Kiedy spacerujesz po parku, rzadko zastanawiasz się nad tym, co dzieje się pod Twoimi stopami. Okazuje się jednak, że kondycja miejskiej zieleni to nie tylko kwestia estetyki, ale precyzyjna operacja techniczna warta dziesiątki tysięcy euro. W hiszpańskiej Santoñi właśnie rusza ambitny plan, który zmienia sposób, w jaki myślimy o „zwykłym” przycinaniu trawników.
Włodarze miasta ogłosili przetarg o wartości ponad 40 000 euro na kompleksową opiekę nad parkami w latach 2026-2027. Nie chodzi tu jednak o proste grabienie liści. Program obejmuje zaawansowane zabiegi biosanitarne i architektoniczne, które mają uratować lokalny ekosystem przed inwazyjnymi szkodnikami.
Zagrożenie, którego nie widać na pierwszy rzut oka
W mojej praktyce obserwatora trendów urbanistycznych zauważyłem, że nowoczesne miasta odchodzą od tradycyjnego ogrodnictwa na rzecz „inteligentnej zieleni”. W Santoñi kluczowym punktem programu jest walka z picudo rojo (wołkiem zbożowym palmowym). Ten owad potrafi zniszczyć dorosłą palmę w kilka miesięcy, zjadając ją od środka.
Co ciekawe, eksperci zdecydowali się na metodę endoterapii. Zamiast rozpylać chemikalia w powietrzu, co mogłoby szkodzić mieszkańcom i pszczołom, lecznicze preparaty „wstrzykuje się” bezpośrednio do pnia drzewa. Badania pokazują, że taka metoda jest o 80% skuteczniejsza i bezpieczniejsza dla środowiska niż tradycyjne opryski.
- Endoterapia: Precyzyjne zastrzyki chroniące palmy przed insektami.
- Ochrona platana: Specjalne „prysznice” systemowe przeciwko prześwietlikowi platanowemu.
- Ginkgo Biloba: Montaż nowoczesnych metalowych osłon dla dziewięciu rzadkich okazów miłorzębu.

Efekt „ściółkowania” – dlaczego to takie ważne?
Wielu mieszkańców dziwi się, widząc wysypywaną pod drzewami korę lub zmielone resztki roślin. To tak zwany mulching. Według najnowszych danych z 2025 roku, zastosowanie tej techniki w miastach pozwala zaoszczędzić do 30% wody zużywanej do podlewania. W dobie zmian klimatycznych ta oszczędność jest na wagę złota.
W Santoñi mulczowanie zostanie zastosowane w kluczowych punktach, takich jak Plaza Manzanedo czy Casa del Mar. Warstwa organiczna nie tylko zatrzymuje wilgoć, ale też dostarcza składników odżywczych bezpośrednio do korzeni, eliminując potrzebę stosowania sztucznych nawozów. To rozwiązanie, które coraz częściej widzimy też w polskich miastach, takich jak Wrocław czy Warszawa, gdzie walka o retencję wody stała się priorytetem.
Ronda, które nie tylko wyglądają, ale i oszczędzają
Oprócz bieżącej pielęgnacji, miasto zainwestuje dodatkowe 62 689 euro w renowację rond, m.in. przy wjeździe do Berria czy osiedla El Dueso. Wykorzystano tu fundusze europejskie z Planu Zrównoważonej Turystyki. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ronda są tak istotne?
Współczesna architektura krajobrazu stawia na zrównoważone projektowanie. Nowe ronda w Santoñi zostaną przebudowane tak, by były niemal samowystarczalne. Oznacza to dobór roślin odpornych na suszę i systemy nawadniania sterowane czujnikami wilgotności. W Polsce podobne trendy obserwujemy w projektach „miast-gąbek”, które mają za zadanie błyskawicznie wchłaniać deszczówkę.
Praktyczny lifehack dla Twojego ogrodu
Nawet jeśli nie zarządzasz miejskim parkiem, możesz skorzystać ze strategii z Santoñi. Zamiast wyrzucać skoszoną trawę lub drobne gałązki, rozłóż je cienką warstwą pod swoimi roślinami (wspomniany mulching). Zobaczysz, że w upalne dni Twoje rośliny będą wyglądać znacznie lepiej niż te u sąsiada, a Ty rzadziej chwycisz za konewkę.
Być może nadszedł czas, byśmy zaczęli traktować miejskie drzewa nie jako element dekoracyjny, ale jako żywą infrastrukturę, która chroni nas przed upałem i zanieczyszczeniami? A Państwa zdaniem, które rozwiązanie w polskich miastach sprawdza się najlepiej – nowoczesne nasadzenia czy może pozostawienie natury samej sobie w formie miejskich łąk?



