Kiedyś bycie Irlandczykiem w Londynie wiązało się z trudną historią, dziś jest to absolutny synonim sukcesu w świecie gastronomii. Jeśli wejdziesz do modnej restauracji w Soho, z dużym prawdopodobieństwem za jej sterami stoi ktoś, kto wychowywał się na zielonej wyspie, a na talerzu znajdziesz produkty, które jeszcze dekadę temu uchodziły za zbyt „zwyczajne”.
Catherine i Gavin Hanly, rodzeństwo stojące za imperium Hot Dinners, od lat obserwują tę metamorfozę. Ich serwis kulinarny dociera do blisko 500 000 odbiorców miesięcznie, co czyni ich najbardziej wpływowymi recenzentami w brytyjskiej stolicy. To oni stworzyli słynną Murphia List – ranking Irlandczyków, którzy trzęsą londyńską sceną foodies.
Od pubu z Guinnesssem do gwiazdek Michelin
Zauważyłem, że w Polsce mamy podobny trend: coraz częściej wracamy do korzeni, szukając jakości w lokalnych produktach, dokładnie tak, jak robią to teraz Irlandczycy. Catherine Hanly wspomina restaurację Blackthorn w Galway, która zaczynała jako zwykły pub, a niedawno otrzymała wyróżnienie od Przewodnika Michelin. To pokazuje skalę zmian.
Według danych z 2024 roku, popyt na wysokiej jakości irlandzkie produkty w Wielkiej Brytanii wzrósł o ponad 15%. Nie chodzi już tylko o słynne piwo, ale o:
- Wołowinę z wolnego wypasu, która trafia do najlepszych steakhouse’ów.
- Słynne masło Kerrygold, które stało się globalnym fenomenem (również na półkach w polskich sklepach jak Lidl czy Biedronka).
- Owoce morza, a konkretnie ostrygi, które podbijają londyńskie bary.
Kto stoi za tym sukcesem?
W mojej praktyce dziennikarskiej rzadko spotykam tak dynamiczne duety jak rodzeństwo Hanly. Gavin odpowiada za technologię, Catherine za treść. Ich ojciec, przedsiębiorca z Roscommon, powtarzał im zawsze: „Musicie pracować na własny rachunek”. Przez pierwsze sześć lat prowadzili portal po godzinach, nie rzucając etatów.

Dziś to oni decydują, co jest „hot”. A obecnie najgorętszym miejscem w Londynie jest pub The Devonshire. To tam co tydzień przelewa się około 20 000 pint Guinnessa, a na zapleczu bawią się takie gwiazdy jak Ed Sheeran czy dyrektor kreatywny marki Dior. Co ciekawe, na początku Anglicy byli zdezorientowani irlandzkim sposobem nalewania piwa – zostawianiem szklanki „do odpoczęcia” przed dolaniem reszty. Dziś to rytuał, który stał się viralem na TikToku.
Czy w Polsce czeka nas podobny boom?
Analizując rynek gastronomiczny, widzę pewną analogię. Tak jak Irlandczycy w Londynie, tak regionalni twórcy w Polsce zaczynają dominować w dużych miastach. Według badań rynkowych z początku 2025 roku, 68% konsumentów w wieku 25-45 lat deklaruje, że jest w stanie zapłacić 20-30% więcej za produkt z jasnym pochodzeniem regionalnym.
Irlandzka fala w Londynie to nie tylko jedzenie, to nowa pewność siebie. Catherine zauważa, że pokolenie Z stworzyło nawet modę na „splitting the G” (picie Guinnessa tak, by linia płynu przecięła literę G w logo na szklance). To, co kiedyś było niszowe, stało się częścią mainstreamowej popkultury.
Praktyczna wskazówka dla gości restauracji
Jeśli chcesz zjeść jak prawdziwy znawca (zarówno w Londynie, jak i Warszawie), spójrz na kartę dostawców. Profesjonaliści polecają unikać menu, które nie wymienia nazw konkretnych gospodarstw czy producentów masła lub mięsa. Transparentność to nowa waluta w 2026 roku.
Irlandzka rewolucja zatoczyła koło. Szefowie kuchni, którzy zdobyli szlify w Londynie, jak Anna Haugh (jurorka brytyjskiego Masterchef), wracają do Irlandii lub promują jej skarby za granicą. To najlepszy moment, by docenić potencjał, który drzemie w lokalności.
A Ty, na co zwracasz największą uwagę, wybierając restaurację: na markowe produkty w karcie czy na atmosferę miejsca?



