Większość z nas, planując egzotyczną podróż kulinarną, myśli o modnych restauracjach z gwiazdkami Michelin. Tymczasem najprawdziwsze skarby smaku kryją się tam, gdzie turyści zaglądają rzadko, a lokalni mieszkańcy ustawiają się w kolejkach już od świtu. W samym sercu Quito istnieje miejsce, które rzuca wyzwanie wszystkiemu, co wiecie o tradycyjnej kuchni latynoamerykańskiej.
Mowa o Mercado La Floresta – targu, który stał się kulinarnym mikrokosmosem Ekwadoru. To tutaj Martha Quilca, lokalna legenda, serwuje dania, których receptury przetrwały w nienaruszonym stanie od pokoleń. Jeśli myśleliście, że rosół z kury to szczyt domowego komfortu, caldo de patas (zupa z krowich kopyt) zweryfikuje wasze pojęcie o głębi smaku.
Sekret smaku z północy, którego nie znajdziesz w przewodnikach
To, co wyróżnia stoisko Marthy, to unikalne podejście do składników z regionu Ibarra. W 2024 roku badania nad trendami podróżniczymi wykazują, że aż 78% świadomych konsumentów szuka autentyczności zamiast komercyjnych dań pod turystów. Martha trafia w ten punkt idealnie, serwując hornado pastuso – wolno pieczoną wieprzowinę w stylu północnym, która w stolicy jest rzadkością.
Ale to nie mięso jest tu jedynym bohaterem. Martha sprowadza rzemieślnicze sery prosto z wysokogórskich paramo – ekwadorskich stepów położonych powyżej 3000 m n.p.m. W Polsce coraz częściej doceniamy sery zagrodowe, ale te z Andów mają specyficzny, mineralny posmak, wynikający z unikalnej diety krów pasących się na wulkanicznej glebie.
Menu, które zmienia zasady gry:
- Caldo de patas: Kleista, bogata w kolagen zupa, która według lokalnych przekazów stawia na nogi po najcięższej nocy.
- Papitas con chaqueta: Ziemniaki „w kurtkach” (w mundurkach), podawane z gęstym, aksamitnym sosem orzechowym (salsa de maní).
- Tortillas de tiesto: Pieczone na glinianych płytach placki kukurydziane, które najlepiej smakują z aromatyczną kawą.
Dlaczego kolagen to nowa waluta zdrowia?
W ostatnich latach świat oszalał na punkcie „bone broth” (wywaru na kościach). Eksperci ds. żywienia zauważają, że naturalne wywary, takie jak caldo de patas, zawierają znacznie więcej biodostępnego kolagenu niż drogie suplementy z apteki. W Ekwadorze nikt nie nazywa tego „biohackingiem” – po prostu od dekad jedzą to na śniadanie, by zachować sprawność stawów i promienną cerę.
Ciekawostka: Prawdziwe hornado pastuso przygotowuje się tradycyjnie w piecach opalanych drewnem, co nadaje skórce chrupkość, której nie da się odtworzyć w nowoczesnym piekarniku elektrycznym. W Mercado La Floresta ten proces jest świętością.

Jak jeść jak „Quiteño” i nie popełnić błędu?
Wizyta na targu to rytuał. Jeśli pojawisz się tam w sobotę, przygotuj się na fritadę z choclo (dużą, miękką kukurydzą) i mote con chicharrón (gotowaną kukurydzą ze skwarkami). Ale jest jeden haczyk, o którym wielu zapomina.
Praktyczna rada: Najlepsze kąski znikają przed godziną 14:00. Choć oficjalnie stoisko jest otwarte do 17:00, najbardziej poszukiwane dania, jak hornado, często kończą się wcześniej ze względu na ogromny popyt wśród okolicznych pracowników i rodzin.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do obiadów jedzonych po godzinie 16:00, ale w Quito życie gastronomiczne tętni najmocniej w południe. Ponad 60% obrotu tradycyjnych rynków w Ameryce Południowej generowane jest właśnie w godzinach lunchowych.
Gdzie szukać tych smaków?
Jeśli planujesz wizytę, skieruj się do sektora La Floresta, na róg ulic Galavis i Isabela Católica. To dzielnica, która łączy artystyczny klimat z surową tradycją targu. Martha czeka tam na gości od poniedziałku do soboty od 07:30.
Czy próbowaliście kiedyś potrawy, która na początku wydawała się dziwna (jak zupa z kopyt), ale po pierwszym kęsie stała się waszym ulubionym daniem? Dajcie znać w komentarzach!



