Wyobraź sobie głęboki mróz poranka w basenie Kikuka, gdzie temperatura spada poniżej zera, a gęsta mgła spowija drogi. W takich warunkach Twój organizm nie prosi o jedzenie — on domaga się paliwa wysokiej jakości. Właśnie dlatego przed kultową restauracją Dosanko w mieście Yamaga, w porze lunchu, parking wypełnia się do ostatniego miejsca w kilka minut.
Ponad 60% stałych bywalców japońskich restauracji typu ramen przyznaje, że dodatki są dla nich równie ważne, co sama baza z makaronem. Jednak w Yamaga panuje zasada, która może zaskoczyć kogoś z Warszawy czy Krakowa: tutaj nie przychodzi się tylko na zupę. Prawdziwym bohaterem jest cheese katsu, czyli kotlet z płynnym serem, który stał się legendą północnej części Kumamoto.
Sekret tkwi w „warstwowym” przygotowaniu
Siedząc przy kontuarze w Dosanko, możesz poczuć się jak na seansie kina akcji. Ruch personelu jest precyzyjny i ekspresowy, ale w rogu lady dostrzeżesz kogoś, kto pracuje w zupełnie innym tempie. To pracownik odpowiedzialny wyłącznie za formowanie kotletów serowych.
Co sprawia, że ten dodatek jest tak uzależniający? To nie jest zwykły serowy plaster. To technika, którą eksperci kulinarni nazywają „pułapką soczystości”. Badania nad strukturą tekstur w jedzeniu wskazują, że połączenie chrupiącej panierki panko z półpłynnym wnętrzem uwalnia dopaminę znacznie szybciej niż jednolite dania.
- Pierwszy gryz: Musisz uważać, wnętrze jest wrząco gorące.
- Tekstura: Panierka stawia opór, by po chwili ustąpić miejsca miękkiej, ciągnącej się masie.
- Balans: Słony ser idealnie kontrastuje z głębokim wywarem miso lub shoyu.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do kotletów jako dania głównego z ziemniakami. W Kumamoto katsu zanurza się w ramenie, pozwalając panierce nasiąknąć esencjonalnym wywarem. To zmienia zasady gry.
Triki profesjonalistów: Jak wycisnąć maksimum z tej wizyty
Kiedy kelner stawia przed Tobą parującą miskę ramenu w Dosanko, często dodaje cichą radę: „Spróbuj z czipsami czosnkowymi”. W Japonii, podobnie jak w polskiej kuchni ludowej, czosnek uznawany jest za naturalny „wzmacniacz energii” na chłodne dni.

Moja rada: Nie żałuj czipsów czosnkowych. Ich intensywny aromat i chrupkość przebijają się przez tłusty wywar, tworząc profil smakowy, którego nie znajdziesz w żadnej sieciówce. Ale uwaga — jeśli planujesz spotkanie biznesowe po obiedzie, zaopatrz się w mocne miętówki.
Ale co zrobić, gdy po tak obfitym posiłku poczujesz ochotę na coś słodkiego? Zaledwie kilka minut jazdy dalej, przy trasie 443, kryje się tsunagu handmade cafe. To miejsce, które przeczy logice tłustego jedzenia. Ich dewiza to „pączki przyjazne dla ciała dziecka”.
Pączek, który smakuje jak… marzenie?
W tsunagu handmade cafe pączki znikają z gablot już około godziny 13:00. Dlaczego? Według trendów na lata 2025-2026, świadomy konsument poszukuje słodyczy typu mochiri — o gęstej, niemal chlebowej strukturze, która syci na długo, ale nie powoduje „cukrowego zjazdu”.
W przeciwieństwie do puszystych, napompowanych powietrzem pączków znanych nam z supermarketów, te w Yamaga są wytwarzane ręcznie w mikroskopijnych partiach. Są tak popularne, że brak szyldu na zewnątrz wcale nie przeszkadza w sprzedaży całego asortymentu przed końcem szychty.
Praktyczny przewodnik po Yamaga:
Jeśli planujesz odwiedzić te rejony, pamiętaj o kilku złotych zasadach:
- Czas to wszystko: Do Dosanko najlepiej przyjść dokładnie na otwarcie (11:00) lub tuż przed przerwą obiadową. Parking jest wspólny i prawie zawsze pełny.
- Ubiór: Mimo że wiosna w Kumamoto bywa ciepła, poranki i wieczory są zdradliwe. Warstwowe ubranie, tak jak w polskich górach, to podstawa.
- Znaki: Szukając kawiarni Tsunagu, patrz na numery budynków i zaparkowane auta, nie na neony — łatwo ją przegapić.
Czy połączenie ciężkiego ramenu z serowym kotletem i „zdrowym” pączkiem na deser to kulinarny grzech, czy może idealny sposób na przetrwanie kapryśnej pogody? A Ty, na co najpierw byś się skusił: na płynny ser w chrupiącej panierce czy na domowego pączka?



