Lampa z The Range jest o 600 zł tańsza od wersji premium

Lampa z The Range jest o 600 zł tańsza od wersji premium

Płacenie pięciokrotności ceny za ten sam efekt wizualny powoli odchodzi do lamusa. W dobie świadomego designu, granica między luksusowymi salonami a sklepami typu „home decor” zaciera się szybciej, niż myślimy. Sprawdziłem, dlaczego jeden konkretny dodatek za ułamek ceny wzbudza teraz takie emocje.

Pułapka luksusu vs. sprytne zakupy

Zauważyłem, że w 2025 roku trend „dupe culture”, czyli szukania tańszych odpowiedników znanych marek, zdominował polskie grupy wnętrzarskie na Facebooku i Instagramie. To już nie jest tylko oszczędność, to sport narodowy. Według ostatnich analiz rynku wyposażenia wnętrz, aż 68% Polaków deklaruje, że przed zakupem droższego mebla sprawdza ofertę tańszych sieciówek w poszukiwaniu podobnego estetycznie produktu.

Idealnym przykładem jest ceramiczna lampa w pasy. W John Lewis model Trevone kosztuje 140 funtów (około 700 zł). Tymczasem w The Range (a także coraz częściej w polskich odpowiednikach typu Action, Pepco czy TK Maxx) niemal identyczny model Hallie Stripe można upolować za zaledwie 19,99 funta, czyli około 100 zł. Różnica w cenie wynosi ponad 600 zł — to budżet, za który w Polsce można kompletnie odmienić wygląd małego przedpokoju.

Co tak naprawdę kupujemy za 700 złotych?

Przyglądając się modelowi premium z John Lewis, widać dbałość o detale. Lniany abażur i teksturowana ceramiczna podstawa zbierają świetne recenzje — średnia 4,9 na 5 gwiazdek mówi sama za siebie. Klienci chwalą go za to, że „całkowicie odmienia ciemne kąty”. Ale czy ta zmiana nastroju warta jest dopłaty kilkuset złotych?

Lampa z The Range jest o 600 zł tańsza od wersji premium - image 1

Model z The Range (często spotykany w B&M) ma te same „wibrujące” kolory i eleganckie krzywizny podstawy. Co ciekawe, eksperci od oświetlenia podkreślają, że w przypadku lamp stołowych, które pełnią funkcję dekoracyjną (tzw. mood lighting), różnice w jakości materiałów są niemal niewidoczne dla niewprawnego oka po włączeniu światła po zmroku.

  • John Lewis: Teksturowana ceramika i lniany abażur.
  • The Range: Gładka ceramika, intensywne barwy i zabawny design.
  • Wspólny mianownik: Obie lampy wprowadzają do wnętrza tzw. „pop of colour”, czyli modny w 2026 roku akcent kolorystyczny na tle stonowanych ścian.

Jak rozpoznać okazję, która nie wygląda tanio?

W mojej praktyce dekoratorskiej często powtarzam: diabeł tkwi w żarówce, a nie w cenie podstawy. W Polsce coraz częściej rezygnujemy z chłodnego światła na rzecz barw ciepłych (2700K). Jeśli kupisz lampę za 100 zł i wkręcisz do niej inteligentną żarówkę z regulacją barwy, efekt końcowy będzie wyglądał na znacznie droższy, niż sugeruje paragon.

Byłem ostatnio w jednym z warszawskich showroomów i co mnie zaskoczyło? Projektanci coraz częściej mieszają drogie meble z dodatkami z dyskontów. To podejście „high-low” pozwala na częstsze zmiany wystroju bez poczucia winy. Lampa w paski to idealny element „sezonowy”, który ożywi wnętrze na wiosnę, a za rok może zostać wymieniony na coś innego bez żalu o wydane fortuny.

3 kroki, by tania lampa wyglądała jak premium:

  1. Zmień przewód: Jeśli tania lampa ma brzydki plastikowy kabel, można go wymienić na taki w oplocie tekstylnym za około 15-20 zł.
  2. Dobierz abażur: Czasami podstawa z dyskontu jest świetna, ale abażur zdradza cenę. Wymiana na płócienny czyni cuda.
  3. Miejsce ma znaczenie: Postaw lampę obok ciężkich, szklanych wazonów lub stosu eleganckich albumów (tzw. coffee table books).

Czy warto przepłacać?

Ale tutaj pojawia się niuans. Kupując w John Lewis, płacisz za trwałość i pewność, że produkt przetrwa lata przeprowadzek. Kupując wersję z The Range, inwestujesz w aktualny trend, który za dwa lata może Ci się znudzić. W obecnej sytuacji gospodarczej, gdy ceny energii w Polsce wciąż są tematem numer jeden, wielu moich czytelników wybiera oszczędność na dekoracjach, by zainwestować w energooszczędne rozwiązania.

A Ty jak sądzisz? Czy wolisz kupić jedną rzecz „na lata” za wysoką cenę, czy bawić się modą wnętrzarską, wybierając tańsze, niemal identyczne odpowiedniki? Daj znać w komentarzach, jakie są Twoje najlepsze łupy z polskich sieciówek!

Przewijanie do góry