Dlaczego Finowie wciąż chodzą do tego stuletniego sklepu, choć obok mają gigantów pokroju Tokmanni

Dlaczego Finowie wciąż chodzą do tego stuletniego sklepu, choć obok mają gigantów pokroju Tokmanni

Kiedy wchodzisz do środka, masz wrażenie, że czas się zatrzymał, ale portfel podpowiada coś innego. W dobie wszechobecnych sieciówek i zakupów online, istnienie miejsca, które pamięta rok 1932, wydaje się niemal niemożliwe. A jednak – w samym sercu Helsinek, przy Iso Roobertinkatu, pewien trzypiętrowy sklep udowadnia, że tradycyjna obsługa klienta to towar luksusowy, za który warto zapłacić nieco więcej.

Zagadka przetrwania w świecie gigantów

Zauważyłem ciekawą zależność: podczas gdy światowe marki stawiają na algorytmy, fińska rodzinna firma Etola stawia na… ceratę i piankę tapicerską. Jak to możliwe, że w 2025 roku, gdy 73% konsumentów w Europie deklaruje, że szuka najniższej ceny w dyskontach, ten sklep wciąż przyciąga tłumy? Odpowiedź kryje się w produktach, których nie znajdziesz w żadnym nowoczesnym katalogu.

W dzisiejszych czasach, nie tylko w Finlandii, ale i w Polsce, obserwujemy zmęczenie „masówką”. Szukamy czegoś konkretnego, skrojonego na wymiar. W mojej praktyce obserwatora rynkowego widzę, że wąska specjalizacja to nowa tarcza antykryzysowa.

  • Produkty na metry: Ceraty, maty ochronne i wykładziny cięte dokładnie tak, jak potrzebujesz.
  • Słynna pianka: Choć strona internetowa mówi, że jej nie ma, klienci i tak przychodzą pytać o wypełnienia do materacy.
  • Sezonowość: Od folii na błoto po kolorowe balony na fińskie święto Vappu.

„Nie wiedziałam, że to jeszcze istnieje”

To zdanie słyszy się tu najczęściej. Kaisa, jedna z klientek, przyznaje, że trafiła tu przypadkiem podczas przerwy na lunch. Szukała kapci i pudełek do biura. Zaskoczył ją nie tylko rozmiar budynku, ale i fakt, że można tu kupić całkiem stylowe meble. Co z cenami? Są nieco wyższe niż w popularnych marketach, ale jak mówi Helena, stała bywalczyni: „Tutaj kupuję pokrowce na garnitury, których nie ma nigdzie indziej”.

Dlaczego Finowie wciąż chodzą do tego stuletniego sklepu, choć obok mają gigantów pokroju Tokmanni - image 1

Badania rynku w 2024 roku pokazują, że polski klient również zaczyna doceniać sklepy „z duszą”. Co ciekawe, według ekspertów, lojalność wobec lokalnych marek rośnie, gdy te oferują doradztwo twarzą w twarz – coś, czego chatboty jeszcze długo nie podrobią.

Wróg numer jeden: Nie konkurencja, a remonty

Ale nie wszystko jest kolorowe. Nawet stuletnia tradycja może przegrać z brutalną rzeczywistością miejską. Lilli Etola, dyrektor zarządzająca, wskazuje na problem, który brzmi znajomo dla każdego właściciela biznesu w Warszawie czy Krakowie: długotrwałe remonty ulic.

To właśnie przez trwające lata prace budowlane zamknięto kultowy oddział w Hakaniemi oraz sklep w Töölö. Jeśli klienci nie mogą do Ciebie dotrzeć, a czynsz za prestiżową lokalizację rośnie, historia przestaje mieć znaczenie. W Finlandii statystyki są nieubłagane: przedłużające się inwestycje miejskie potrafią obniżyć obroty lokalnych sklepów o ponad 40% w skali roku.

Praktyczny lifehack: Jak kupować w takich miejscach?

Byłem w wielu takich punktach i mam dla Ciebie jedną radę: zawsze pytaj sprzedawcę o „zaplecze”. W miejscach takich jak Etola, asortyment widoczny na półkach to tylko wierzchołek góry lodowej. Często to, co najcenniejsze, jak specjalistyczne maty czy nietypowe uszczelki, kryje się w magazynie, o którym wiedzą tylko pracownicy z dwudziestoletnim stażem.

Być może właśnie to jest sekret trwania przez blisko 100 lat – posiadanie czegoś, po co warto pofatygować się osobiście, mimo że obok lśni nowoczesna witryna sieciówki?

A Ty masz swój ulubiony sklep z dzieciństwa, który do dziś udaje się utrzymać na rynku mimo konkurencji wielkich centrów handlowych? Co sprawia, że wciąż tam wracasz?

Przewijanie do góry