Ziemniaki, jajka i cebula – wydaje się, że to przepis, którego nie da się zepsuć. A jednak, według ostatnich badań rynkowych rośnie liczba restauracji, które usuwają klasyczną tortillę z karty, bojąc się porównań z domowym ideałem. W Hiszpanii, a konkretnie w regionie Estremadura, walka o miano „królowej talerza” weszła właśnie w nową fazę.
Zauważyłem, że tradycja zaczyna tu flirtować z nowoczesnością w sposób, który może zszokować purystów. Od tortilli tak rzadkich, że je się je łyżką, aż po wersje z… chipsami z torebki. Przygotujcie się na podróż po miejscach, gdzie tortilla przestała być tylko dodatkiem, a stała się celem samym w sobie.
Sekret tkwi w odmianie ziemniaka
W Villanueva de la Serena spotkałem Marianę Roponicę z baru Casa Loren. Mariana to postać legendarna – aktualna mistrzyni regionalna. Co sprawia, że jej kuchnia przyciąga tłumy? Kluczem nie jest skomplikowana technika, ale konkretny składnik.
- Stosuje wyłącznie patata agria (odmiana o dużej zawartości skrobi), która po usmażeniu zachowuje idealną strukturę.
- Miesza ją z dużą ilością cebuli, tworząc bazę o „średnim stopniu ścinania”.
- Efekt? Kremowe wnętrze, które nie wypływa z talerza, ale rozpływa się w ustach.
W moim odczuciu to właśnie ta precyzja w doborze surowca oddziela rzemieślników od amatorów. W Casa Loren goście nie zamawiają „czegoś do jedzenia” – oni przychodzą konkretnie na tortillę Mariany.
Zasada 15 porcji w Catovi
W Cáceres, a dokładnie w dzielnicy Junquillo, znajduje się Catovi – miejsce z prestiżowym wyróżnieniem Guía Repsol. Tutaj panuje jedna, nienaruszalna zasada: tortilla musi być z cebulą. Jeśli wolisz wersję bez niej, lepiej nie ryzykuj pytania kelnera.
Javier Criado, właściciel lokalu, zdradził mi, że w weekendy kuchnia wydaje tylko około 14-15 sztuk robionych pod specjalne zamówienie. Dlaczego tak mało? Bo każda z nich wymaga czasu, by osiągnąć punkt między „soczystością a ścięciem”. Co ciekawe, 82% stałych klientów wybiera tu wersję klasyczną, choć sezonowo pojawiają się też wariacje z dzikimi szparagami.
„Leniwa” tortilla, która podbiła Meridę
Być może najbardziej zaskakującym odkryciem była wizyta w Barbarossa w Meridzie. Serwują tam tzw. tortilla vaga (leniwą tortillę). Nazwa wzięła się stąd, że ścina się ją tylko z jednej strony.

To, co dzieje się na wierzchu, to prawdziwa rewolucja:
- Baza: ziemniaki i cukinia (dla słodyczy).
- Dodatek: tatar z tuńczyka błękitnopłetwego.
- Wykończenie: japoński majonez, sos ponzu, oliwa w perłach i posypka furikake.
Mimo że brzmi to jak kulinarna profanacja, jest to najczęściej zamawiana przystawka w lokalu. To dowód na to, że w 2026 roku nasze podniebienia szukają kontrastów, o których nie śniło się babciom w Kastylii.
Powrót do dzieciństwa w sercu Micro
Nie wszystko musi być jednak „fusion”. W rodzinnym barze Micro w Cáceres, Lidia Vaquero broni prostoty. W czasach, gdy inflacja w Hiszpanii wpływa na ceny podstawowych produktów (koszt oliwy z oliwek wzrósł w ostatnich latach o kilkadziesiąt procent), Micro stawia na uczciwość talerza.
W ich kuchni to nie gość ma rację – to przepis jest święty. „Klient dostosowuje się do naszej tortilli” – słyszę od właścicieli. Ich wersja jest spektakularnie soczysta i przypomina smaki z dzieciństwa, co w dobie fast-foodów staje się luksusem.
Szokujący trik z chipsami w Badajoz
Na koniec zostawiłem najbardziej kontrowersyjny punkt programu: Bar Fonso w Badajoz. Jeśli myśleliście, że użycie chipsów z torebki do zrobienia tortilli to lenistwo, to jesteście w błędzie. To technika spopularyzowana przez samego Ferrana Adrià (3 gwiazdki Michelin).
W Fonso używa się rzemieślniczych chipsów z Estremadury, które namacza się w jajkach od kur z wolnego wybiegu. Wynik? Tortilla w stylu Betanzos – niemal płynna w środku, podawana z dorszem pil-pil i sosem vizcaína. Brak cebuli rekompensuje tu intensywność ziemniaka z torebki.
Moja rada: Jeśli planujesz powtórzyć to w domu, wybierz chipsy smażone na oliwie z oliwek, bez żadnych aromatów typu „formaggio”. Inaczej efekt będzie daleki od restauracyjnego.
A Ty, po której stronie barykady stoisz? Klasyczna tortilla z cebulą, czy odważne eksperymenty z tuńczykiem i chipsami?



