gadżety – drobiazgi, które odmieniają wnętrze w 5 minut.
- Centrum Planowania: Zamiast biegać z centymetrem po hali, usiądziesz z projektantem, by zaplanować kuchnię marzeń.
- Click & Collect: Zamawiasz online, odbierasz w samym centrum, wracając z pracy.
W mojej praktyce zakupowej zauważyłem, że takie miejsca stają się bardziej kawiarniami wnętrzarskimi niż zimnymi sklepami. To zmiana filozofii: Ikea nie chce już, żebyś przyjeżdżał do niej raz na kwartał. Chce być częścią Twojego spaceru po bułki.

Zagadka dawnego Kaufhofu – czy tam zapłonie niebieskie logo?
Największą zagadką pozostaje lokalizacja. Wszyscy patrzą na opustoszały budynek po dawnym Kaufhofie, który od 2020 roku straszy pustkami w samym sercu deptaka. Budynek o powierzchni 15 000 metrów kwadratowych to łakomy kąsek, ale też ogromne wyzwanie logistyczne.
Co ciekawe, między 11 a 13 marca odbywa się tam wielka wyprzedaż starego wyposażenia – każda sztuka mebla, od gablot po lady, idzie pod młotek za symboliczne 20 euro. To jasny sygnał, że IFG (miejska spółka wspierania gospodarki) przygotowuje grunt pod coś nowego. Choć rozmowy są objęte ścisłą tajemnicą, trudno nie połączyć kropek: Ikea szuka ludzi, a największa przestrzeń w mieście właśnie się czyści.
Jak przygotować się na zmiany w Twoim mieście?
Niezależnie od tego, czy mieszkasz w Ingolstadt, czy w Poznaniu, trend „małych formatów” dotrze do Ciebie szybciej, niż myślisz. Oto jak na tym skorzystać:
- Obserwuj ofertę pracy: Sklepy typu Small Store szukają nie tylko sprzedawców, ale „doradców życia w domu”. To szansa na stabilne zatrudnienie blisko miejsca zamieszkania.
- Wykorzystaj technologię: W 2025 roku standardem w takich punktach będą gogle VR do wizualizacji wnętrz – warto sprawdzić tę funkcję przed zakupem.
- Pamiętaj o wymiarach: Choć sklep jest mały, doradcy mają dostęp do pełnego asortymentu online. Przychodź z gotowymi wymiarami wnęk!
Ale czy te małe formaty rzeczywiście zastąpią nam radość z jedzenia hot-dogów po wielogodzinnym maratonie między regałami? A może to właśnie brak konieczności przedzierania się przez tłumy sprawi, że zaczniemy częściej zaglądać do sklepów meblowych?
A Wy co sądzicie? Wolicie szybkie zakupy w centrum czy jednak tęsknicie za klimatem gigantycznych hal na obrzeżach miasta? Dajcie znać w komentarzach!



