Wyobraź sobie miejsce, gdzie zamiast zimnego menu z kodem QR, wita Cię zapach pieczonej jagnięciny i domowy likier z pelargonii. W erze masowej gastronomii, prawdziwe perełki ukryte są tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał — między warsztatami samochodowymi a głośnymi alejami Pireusu.
To nie jest kolejna modna restauracja z Instagrama, lecz kulinarna ambasada Armenii prowadzona przez Izabelę i jej męża Steliosa. Miejsce to stało się fenomenem, o którym szepczą sobie smakosze w całej Grecji, a teraz wieść o nim dociera do Polski, gdzie coraz częściej szukamy autentyczności zamiast turystycznych pułapek.
Od warsztatu do „podwórka cudów”
Historia Izabeli Bogossian zaczęła się w 2018 roku w Rentis. Wtedy nikt nie wierzył, że serwowanie ormiańskich specjałów na małym podwórku pod morwami, otoczonym ciężarówkami i smarem, ma sens. „Wzięli mnie za wariatkę” — wspomina Izabela. Jednak to właśnie upór i miłość do smaków przodków sprawiły, że to miejsce przetrwało.
Co zaskakujące, według badań rynku gastronomicznego na lata 2025-2026, aż 68% europejskich „foodies” deklaruje, że woli odwiedzić lokal z ograniczonym, ale autentycznym menu, niż klasyczną restaurację. Izabela idealnie wpisuje się w ten trend. Pod koniec 2022 roku przenieśli się do Drapetsony, zabierając ze sobą te same serwetki, koronkowe zasłony i pasję, która sprawia, że czujesz się u nich jak u cioci na obiedzie.
Sekret tkwi w mlecznym cieście i glinianym piecu
W kuchni u Izabeli nie ma dróg na skróty. Podczas gdy wiele lokali korzysta z mrożonych półproduktów, tutaj każdy poniedziałek — dzień wolny dla gości — jest dla właścicielki najcięższym dniem pracy. To wtedy powstaje ciasto na lahmacun, które Izabela zagniata z dodatkiem mleka, nadając mu niespotykaną lekkość i słodycz.

Co warto zamówić, jeśli jesteś tu pierwszy raz?
- Sulu Manti: Rodzaj pierożków w kształcie łódeczek z mięsnym nadzieniem, podawanych w aromatycznej zupie.
- Icli Kofte: Wyjątkowo puszyste kotleciki z bulguru z pikantnym nadzieniem, serwowane z cytryną.
- Khorovats: Wielkie ormiańskie szaszłyki pieczone w „tonir” — tradycyjnym glinianym piecu.
Warto zwrócić uwagę na Khorovats. Stelios piecze tylko 10 sztuk podczas weekendów. Jeśli nie pojawisz się odpowiednio wcześnie, obejdziesz się smakiem — znikają w kilka minut po wyjęciu z ognia. W Armenii takie piece buduje się w ziemi, tutaj Stelios zaadaptował tę tradycję do miejskich warunków.
Rodzinny biznes w nowoczesnym wydaniu
Choć Izabela gotuje sercem, porządek w lokalu to zasługa jej syna, Agopa. To on w 2024 roku przejął stery nad logistyką i serwisem, sprawiając, że domowy chaos zamienił się w profesjonalnie działającą machinę. W dzisiejszych czasach, gdzie w Polsce również obserwujemy renesans rodzinnych biznesów (jak np. kultowe bary mleczne w nowej odsłonie), model z Drapetsony pokazuje, że tradycja i nowoczesna organizacja mogą iść w parze.
Ciekawostka: Wszystkie napoje i wina w lokalu pochodzą bezpośrednio z Armenii, importowane przez wyspecjalizowaną firmę Ararat. Nawet chleb „lawasz” jest dowożony z jedynej ormiańskiej piekarni w Kokkinii. Eksperci kulinarni podkreślają, że taka dbałość o pochodzenie produktu (tzw. traceability) to klucz do budowania zaufania gości w 2026 roku.
Jak trafić do Izabeli?
Lokal znajduje się przy ulicy Anapafseos 36 w Drapetsonie. Nie spodziewaj się luksusów, ale przygotuj się na eksplozję smaków. Koszt kolacji to około 20-25 euro (ok. 85-110 zł) na osobę, co przy dzisiejszych cenach w europejskich metropoliach jest ofertą niezwykle uczciwą za taką jakość.
Mały lifehack: Jeśli chcesz spróbować królewskiej zupy mięsnej z miętą i czosnkiem, zapytaj o nią na samym początku — często kończy się przed wieczornym szczytem.
A Ty, czy odważyłbyś się wejść do restauracji ukrytej między warsztatami samochodowymi, by spróbować najlepszego kebabu w swoim życiu?



